Polskość, jaką znamy – oparta na wierze, Kościele i rodzinie, czy terror LGBT, homozwiązków i seksualizacja dzieci w szkołach – to stawka niedzielnych wyborów do Parlamentu Europejskiego. W Polsce radykalna lewica przechodzi z etapu „hybrydowej” wojny przeciwko rodzinie, moralności i Kościołowi do otwartej walki na wzór tej, która prowadzona jest na Zachodzie.
– Taranem, który ma rozbić polską rodzinę osadzoną w ponadtysiącletniej tradycji chrześcijańskiej, jest ideologia LGBT – wskazuje prof. Piotr Jaroszyński. – W tych sprawach kandydaci, którzy chcą zdobyć głosy wyborców świadomych sensu i skali prowadzonej walki, muszą jednoznacznie się określić, czy są za, czy przeciw LGBT. Ale też sami wyborcy muszą rozumieć, że te wybory to nie przelewki, a ich wynik może przesądzić o przyszłości Polski – dodaje.
Skończył się czas polityków odwołujących się do kompromisu, pragmatyzmu i celujących w miałki „elektorat środka”.
– Agresja środowisk LGBT jest obecnie głównym narzędziem niszczenia rodziny i dzieci – mówi nam Waldemar Wasiewicz ze Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza, któremu środowiska LGBT wytoczyły proces za list do dyrektorów szkół, w którym ostrzegał przed ich działalnością. – Aktywność grup LGBT idzie w kierunku zakazu istnienia organizacji mówiących prawdę o homoseksualizmie, gender i LGBT, a to oznacza poddanie dzieci homoseksualnej propagandzie – podkreśla nasz rozmówca.
– Sytuacja jest bardzo poważna, bo ci, którzy chcą przeorać świadomość młodego pokolenia, nie będą przebierać w środkach, by osiągnąć to w jak najkrótszym czasie – wskazuje prof. Grzegorz Kucharczyk.
Postulaty środowisk LGBT, które de facto stanowią program destrukcji człowieka, rodziny i Narodu, są dziś osią kampanii wyborczej polityków opozycji i deklarowanym programem działań na najbliższe lata.
Waldemar Wasiewicz podkreśla, by nie bagatelizować ofensywy środowisk LGBT.
– Jeszcze rok temu, gdy przestrzegałem ludzi przed wchodzeniem ideologii LGBT do szkół, niektórzy pukali się w czoło. Dopiero po podpisaniu przez prezydenta Trzaskowskiego Deklaracji LGBT+ ludziom otworzyły się oczy – zauważa Waldemar Wasiewicz. W jego ocenie, proces wytoczony przez organizacje LGBT Stowarzyszeniu Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza to próba wykluczenia z debaty publicznej osób odwołujących się do klasycznej moralności, przede wszystkim rodziców. – W pismach przedsądowych ruchy LGBT żądały od nas m.in. wycofania się z „działań dyskryminacyjnych”, przeprosin homoliderów, a także przeprosin wszystkich dyrektorów szkół za to, że głosiliśmy im nieprawdę. Oczywiście nie zgodziliśmy się na to – mówi Wasiewicz.
Pierwsza rozprawa w sprawie odbyła się w tym miesiącu, sąd zaproponował mediację, na którą strony się zgodziły.
Działacze ze Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza nie mają złudzeń, że jeśli polska szkoła zostanie otwarta na propagandę LGBT, czeka nas sytuacja taka, o jakiej słyszeli niedawno podczas spotkań z działaczami na rzecz rodziny w USA. – W Nowym Jorku obecnie 25 proc. mieszkańców deklaruje się jako osoby homoseksualne, a jeszcze w latach 70.-80. było to ok. 1 proc. – zauważa Wasiewicz.
Nie wystarczą deklaracje
Dokumentem, który przemyca do polskiego systemu prawnego ideologię gender i służącą jej politykę antydyskryminacyjną, jest konwencja stambulska Rady Europy, dlatego politycy odwołujący się do katolickiego elektoratu powinni zobowiązać się do jej wypowiedzenia.
– Ważne jest, abyśmy głosowali na polityków, którzy nie tylko deklarują pewne wartości, ale konsekwentnie ich bronią. Niestety, obecny obóz rządzący szedł po zwycięstwo, obiecując wypowiedzenie konwencji stambulskiej, co jednak nie zostało zrealizowane – zauważa Magdalena Trojanowska, prezes Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci. – Miejmy świadomość, że także w ramach partii odwołujących się do konserwatyzmu są politycy o bardziej centrowych zapatrywaniach, dlatego wybierajmy te osoby, które spełniały swoje obietnice – prześledźmy, jak głosowały w ważnych sprawach; za czym się opowiadały – dodaje Trojanowska.
Wyborcy katoliccy muszą bardzo jednoznacznie artykułować swoje oczekiwania wobec polityków prawicy i rozliczać z ich realizacji. A dziś postawa patriotyczna ogniskuje się wokół konsekwentnej obrony życia od poczęcia, ochrony rodziny i dzieci przed agresją środowisk LGBT. Partie definiujące się jako konserwatywne powinny mieć poczucie, że elektorat katolicki „się liczy”, a utrata jego głosów nie jest bez znaczenia.
– Wyborcy, którym droga jest duchowa wspólnota, której na imię Polska, muszą głosować na tych, którzy rzeczywiście i niekoniunkturalnie dbają o korzenie, z których wyrastamy – podkreśla prof. Grzegorz Kucharczyk.
W jego ocenie, natężenie ataku na kulturowy sens polskości i jej rdzeń, czyli przynależność do Kościoła, przynagla nas, abyśmy w nadchodzących wyborach kryterium wartości potraktowali jako najważniejsze.
– Dla drugiej strony to kolejny etap rewolucyjnego przeorania świadomości przede wszystkim młodego pokolenia. Każda rewolucja bazuje na tym, żeby budować nowego człowieka, nową Polskę. To są hasła, które już były, a teraz pojawiają się w nowej odsłonie. Trzeba rozumieć, że to nie są marginalne rzeczy – akcentuje prof. Kucharczyk.
O mądry wybór w oparciu o moralne i kulturowe pryncypia apeluje także Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty. – Od dłuższego czasu obserwujemy bardzo intensywny atak na klasyczną rodzinę złożoną z mamy, taty, kilkorga dzieci. Przed wyborami na pewno należy przyjrzeć się, jaki program odnośnie do rodziny i wartości prezentują poszczególni kandydaci. W Parlamencie Europejskim powinni znaleźć się przedstawiciele rozumiejący i promujący klasyczną rodzinę – mówi „Naszemu Dziennikowi” Grabowski.
Nie zmienia się świata jedynie posiadaniem słusznych poglądów, ale konkretnym działaniem, manifestowaniem wartości, ich przekazywaniem. Oddając nasz głos w eurowyborach, nie „obsadzamy stołka”, ale opowiadamy się za wizją Polski na lata, a w obliczu trwającej wojny kulturowej być może na długie lata.
W Parlamencie Europejskim Polsce przypadają 52 mandaty. To o 1 więcej niż w wyborach w 2014 r. Jednak do brexitu mandat obejmie 51 europosłów, ponieważ nową liczbę eurodeputowanych z poszczególnych krajów ustalono przy założeniu, że w nowej kadencji europarlamentu nie będzie już Brytyjczyków. Tymczasem Wielka Brytania weźmie udział w wyborach i jej przedstawiciele mogą być obecni w PE na początku kadencji. Polski poseł, który nie obejmie mandatu do czasu brexitu, zostanie wskazany zgodnie ze specjalną ustawą polskiego parlamentu, określającą zasady kolejności obsadzania mandatów do PE. W myśl zapisów ustawy Państwowa Komisja Wyborcza po ustaleniu wyników eurowyborów wskaże, któremu komitetowi wyborczemu przypadnie 52. mandat. Następnie PKW ustali, który spośród posłów wybrany z list tego komitetu uzyskał najmniejszą liczbę głosów i to właśnie on nie obejmie mandatu.

