Co zdecydowało o tak wyraźnym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości, bo sondaże przedwyborcze raczej na to nie wskazywały?
– Myślę, że przede wszystkim umiejętność zmobilizowania własnego elektoratu. Tym razem to PiS wygrało, a nie Platforma, dlatego że w dużym stopniu właśnie mieszkańcy wsi i małych miejscowości poszli do urn i w zdecydowanej większości oddali głosy na ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego.
Ale to się nie stało samo z siebie?
– Oczywiście. Jeśli chodzi o ten historyczny wynik, to zaprocentowała wytężona praca polityków, kandydatów PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego. To jest też efekt kampanii prowadzonej właśnie w małych miejscowościach. Tak było na Mazowszu, co sam widziałem, ale też w innych regionach Polski. Poza tym wpływ na taki wynik miała dobra ocena rządu czy też propozycji, które – także w okresie wyborczym – zostały przez rząd premiera Morawieckiego zaprezentowane. Chcę też powiedzieć, że Koalicja Europejska nie potrafiła wyjść poza pewne utarte schematy, notorycznie uprawiała retorykę antypisowską i w zasadzie nie zaprezentowała żadnego pozytywnego programu. Szczególnie na początku kampanii, ale w zasadzie przez cały czas przewijał się motyw straszenia polexitem, co było pomysłem przestrzelonym. Po pierwsze, było to hasło niemające nic wspólnego z rzeczywistością, hasło zupełnie nietrafione, a zarzut nieprawdziwy. Myślę, że jest to też porażka konstrukcji Koalicji Europejskiej, która co prawda dała pewien bonus, bo wynik 38,47 proc. to nie jest zły wynik, niemniej jednak różnica w stosunku do PiS, które zdobyło 45,38 proc. poparcia, jest naprawdę duża. Może nie jest to nokaut, ale zdecydowana porażka, znacząca tym bardziej, że poniesiona w kontekście jesiennych wyborów do Sejmu i Senatu. Co ciekawe, ten konglomerat różnych partii poniósł porażkę w wyborach europejskich, a więc wydawałoby się wymarzonych dla Platformy.
W tym przegranym towarzystwie jest także PSL…
– Wejście PSL do Koalicji Europejskiej spowodowało – można powiedzieć – dezercję ludowców z obszaru polskiej wsi, opuszczenie własnego elektoratu i de facto zamknięcie tego obszaru przed Koalicją Europejską. Oczywiście wynik PSL startującego samodzielnie pewnie też nie byłby oszałamiający, być może nawet nie przekroczyliby progu 5 proc., ale przynajmniej zachowaliby twarz. A tak PSL jest w mojej ocenie największym przegranym tych wyborów.
Czy projekt Koalicji Europejskiej stworzony pod wybory europejskie wciąż trwa, czy był to tylko incydent?
– Myślę, że chodziło tu tylko o wybory do Parlamentu Europejskiego i dlatego pod znakiem zapytania stoi przyszłość tego projektu, czy się utrzyma, oczywiście pod inną nazwą, bo jeśli chodzi o wybory krajowe, to będzie to powrót do nazwy Koalicja Obywatelska. Jest też pytanie, jakie ugrupowania w tej koalicji się znajdą, bo wspomniane przeze mnie PSL nie wydaje mi się, żeby chciało dłużej tkwić w tym projekcie. Chociaż tak naprawdę ludowcy nie mają chyba zbyt dużego pola manewru, bo nie mają gdzie pójść. Powrót teraz do opuszczonego, żeby nie powiedzieć zdradzonego, elektoratu wiejskiego będzie bardzo trudny. Tak czy inaczej, nawet jeśli Koalicja Obywatelska przetrwa z PSL czy bez PSL, to wydaje się, że i tak wyczerpał on już swoje możliwości. W związku z tym możliwa jest rekonstrukcja.
Tylko na czym ta rekonstrukcja miałaby polegać?
– To jest dobre pytanie, zważywszy, że czasu do jesiennych wyborów pozostało bardzo niewiele, raptem pięć miesięcy. W obecnym kształcie organizacyjnym i personalnym ten projekt nie ma możliwości modyfikacji w kierunku, który mógłby doprowadzić do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych jesienią. Jak wspomniałem, zarówno możliwości programowe, jak i personalne się wyczerpały. A zatem nie widzę tu możliwości radykalnej zmiany, która mogłaby poprawić notowania byłej Koalicji Europejskiej, a po przekształceniu Koalicji Obywatelskiej. Może pod wodzą Donalda Tuska.
Jaki udział w porażce Koalicji Europejskiej ma Donald Tusk, którego wojaże po Polsce nie na wiele się zdały?
– Wszystko wskazuje, że to był nieroztropny krok Donalda Tuska, który w mniejszym czy większym stopniu zaangażował się w ten projekt i kampanię. To pokazuje też polityczne zużycie Donalda Tuska, jeśli chodzi o polską scenę polityczną. Trudno zatem oczekiwać, żeby Donald Tusk mógł wnieść coś nowego, jakąś nową jakość w przetasowania wewnątrz Koalicji Obywatelskiej. Może gdyby się nie angażował w kampanię do europarlamentu – a w ostatnim okresie było to zaangażowanie bardzo daleko idące, bo jako przewodniczący Rady Europejskiej był dwukrotnie w Polsce w Warszawie i Poznaniu, gdzie włączył się w kampanię, uczestnicząc także w wiecu w Warszawie – to może miałby szersze pole do popisu. Tymczasem porażka Koalicji Europejskiej to także porażka Donalda Tuska, dlatego nie widzę go w czymś w rodzaju alternatywy dla Grzegorza Schetyny.
Czy i na ile działania antyklerykalne, antykościelne miały wpływ na wynik, jaki osiągnęła formacja pod wodzą Grzegorza Schetyny?
– Myślę, że poparcie i promocja LGBT, działania obrazoburcze, ostatnio też manifestacja homoseksualistów w Gdańsku, tzw. Trójmiejski Marsz Równości, gdzie mieliśmy do czynienia z wyśmiewaniem wartości katolickich, a także świętych wizerunków, w tym obrazu Matki Bożej Częstochowskiej – to wszystko mogło mieć wpływ na wynik niedzielnych wyborów. Polacy przywiązani do tradycji ojców są jednak dalecy od skrajnie antyreligijnych, antykościelnych wystąpień, a właśnie w tym kierunku poszła Platforma z przybudówkami.
Z osiągniętego wyniku cieszy się także Robert Biedroń…
– Nie bardzo wiem, z czego się cieszyć, skoro ten wynik 6,06 proc. jest dużo słabszy, niż zakładano. Przypomnę tylko, że tuż przed wyborami Robert Biedroń mówił wyraźnie o wyniku dwucyfrowym, do którego ostatecznie trochę zabrakło. Pytanie jest też, czy Wiosna zachowa samodzielny byt, czy będzie się chciała przyłączyć do Koalicji Obywatelskiej. Jednak nie sądzę. Owszem, być może będą jakieś próby wystawienia wspólnych list do Senatu RP, i tu szerokie porozumienie po tej stronie sceny politycznej jest możliwe, natomiast jeśli chodzi o Sejm, to raczej wykluczałbym taki układ.
Wspomniany przez Pana temat przywództwa w Platformie musi się pojawić bardziej zdecydowanie, bo czy na czele z Grzegorzem Schetyną ta formacja jest w stanie osiągnąć przyzwoity wynik w jesiennych wyborach?
– Wydaje się, że nie, i gdyby Platforma poszła samodzielnie do wyborów, to ten wynik może być zaskakująco niski. Chyba że Grzegorz Schetyna utrzyma ten układ koalicyjny i wtedy ten wynik może będzie przyzwoity, ale nie więcej. Nie wydaje mi się, żeby pod przywództwem Grzegorza Schetyny Platforma mogła osiągnąć jakiś znaczący sukces, żeby nastąpił jakiś progres. W tej formacji potrzebna jest niewątpliwie zmiana, tylko pytanie: jaka zmiana? W tej chwili sytuacja wygląda tak, że w Platformie najbardziej aktywne jest środowisko promujące postulaty LGBT, tzw. hasła światopoglądowe, i stąd wiele osób, którym bliskie są te kwestie, spogląda na Rafała Trzaskowskiego, który z pozycji prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy miałby ambicje objęcia sterów lidera Platformy. Tyle że ewentualne przywództwo Trzaskowskiego spowoduje oczywiste zawężenie elektoratu i możliwości Platformy. Mielibyśmy wtedy oczywistą konkurencję Platformy z Wiosną Biedronia, dla której przekroczenie w wyborach europejskich pułapu ledwie 6 proc. jest niewątpliwą porażką. Co by jednak nie powiedzieć, w ogóle obecność takiego ugrupowania na scenie politycznej, co więcej, kiedy osiąga trzeci wynik, jest zatrważające. Różnice między PiS a tą formacją są tak ogromne, że nie stanowi ona żadnej konkurencji. Taki wynik to efekt wrzucenia ogromnych pieniędzy dla Wiosny przez mocodawców, poczynając od inauguracji na Torwarze zrobionej z dużym rozmachem, gdzie ciągle niewyjaśnioną kwestią pozostaje finansowanie tej imprezy. Uważam, że instytucje do tego powołane powinny się zająć stroną finansową działalności Wiosny. Natomiast mocodawcy, protektorzy – także międzynarodowi – tego projektu pewnie czują się mocno zawiedzeni wynikiem ledwie przekraczającym 6 proc., stąd wydaje się, że ten cały projekt pod nazwą Wiosna niczym meteoryt szybko przemknie i zniknie z polskiej sceny politycznej, tak jak to było w przypadku innych prób, takich jak Ruch Palikota. Nie sądzę jednak, żeby lobby, które stoi za tego typu projektami, łatwo zrezygnowało z Polski, stąd należy się spodziewać kolejnych projektów, efemeryd tego nurtu. Tak czy inaczej trzy mandaty dla Wiosny należy uznać za porażkę tego homoseksualnego czy genderowego ruchu wspierającego hasła LGBT.
Co dalej z Nowoczesną, która nie odbierze żadnego mandatu do europarlamentu?
– Nowoczesna została już skonsumowana jako przystawka przez Platformę i w zasadzie można się było spodziewać, że wchodząc do Koalicji Europejskiej, nic nie osiągnie, że jest to tylko gra na czas i próba przetrwania trochę dłużej, ale bardziej dla liderów, głównie pań, które mają ogromne ambicje polityczne, co – nawiasem mówiąc – było powodem wewnętrznych kłótni i rozłąki. Włączenie w skład Koalicji Europejskiej było próbą ratowania czegoś, czego nie da się ocalić przed niechybną klęską. Fakty są takie, że Nowoczesnej już nie ma jako znaczącej partii politycznej w Polsce.
Mocno zawiedziony jest także Ruch Kukiz’15, który nie przekroczył progu wyborczego. Spodziewał się Pan tak słabego wyniku na poziomie zaledwie 3,69 proc.?
– Właściwie to już od ubiegłorocznych wyborów samorządowych rozpoczęła się erozja Ruchu Kukiz’15, ale już wcześniej mieliśmy proces odchodzenia posłów z tej formacji. Myślę, że spory udział ma w tym ekstrawagancja samego Pawła Kukiza, bez którego ta formacja nie może funkcjonować. Jest liderem i oczywiście ma swoje zasługi, zwłaszcza jeśli chodzi o wybory prezydenckie, gdzie miał duże poparcie społeczne, co może nie było poparciem dla niego samego, co bardziej dla koncepcji i wyrazem oczekiwania, że duopol partyjny zostanie nadszarpnięty, a do pewnego stopnia zabetonowana scena polityczna zostanie poszerzona. Czym innym jednak był dobry wynik w wyborach prezydenckich, ale jeśli chodzi o późniejszą działalność polityczną i koncepcje Ruchu Kukiz’15, to są zupełnie dwie różne sprawy. Wypowiedzi Pawła Kukiza, a było ich kilka, sprawiły, że bez Pawła Kukiza nie ma Ruchu Kukiz’15, ale z drugiej strony Paweł Kukiz jest największym problemem dla tej formacji. Widoczne są tutaj różne środowiska, grupki skłócone ze sobą, brak jest też wewnętrznej spójności, różne wizje rozwoju. Ale tym, co też nie jest bez znaczenia, to fakt, że Kukiz’15 jako ruch zrezygnował z subwencji, z czego korzystają partie polityczne. Nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach nie da się prowadzić skutecznej kampanii wyborczej bez pieniędzy, i to był też niewątpliwie duży błąd taktyczny Pawła Kukiza. Porażka jest tym większa, że Kukiz’15 zapowiadał, także lider tej formacji, że europejskie środowisko polityczne, które współtworzy ta formacja z włoskim Ruchem Pięciu Gwiazd i innymi ugrupowaniami z Grecji, Chorwacji i Finlandii, miało być swoistym tsunami dla obecnej struktury Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej. Widać, że tak się nie stanie, przynajmniej jeśli chodzi o Kukiz’15. Wygląda na to, że ta koncepcja Ruchu Kukiz’15 nie sprawdziła się, nie sądzę też, żeby ta formacja uzyskała reprezentację parlamentarną w jesiennych wyborach.

