logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Jesteśmy jeszcze na rozdrożu

Sobota, 1 czerwca 2019 (18:40)

Z posłem Tomaszem Rzymkowskim (Kukiz’15), wiceprzewodniczącym sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przy okazji wyborów zostały obalone dwa mity: pierwszy, że przy wysokiej frekwencji PiS nie ma szans na wygraną, a drugi, że na wybory trzeba schować głęboko Jarosława Kaczyńskiego. Co zdecydowało o tak wyraźnym zwycięstwie PiS?

– Moim zdaniem o wygranej PiS zdecydowało kilka czynników. Pierwszy to mocna motywacja elektoratu PiS, również dzięki zaangażowaniu prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który był mocno obecny na każdym etapie, a zwłaszcza w dwóch ostatnich tygodniach kampanii wyborczej, a także jednoznaczna postawa PiS, jeśli chodzi o ustawę 447, i jasne stanowisko w sprawie restytucji mienia bezspadkowego, co stanowiło chyba największe zagrożenie odpływu elektoratu od PiS. To sprawiło, że elektorat PiS bardzo licznie poszedł do urn. Dużą rolę odegrała też zmiana narracji, uświadomienie, że to nie są wyłącznie wybory do Europarlamentu, które – jak wiemy – nigdy nie budziły w Polsce wielkich emocji, a frekwencja wynosiła od 20 do 25 procent. Tutaj natomiast frekwencja była bardzo wysoka, ponieważ wielokrotnie zarówno przedstawiciele PiS, jak i totalnej opozycji, czyli Koalicji Obywatelskiej, mówili, że jest to pierwsza próba wyborów do Sejmu i Senatu. Dlatego frekwencja w tych wyborach ocierała się o taką, która będzie jesienią, przy czym jeśli chodzi o wybory krajowe, to powinna być ona znacznie wyższa i oscylować w granicach 60 procent. Stąd mobilizacja po jednej, jak i po drugiej stronie. Proszę zwrócić uwagę, że te dwa bloki: PiS i Koalicja Europejska – wspólnie osiągnęły wynik rzędu 86 procent.

Na jednym z portali społecznościowych napisał Pan też, że o zwycięstwie PiS zdecydowały ataki na tradycyjne wartości, na Kościół…

– To też jest ważny czynnik. Uważam, że efekt, jaki był zakładany przez braci Sekielskich czy pseudoperformerów, którzy obrażali wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, czy przez organizatorów różnej maści parad homoseksualnych naszpikowanych retoryką antykatolicką i antykościelną i de facto antypolską,był odwrotny od zamierzonego. Wszystkie te działania nie ośmieszyły, nie zdeptały godności Polaków, ale zmobilizowały do przeciwstawienia się. W tym momencie PiS jawił się jako formacja polityczna, która najskuteczniej będzie stawiała tamę tego typu działaniom i stąd liczniejszy udział w wyborach i głosowanie za Zjednoczoną Prawicą.

Czy zaskoczeniem może być odrodzenie starych działaczy postkomunistycznych, których ożywił i z politycznej otchłani na salony europejskie ponownie wprowadził dawny działacz opozycji niepodległościowej Grzegorz Schetyna? 

– Oczywiście, jest to zaskoczenie, ale zaskoczenie to pojawiło się kilka miesięcy temu, kiedy dowiedzieliśmy się, że czołowi działacze i członkowie KC PZPR, a więc osoby, które rozpoczynały karierę, i to na najwyższych szczeblach partii komunistycznej – jeszcze w latach 80. w brygadzie Jaruzelskiego i Kiszczaka, znalazły się na czołowych miejscach Koalicji Europejskiej. Tym bardziej to dziwne, że byli przedstawiani jako „czołowi Europejczycy”. Największym zwycięzcą w tym konglomeracie, jeśli spojrzymy na wynik i rozmach, odnieśli działacze PZPR, która formalnie od dawna nie istnieje, ale jej działacze mają – można powiedzieć – nadreprezentację w Parlamencie Europejskim, wprowadzając tam aż pięciu swoich polityków. Jeśli weźmiemy pod uwagę siły i środki oraz właściwie brak kampanii takich osób, jak Leszek Miller czy Włodzimierz Cimoszewicz, to są najwięksi zwycięzcy tych wyborów. To bardzo smutne, że 30 lat po upadku komunizmu w Polsce, że po 30 latach od tzw. częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 roku, polska reprezentacja w Parlamencie Europejskim to jest wierchuszka partii komunistycznej.

Koalicja Europejska, zważając na ambicje, osiągnęła słaby wynik, ale jest jedno miejsce, gdzie zdecydowanie wygrała – to zakłady karne. Czym tłumaczyć to, że po raz kolejny Platforma ma tak duże poparcie w więzieniach?

– To symptomatyczne, ale mnie to wcale nie dziwi. Prawica nigdy nie wygrywa w zamkniętych obwodach głosowania – mam tu na myśli zakłady karne, areszty śledcze, a więc miejsca odosobnienia. Co ciekawe, wygrywała tu zawsze lewica progresywna. Pamiętamy wygrane w więzieniach SLD, Ruchu Palikota, Platformy, a teraz – widać – pałeczkę przejęła Koalicja Europejska. Przy czym pałeczkę po Palikocie przejęła również partia „Wiosna” Roberta Biedronia, która uzyskała wcale nie gorszy wynik w tych miejscach, np. w Zakładzie Karnym Warszawa-Białołęka. Ale to nie jest dla mnie zaskoczenie, tym bardziej że rząd Zjednoczonej Prawicy prowadzi bardzo restrykcyjną politykę karną, więc nie dziwi fakt, że pensjonariusze więzień nie będą głosować na PiS.

Jaka przyszłość czeka Koalicję Europejską, która osiągnęła słaby wynik? Przypomnijmy: kandydaci Platformy zdobyli 14 mandatów, SLD – 5, a PSL – 3…

– Uważam, że Koalicja Europejska czy Obywatelska ostatecznie pójdzie w tym samym składzie do jesiennych wyborów do Sejmu i Senatu RP i będzie próbowała – w kampanii – zniwelować braki, które były przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego. Przy czym podstawowy brak tego konglomeratu to brak programu, więc czasu wprawdzie niewiele, ale muszą jakiś program przedstawić, bo – jak widać – sama krytyka i negacja wszystkiego, co związane jest z PiS, nie wystarcza. Symptomatyczne w zakończonej kampanii wyborczej było też to, że o ile wszystkie startujące formacje, komitety wyborcze udzielały odpowiedzi na ankiety dla różnej maści latarników wyborczych, czyli testów, sondaży internetowych, o tyle Koalicja Europejska odmówiła odpowiedzi na pytania, ponieważ ich poglądy są od Sasa do Lasa, tzn. od skrajnej lewicowej narracji, którą reprezentuje SLD czy pomniejsze formacje, typu Zieloni czy Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej, po wolnościowe, ale też liberalne obyczajowo rozwiązania Platformy, czy wreszcie konserwatywne i socjalne poglądy PSL. To pokazuje, że całe spectrum – począwszy od centrum do skrajnej lewicy – było reprezentowane w Koalicji Europejskiej, a to – jak wiemy – jest bardzo duża przestrzeń na poglądy, na podejście do systemu wartości, do relacji państwo–obywatel, do kwestii gospodarczych, podatków itd. Jak wiemy, lewica chce jak najwyższych podatków, jak największej redystrybucji przez państwo dochodu narodowego, natomiast centrum jest raczej zwolennikiem, aby jak najwięcej pieniędzy pozostawić w kieszeni obywatela. Pod tym względem połączenie tego wszystkiego jest bardzo trudne, ale – moim zdaniem – ten deficyt formacje wchodzące w skład tego konglomeratu będą chciały wypełnić.

Straszenie PiS-em, jak widać, nie przyniosło rezultatu. Można się spodziewać nowej narracji?

– Tu spodziewałbym się jeszcze mocniejszej narracji do swojego elektoratu, jeszcze większego straszenia PiS-em, bo kluczowe dla zwycięstwa w jesiennych wyborach będzie zmotywowanie jak największej grupy wyborców, którzy w niedzielę zagłosowali nie za, ale zagłosowali przeciw. Dotyczy to zarówno Koalicji Europejskiej, jak i PiS-u, które będą mocno namawiać, aby ci wyborcy głosowali przeciwko swoim oponentom. To znaczy wyborcy PiS będą głosowali przede wszystkim przeciwko Koalicji Europejskiej, aby skandaliczne zachowania dotyczące obrażania uczuć religijnych Polaków, bezczeszczenie symboli wiary katolickiej, które mogliśmy obserwować podczas Trójmiejskiego Marszu Równości w Gdańsku w przededniu wyborów do Parlamentu Europejskiego, nie były stałym elementem polskiego krajobrazu. Natomiast Koalicja Europejska będzie straszyła PiS-em i będzie motywowała, aby Zjednoczoną Prawicę odsunąć od władzy. I to, jak sądzę, będzie główne paliwo. Oczywiście, będzie też pozytywny przekaz mówiący o konkretnych rozwiązaniach, przy czym tego bardziej spodziewałbym się po PiS, aby przedstawiało kolejne elementy pozytywnego programu dla Polski. Ponadto można się spodziewać, że PiS będzie pokazywało, co przez cztery minione lata zrobiło dla Polski i Polaków. I tutaj partia Jarosława Kaczyńskiego ma wiele osiągnięć, którymi może się szczycić – w przeciwieństwie do Platformy i formacji tworzących Koalicję Europejską.

Jaka wizja rysuje się przed Kukiz’15 w obliczu wyborów parlamentarnych?

– Trudno w tej chwili powiedzieć. W mojej ocenie decyzja, co dalej – musi zostać podjęta bardzo szybko, bo czas nagli. Prawdopodobnie w lipcu prezydent Andrzej Duda ogłosi termin wyborów parlamentarnych, mamy również informacje nieoficjalne z mediów, że te wybory odbędą się w pierwszym możliwym terminie październikowym, czyli 13 października. Wiemy też, że mamy dwa potężne bloki polityczne, które – jeśli podsumować wyniki wyborów do Europarlamentu – mają blisko 90-procentowe poparcie Polaków. To pokazuje, że do zagospodarowania jest niewiele ponad 10 proc. wyborców, tym bardziej decyzja o tym, czy i z kim idziemy do tych wyborów, musi zostać podjęta szybko. Widzimy, że samodzielny start Kukiz’15 nie przyniesie oczekiwanego przez nas rezultatu, czyli wprowadzenia do Parlamentu naszych przedstawicieli. Dlatego musimy się szybko zastanowić i podjąć decyzję, co robimy dalej. Póki co jesteśmy jeszcze na rozdrożu i musimy niedługo zdecydować, w którą stronę idziemy.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl