Na Uniwersytecie Warszawskim odbyło się propagujące postulaty środowisk LGBT seminarium na temat dzieci w „tęczowych rodzinach”.
Przez dwie godziny działacze Kampanii przeciwko Homofobii (KPH) przekonywali studentów stołecznej uczelni do słuszności legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych i możliwości adopcji przez nie dzieci. Wykorzystywano salę studenckiego samorządu, który, jak informują sami organizatorzy, wsparł wydarzenie finansowo.
W warunkach polskich wciąż jeszcze bariery spotykają homoseksualistów w sytuacji, gdy usiłują wspólnie wychowywać dziecko. W naszym kraju adopcji może dokonać tylko małżeństwo lub osoba samotna.
Pary LGBT podejmują jednak próby powołania do życia „własnego” dziecka. W polskim systemie prawnym jest to formalnie niemożliwe, ale usiłuje się je obchodzić. Lesbijki najczęściej decydują się na sztuczną inseminację. Kliniki oferujące procedurę in vitro samotnym kobietom wymagają jednak, by był z nią mężczyzna gotowy uznać ojcostwo. Lesbijki chcę tego uniknąć, bo obawiają się, że ów prawny ojciec może chcieć przejąć opiekę nad małoletnim. Niektórzy wykonują tę procedurę za granicą w krajach, w których można fikcyjnie wpisać do dokumentów dwójkę rodziców tej samej płci. Podobnie robią mężczyźni homoseksualni, którzy korzystają z „usług” macierzyństwa zastępczego.
Polski system prawny jest pod ogromną presją, by zacząć uznawać te dokumenty, co otworzy drogę do legalizacji związków homoseksualnych i adopcji przez nie dzieci.
– W sprawach dotyczących zmiany rozumienia pochodzenia dziecka, ojcostwa i macierzyństwa jest wiele ognisk zapalnych. Jednym z nich jest presja na zmianę polskiego prawa przy pomocy orzecznictwa sądów, próbuje się naciskać na Trybunał Konstytucyjny lub wykorzystywać trybunały międzynarodowe, zwłaszcza ETPC, a nawet – mimo braku kompetencji Unii Europejskiej – TSUE. Jednak w ostatnich miesiącach na pierwszej linii frontu znaleźli się urzędnicy urzędów stanu cywilnego i sądy administracyjne – zwraca uwagę prof. Piotr Mostowik, prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego i autor raportu na ten temat.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

