logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Antypolonizm w Tel Awiwie

Środa, 15 maja 2019 (23:03)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrał Pan atak na ambasadora RP w Izraelu Marka Magierowskiego?

– Trudno rozpatrywać to wydarzenie w kategoriach wybryku tylko pojedynczej osoby. Jak już wiadomo, ataku dokonał Arik Lederman, jak słyszymy – znany w Izraelu architekt. A więc nie jest to nikomu nieznany szaleniec czy osoba, która nie jest świadoma tego, co robi. Sądzę, że atak na ambasadora RP – w końcu osoby znanej w Izraelu – nie był dziełem przypadku, ale było to – jak można się domyślać – działanie przemyślane. Dzięki informacjom ambasadora Marka Magierowskiego, który zrobił zdjęcia napastnika i jego samochodu, izraelska policja szybko zadziałała, a sprawca został zatrzymany, ale jest pytanie: jak dalej cała sprawa się potoczy? Nie chciałbym snuć teorii spiskowych, mam jednak nadzieję, że sprawa zostanie dogłębnie wyjaśniona, napastnik surowo ukarany, być może też dowiemy się, czy to była akcja spontaniczna czy może element pewnej gry wpisującej się w szerszy kontekst, element pewnego szantażu, nacisku na stronę polską w kontekście roszczeń żydowskich i tzw. ustawy 447. 

To wydarzenie bezprecedensowe w dyplomacji. Jakiej zatem reakcji powinniśmy oczekiwać od władz Izraela?

– Atak na ambasadora jest oczywiście spektakularny, musi zostać dostrzeżony i odnotowany nie tylko w Polsce, w Izraelu, ale na całym świecie. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, gdyby to był atak na ambasadora Izraela, to cały świat zostałby postawiony na nogi, a Polacy byliby oskarżani o antysemityzm, ksenofobię i rasizm. Reakcja ze strony izraelskiej byłaby spektakularna i bardzo stanowcza. Z całą pewnością nie ograniczano by się tylko do potępienia samego ataku, ale działania byłyby bardzo radykalne. Możliwości w dyplomacji są przecież bardzo szerokie, łącznie nie tylko z wezwaniem do MSZ ambasadora do złożenia wyjaśnień, ale nawet z jego odwołaniem. Byłoby to zatem działanie bardzo stanowcze i ze strony polskiej – jak można się domyślać – działania też byłyby adekwatne. Natomiast dzisiaj polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasador Izraela do złożenia wyjaśnień. Ambasador Anna Azari oczywiście stanowczo potępiła ten akt przemocy, wyraziła też ubolewanie. Z naszej strony z całą pewnością powinna być stanowcza reakcja, powinniśmy się bardzo stanowczo domagać wyjaśnienia, bo rzadko się zdarza – przynajmniej ja nie pamiętam – żeby miał miejsce fizyczny atak na ambasadora jakiegokolwiek kraju. Widać zatem, że kolejne granice zostały przekroczone.      

Polacy bardzo często są oskarżani o antysemityzm, tymczasem tu mamy wyraźny przykład antypolonizmu…

– Zdecydowanie to prawda, bo ten atak był niewątpliwie motywowany względami rasistowskimi, na pewno też antypolonizmem, który jest obecny w przestrzeni publicznej Izraela. Z tego, co wiadomo, człowiek, który w Tel Awiwie zaatakował ambasadora Marka Magierowskiego nie tylko fizycznie, ale również słownie, krzycząc: „Polak, Polak”. Można więc domniemywać, że podczas napaści były tam też obelgi pod adresem Polski. Śmiało można to zatem uznać za element antypolonizmu, który w Izraelu ma miejsce.

Jak duży jest – Pana zdaniem – pierwiastek antypolonizmu wśród Żydów i z czego on wynika?

– Generalnie jeśli chodzi o elity polityczne w Izraelu, to są one niechętne Polsce i Polakom. Co prawda pojawiają się różne wypowiedzi ze strony polskich komentatorów, że stopień antypolonizmu w Izraelu jest porównywalny ze stopniem antysemityzmu w Polsce, są też głosy, że są w Izraelu postawy Polsce przychylne, ale ja się z tym nie zgadzam. Premier Beniamin Netanjahu i ugrupowania także ortodoksyjne żydowskie, które będą tworzyły koalicję rządową w Izraelu, są pełne niechęci w stosunku do Polski. I to są fakty.

Niektórzy komentatorzy w Polsce zauważają też, że antypolonizm społeczności żydowskiej w Izraelu wyrażają przede wszystkim Żydzi imigranci z Rosji…

– Myślę, że jest to pewne uproszczenie. Oczywiście takie postawy ze strony rosyjskich Żydów występują, co ma swoje odniesienia bardzo odległe historycznie, mogą się pojawiać, wystarczy tylko wspomnieć tzw. Żydów Litwaków jeszcze z przełomu XIX i XX wieku, ale są to – według mnie – zbyt daleko idące odniesienia. Osobiście byłbym jednak daleki od tego, żeby w ten sposób określać czy opisywać nastroje społeczności izraelskiej w stosunku do Polski, bo byłoby to uproszczenie w widzeniu tej sprawy. Zresztą również w Polsce mamy polityków – jak chociażby Jarosław Gowin, który mówi, że jest może nawet najbardziej proizraelskim politykiem, politykiem przyjaznym Izraelowi. Natomiast ja takich wypowiedzi ze strony polityków Izraela – jeśli chodzi o propolskość – nie słyszałem.

Skąd ta niechęć do Polski i Polaków? Takie są trendy w Izraelu, tym bardziej że Polska jest krajem, który spośród wszystkich narodów najbardziej pomógł Żydom w czasie II wojny światowej.

– To są fakty, z którymi nikt nie może dyskutować. To przecież Polacy uratowali najwięcej Żydów przed zagładą, co więcej, Polska była jedynym europejskim krajem, gdzie podczas niemieckiej okupacji za choćby najmniejszą pomoc Żydom groziła kara śmierci. Tym bardziej odpowiedź na pytanie pana redaktora nie jest prosta. Myślę jednak, że źródła antypolonizmu rodzą się z pewnych wydarzeń powojennych, przecież wiemy, że elity świata zachodniego, elity żydowskie, które budowały państwo Izrael, były, generalnie rzecz ujmując, niechętne Polsce jeszcze wcześniej, stąd  można tu mówić o nurcie syjonistycznym. Ideologia syjonistyczna nacjonalizmu izraelskiego Teodora Herzla była od samego początku antypolska, a antypolonizm był wpisany w nacjonalizm czy syjonizm żydowski, co pewnie wynika też z bliskości relacji polsko-żydowskich w okresie II RP, ale szczególnie po II wojnie światowej. Niewątpliwa prowokacja, jaka miała miejsce w 1946 roku w Kielcach, kiedy doszło do sprowokowanych przez Urząd Bezpieczeństwa wydarzeń – w dużym stopniu kierowanych przez komunistów żydowskich – ta prowokacja wpisywała się w dążenia do uzasadnienia tworzenia państwa Izrael. Później wielu polityków izraelskich, również wojskowych, jak chociażby Mosze Dajan, wyjeżdżało z Polski, a następnie kierowało polityką Izraela i z dużą niechęcią podchodziło do Polski.

I mimo upływu lat niewiele się zmieniło…

– Dokładnie. Niezrozumiała niechęć – delikatnie rzecz ujmując – elit izraelskich do Polski w dalszym ciągu funkcjonuje. Są to oczywiście niesprawiedliwe oceny dotyczące rzekomego polskiego antysemityzmu w czasie II RP, także przekłamania krzywdzące Polaków, a dotyczące okresu holokaustu, ale też okresu PRL, gdzie często to polscy patrioci byli ofiarami komunistycznego aparatu bezpieczeństwa kierowanego przez osoby pochodzenia żydowskiego. I ta niechęć do Polski i Polaków, to stanowisko w jakiś sposób nadal jest obecne w kolejnym pokoleniu w Izraelu.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl