logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Zwycięzca jest tylko jeden

Poniedziałek, 27 maja 2019 (22:49)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prawo i Sprawiedliwość – blisko 45,38 proc., Koalicja Europejska – 38,47 proc. Zaskakują Pana te wyniki, zważywszy, że sondaże przedwyborcze nie dawały aż tak dużej przewagi partii Jarosława Kaczyńskiego?

– To jest nokaut i co do tego nie ma wątpliwości. Wynik imponujący, którego można tylko pozazdrościć. To jest niewątpliwie sukces tej formacji politycznej.  

Co zdecydowało o sukcesie PiS?

– Nie wiem. Oficjalne wyniki dopiero co zostały podane przez Państwową Komisję Wyborczą i jest za wcześnie, żeby formułować jakieś daleko idące wnioski. Jedno jest pewne, że była nieprawdopodobnie duża frekwencja – jeśli chodzi o wybory do Parlamentu Europejskiego, niemal podwojona w porównaniu z tymi sprzed pięciu lat.

Co zmobilizowało Polaków do tak licznego udziału w wyborach?

– Myślę, że w tym, iż do urn poszło wczoraj tak wielu Polaków, dużą rolę odegrały emocje. Każda z sił politycznych budowała taką narrację, żeby jak najwięcej zwolenników zachęcić do oddania na nią głosów. W tym działaniu skuteczniejsza była partia władzy – która ewidentnie zmotywowała znacznie więcej swoich zwolenników.

Tylko trzy ugrupowania wchodzą do Parlamentu Europejskiego…

– W przypadku Kukiz’15 to jest porażka. Trzeba sprawę stawiać po męsku. 3,69 proc. to nie jest 5 proc. i ten wynik jest dla nas wysoce niezadowalający. Jednocześnie to jest nauczka i co do tego nie mam wątpliwości, bo konfederaci, którzy uzyskali w wyborach wynik 4,55 proc., odbierając nam głosy, to są ci, którzy weszli do Sejmu dzięki Kukiz’15. To powinna być nauczka, z kim się zadajemy.  

Sprawdzianem skuteczności każdego polityka są wybory. Łącznie mój wynik w wewnętrznym rankingu jest na poziomie ósmego miejsca. Tyle że od rankingów nie przybywa mandatów, więc nawet dobre wyniki niektórych z nas nie zmieniają faktu, że ponieśliśmy porażkę. Chcę też zwrócić uwagę, że tylko dwie siły polityczne szły do tych wyborów pod własnym szyldem: Prawo i Sprawiedliwość oraz Kukiz’15, co oznacza, że pozostałe siły schowały się pod szyldami zastępczymi. Pytanie, jak na tym zyskają w dłuższej perspektywie, w kolejnych wyborach, które czekają nas już wkrótce.

Nikt z Nowoczesnej nie uzyskał mandatu. Czy to oznacza, że Schetyna skonsumował tę formację?

– Nowoczesnej już nie ma, podobnie jak SLD, również PSL gubi swoją tożsamość i de facto jest jak chłop bez ziemi. To pokazuje, że mamy czasy, gdzie każdy kalkuluje, co mu się lepiej opłaca, i działa w sposób wyrafinowany.    

Co ten wynik oznacza w kontekście jesiennych krajowych wyborów?

– Myślę, że dziś jest jeszcze za wcześnie, żeby wyrokować, co będzie za kilka miesięcy. Przed nami pięć miesięcy kampanii wyborczej i jest to czas, w którym może się wiele wydarzyć. Ostatnie wybory nauczyły mnie jednego mianowicie, że często ostatnie dni i godziny decydują o wszystkim. Dlatego poczekajmy, jak się będzie rozwijać i jak będzie przebiegać kampania.

Skoro dwie siły ewidentnie przodują, to znaczy, że tworzy się partyjny duopol?

– Mamy jeszcze Wiosnę Biedronia, ale to PiS i Koalicja Europejska, która w wyborach krajowych – jak można przypuszczać – powróci do nazwy Koalicja Obywatelska, wyraźnie wiodą prym i ze sobą konkurują.

Istnieje prawdopodobieństwo, że po jesiennych wyborach tylko dwie formacje, tylko dwa bloki polityczne znajdą się w parlamencie?

– Nie jest to wykluczone. Taki duopol jest zły dla demokracji, ale to pokazuje, że tworzą się dwa wyraziste bloki – na wzór brytyjski – i one będą się nawzajem ścierać, kłócić, konkurować. Myślę, że taki wariant jest bardzo prawdopodobny, ale proszę pamiętać, że jest jeszcze sporo czasu i po drodze wiele może się jeszcze wydarzyć. Zakładając jednak wariant, że w Sejmie znalazłyby się tylko PiS i Koalicja Obywatelska, to wskazywałoby na polaryzację sceny politycznej. Pozostałe siły muszą się gdzieś przykleić i budować koalicje.

Czy Grzegorz Schetyna po słabym wyniku wyborczym Koalicji Europejskiej powinien dalej stać na czele tego konglomeratu?

– To jest problem kierownictwa Platformy. Ale jakby tego nie nazywać, to jest porażka wszystkich formacji, które uczestniczyły w tym politycznym projekcie. Natomiast jest to bez wątpienia także osobista porażka Grzegorza Schetyny, który zdecydował się na ten projekt. Tak czy inaczej w batalii o miejsca w Parlamencie Europejskim jest tylko jeden zwycięzca i jest nim Prawo i Sprawiedliwość.

Jaki ocenia Pan rolę Donalda Tuska w kampanii wyborczej?

– Platforma w obecnej wersji powoli przechodzi do historii. I to jest pierwsza sprawa, natomiast Donald Tusk, któremu kończy się kadencja szefa Rady Europejskiej, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i – jak sądzę – dopiero pokaże, jaką rolę chciałby odegrać na krajowej scenie politycznej. Może nas zatem czekać roszada na polskiej scenie politycznej.

Jak dotąd Tusk niczym dobrym nie przysłużył się w kampanii Koalicji Europejskiej…

– Poczekajmy do czerwca. Myślę, że 4 czerwca może być początkiem czegoś nowego. Polska scena polityczna jest w dużej mierze nieprzewidywalna, więc różne scenariusze są jeszcze możliwe.

Tusk może zastąpić Schetynę?

– Wszystko może się wydarzyć...

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl