logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Monopol na słowo

Poniedziałek, 3 czerwca 2019 (22:11)

ROZMOWA z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości

Sąd Rejonowy w Warszawie odmówił zatwierdzenia porozumienia Ruchu z jego wierzycielami. To stawia spółkę w bardzo trudnym położeniu. Wyobraża Pan sobie sytuację, w której do małych miejscowości nie będzie docierała codzienna prasa?

– Cała sprawa jest ogromnym wyzwaniem dla władz publicznych. Chociaż Ruch jest firmą prywatną, to pełni rolę swoistego narodowego kolportera i jest trwałym elementem otaczającej nas rzeczywistości. Kryzys w tej firmie trwał latami. Jej zasięg kurczył się z roku na rok. Nie przeszkadzało to jednak Ruchowi być liderem na naszym rynku i docierać ze swoją ofertą do najdalszych miejsc w Polsce. Administracja państwowa musi poważnie zastanowić się nad tym, w jaki sposób uratować Ruch. Tego wymaga obecna sytuacja.

Nikt nie myślał o negatywnych skutkach prywatyzacji Ruchu?

– Jak widać, są obszary pracy państwa, w których prywatyzacja nie jest najlepszym lekiem na chorobę. Patologie, jakie przyniesie prywatyzacja koncernu RSW Prasa – Książka – Ruch, były punktowane. Mimo to podjęto decyzję o sprzedaży. Wielokrotnie podnosiłem, że tak strategicznej części naszego życia państwowego i społecznego nie można wypuszczać z rąk. Kolejni właściciele Ruchu nie potrafili sprostać zmieniającej się rzeczywistości. W latach 2009-2010, za czasów koalicji PO – PSL, Ministerstwo Skarbu Państwa sprzedało resztę akcji prywatnemu funduszowi. Zapaść postępowała. Dzisiaj możemy śmiało stwierdzić, że zmarnowano swoiste dobro narodowe. A w przeszłości pojawiała się wielokrotnie szansa na uratowanie naszego narodowego kolportera. Teraz powinien on pełnić ważną funkcję w polskim społeczeństwie, a odliczamy dni do jego ostatecznego upadku.

Co w tej sytuacji powinno zrobić państwo polskie?

– Powinno podejść do tej sprawy ze spokojem, bo to wymaga precyzyjnych działań. Konkurencja nie śpi i będzie chciała storpedować każdy możliwy scenariusz ratowania Ruchu. Uruchomienie środków budżetowych raczej nie wchodzi w grę. To mogłoby się spotkać z reakcją Brukseli. Ale są też potężne fundusze, które funkcjonują poza budżetem państwa. One mogłyby pomóc. W ratowanie Ruchu mogliby się również włączyć eksperci i przedsiębiorcy, którzy znają rynek i wiedzą, jak powinny na nim funkcjonować podmioty gospodarcze. Można opracować plan naprawczy, który nie naruszyłby zasad wolnego rynku, a przy tym uratowałby Ruch.

Problemy Ruchu dotyczą także polskich wydawców prasy. Gdy nie będą mogli dostarczać swoich tytułów do punktów sprzedaży w całej Polsce, to upadną. Nie obawia się Pan wzmocnienia dużych zagranicznych koncernów?

– Taka sytuacja jest możliwa. Słusznie pan zauważył, że ucierpią na tym głównie media polskie. Wielkie koncerny są w stanie przeczekać czas kryzysu i spokojnie sobie poradzą. Już dzisiaj prasa regionalna jest – prawie w całości – w obcych rękach. Bez polskich podmiotów pluralizm na rynku medialnym będzie niemożliwy do osiągnięcia. A to jest powód, dla którego rząd powinien nadać tej sprawie szczególną wagę.

A jaki wpływ na jakość naszej demokracji będzie mieć to, że informacje podawać będzie tylko jedna, zagraniczna strona?

– Jeżeli powstałby tego rodzaju monopol, byłby on wielkim zagrożeniem dla wolności słowa w Polsce. Przerabialiśmy to w czasach komunistycznych, gdy media przedstawiały i interpretowały bieżące wydarzenia tylko w jeden – partyjny – sposób. Media są wielkim orężem. Obce państwa mogłyby nam wtedy dyktować, co mamy myśleć, jak postępować. Społeczeństwu ciężko byłoby się wyrwać z tej pułapki. Dlatego państwo powinno zrobić wszystko, żeby polskie media obroniły się przed grożącymi im niebezpieczeństwami, a z czasem przeszły do ofensywy, odzyskując dla Narodu polski rynek prasy.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik