logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Świętować mógł Senat

Piątek, 7 czerwca 2019 (23:13)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami obchody 4 czerwca. Jak odebrał Pan wiec Platformy na Długim Targu w Gdańsku?

– Nazwijmy to po imieniu, bez owijania w bawełnę, że na gdańskim Długim Targu mieliśmy konwencję wyborczą przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Przypomnę tylko, że podczas tej imprezy na scenie zebrała się czwórka samorządowców Platformy, prezydentów Warszawy, Poznania, Łodzi i Wrocławia, a pod sceną byli też inni z pomniejszych miast i gmin. W ramach idei i świętowania wolności rozpoczęła się kampania Platformy. Gwoli ścisłości przypomnę, że wolne wybory samorządowe odbyły się 27 maja 1990 roku, a więc panowie z tym świętowaniem się pomylili wyprzedzając fetę o rok. Co by nie powiedzieć, cała ta impreza nie miała nic wspólnego z samorządem, mimo że byli tam samorządowcy. Nie miała też nic wspólnego ze świętowaniem wolności, bo tak naprawdę tę rocznicę mógł świętować tylko Senat RP. Fakty są bowiem takie, że 4 czerwca 1989 roku w wyniku wyborów odrodził się polski Senat, bo prawdziwie wolne wybory odbyły się tylko do Senatu. Cały ten gdański spektakl był bardzo naciągany. Mieliśmy bowiem do czynienia z próbą pisania nowej historii, która nie ma nic wspólnego z faktami. 

Mamy 21 tez samorządowców, pod którymi podpisali się włodarze największych miast związanych z Platformą. Skąd się wziął i czemu ma służyć pomysł decentralizacji i de facto demontażu państwa? 

– Kiedy został odczytany polityczny testament Pawła Adamowicza, to z góry było wiadome, że jest to nic innego jak rozpisanie nowych ruchów przez Donalda Tuska i Pawła Adamowicza pod wybory parlamentarne. Wtedy powiedziałem do samorządowców wyraźnie, że nie ma to nic wspólnego z samorządem, z samorządnością, a jest to wejście na bezczelnego w buty samorządowców i de facto zdjęcie zasłony, że samorząd jest bezpartyjny, że nie ma twarzy partyjnej. I to, co widzieliśmy 4 czerwca w Gdańsku, nie miało nic wspólnego ze świętem wolności, ale był to wiec, wielka konwencja wyborcza Donalda Tuska i jego ekipy. Co więcej, ta konwencja pokazała, że samorządowcy stali się właśnie graczami partyjnymi. Każdy samorząd prowadzi politykę lokalną, a tym razem zobaczyliśmy prezydentów największych miast, którzy postanowili uprawiać politykę krajową. 

Skoro nie ma jak odzyskać władzy w demokratycznych wyborach, jest pomysł rozbicia państwa przez samorząd?

– To niebezpieczne działanie, mamy bowiem mylenie regionalizmu z rozbiciem dzielnicowym z czasów Bolesława Krzywoustego. Jak to się skończyło dla Polski, wszyscy dobrze wiemy, a z historii i tragicznych doświadczeń z przeszłości powinniśmy wyciągać wnioski. Tymczasem ktoś na siłę próbuje powtórzyć błędy z XII wieku, tylko pytanie, czy w przypadku realizacji tych nikczemnych planów znajdzie się współczesny Łokietek? Wychodzi na to, że dla osób zgromadzonych na Długim Targu w Gdańsku najważniejszą rzeczą jest powołanie w Polsce autonomicznych regionów, coś na wzór niemieckich landów. Tylkoże nam nie potrzeba nowego rozbijania Polski na regiony, bo my to wszystko już mamy. Natomiast dzisiaj, żeby rozwijać polską samorządność, potrzebujemy systemu finansowania, a nie rozbijania. Kompetencji samorządy mają całą masę, brakuje natomiast pieniędzy na realizację zadań, nie ma odpowiedniego systemu finansowania. I to jest sedno problemu budowy Rzeczypospolitej Samorządowej, a nie rysowanie na nowo map politycznych i dzielenie Polski. Obawiam się, że może to być coś, co już kiedyś w historii było początkiem upadku w tamtym okresie Polski. I w te buty wchodzą samorządowcy Platformy.

Do kogo ten pomysł, plan jest skierowany, bo w Polsce nie jest tak, że wszystkie samorządy są w rękach Platformy?

– Proszę zwrócić uwagę, że na tej konwencji na Długim Targu nie występował przedstawiciel kierownictwa Platformy. Był Donald Tusk, Lech Wałęsa, ale tam nie było Grzegorza Schetyny. Wydaje mi się, że tym samym Donald Tusk uruchomił swój projekt tworzenia Platformy Obywatelskiej bis w oparciu o samorządy największych miast, takich jak Warszawa, Poznań, Łódź i Wrocław, w których rządzą politycy Platformy.

Tyle że większość komentatorów interpretując słowa Tuska, twierdzi, że zrezygnował on z powrotu do polskiej polityki?

– Nie sądzę. Ale po kolei. Po pierwsze, było to bardzo słabe przemówienie, tak naprawdę o niczym, a jednocześnie mam wrażenie, że to przecieki prasowe, jakie się pojawiły odnośnie do planów Tuska, wybiły z ręki atuty przewodniczącemu Rady Europejskiej i organizatorom tej imprezy, pozbawiając efektu zaskoczenia oraz świeżości. Efekt był taki, że ta impreza i wystąpienie głównego aktora były miałkie, co więcej – w mojej ocenie – było to jedno z najsłabszych wystąpień tego polityka. Wyglądało to jak przyjazd „wujka dobra rada”, który zawsze miał na wszystko odpowiedź, tymczasem efekt nie był powalający, a wołanie do zwolenników, że do walki z rządem macie jeszcze internet, w ustach polityka, który jako premier był przeciwny wolności w internecie i zwolennikiem ACTA –brzmiało śmiesznie. To pokazuje duży brak spójności, konsekwencji. 

Wcześniej wspomniał Pan o planie Tuska i Adamowicza, tyle że to Platforma zrezygnowała z popierania Adamowicza na prezydenta Gdańska w ostatnich wyborach…

– W tym czasie byłem we Wrocławiu, gdzie w dniach 5-6 czerwca odbywał się Kongres Zarządzania Administracją Samorządową – można powiedzieć, że byli tam samorządowcy: prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, a nie politycy, którzy zadawali jedno pytanie: Czy cała ta impreza w Gdańsku miałaby taką frekwencję, gdyby żył prezydent Adamowicz? I odpowiadali, że w żadnym wypadku. Proszę zwrócić uwagę, że to Platforma i Donald Tusk byli tymi, którzy w związku ze słynną akcją z oświadczeniami majątkowymi potraktowali Pawła Adamowicza jak trędowatego i de facto wyrzucili go na aut. Przecież to nie kto inny jak Platforma sugerowała, żeby Adamowicz nie kompromitował tej formacji i nie starał się o reelekcję w Gdańsku, dlatego to Jarosław Wałęsa był kandydatem Schetyny i spółki na prezydenta Gdańska. To pokazuje cynizm tej całej grupy, która teraz próbuje się wybielić, odwrócić kota ogonem, tyle że fakty są bardzo brutalne. Lech Wałęsa podczas swojego przemówienia na Długim Targu w Gdańsku powiedział jedną prawdę – mianowicie wszystko znajdziecie w internecie, i to był jedyny prawdziwy fragment wypowiedzi byłego prezydenta. Można to streścić tak – jeśli chcecie znać prawdę o Platformie i jej podejściu do Adamowicza, to sięgnijcie do internetu, a tam są ślady, które może umykają pamięci, ale pokazują, jakie były fakty, jak Platforma, jak środowisko Donalda Tuska traktowało Pawła Adamowicza.

Czy nie jest tak, że impreza zorganizowana przez prezydent Aleksandrę Dulkiewicz i samorządowców zepsuła ważne wydarzenie historyczne?   

– Dokładnie tak. Tak naprawdę 4 czerwca 1989 roku nie był dniem wolności, to był początek drogi ku wolności. To nie był – jak niektórzy mówią – dzień przeklęty, ale to był dopiero początek. Natomiast powołanie Senatu i wybory do Senatu to jest tak naprawdę symbolika powrotu do Rzeczypospolitej okresu międzywojennego, do parlamentu dwuizbowego, do izby wyższej – izby refleksji. To był ważny przełom, został wytyczony kierunek. Dlatego wszystkie uroczystości związane z 4 czerwca powinny się odbywać w Senacie – tak jak to zresztą miało miejsce, tymczasem mieliśmy do czynienia z próbą przykrycia wydarzeń w Warszawie uroczystościami wokół Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku oraz imprezą na Długim Targu. Natomiast to dopiero w przyszłym roku powinni świętować samorządowcy.   

Wracając jeszcze do tego planu Tuska i odzyskania władzy w Polsce przez samorządy, czy osiem województw, gdzie rządzi Platforma i kilka dużych miast, gdzie władzę sprawuje opozycja totalna, czy to wystarczy, żeby realizować tak absurdalne pomysły?

– Poczekajmy kilka miesięcy i zobaczymy, co wyborcy sądzą na ten temat. Jedno jest pewne, że to, co widzieliśmy w Gdańsku, to jest Tuskowa forma KOD-u i –tak jak powiedziałem wcześniej – Platformy bis.

Polacy to kupią?

– Nie wiem, ale myślę, że ten projekt nie ma szans na powodzenie. Z pewnością jednak będzie to temat problematyczny dla Grzegorza Schetyny, którego nie było na scenie na Długim Targu. Ponadto podczas tej imprezy, która miała być świętem wolności, na scenie nie zebrało się towarzystwo z Koalicji Obywatelskiej. To znaczy, że Donald Tusk wyraźnie postawił na kogoś innego. Nie na Platformę w dotychczasowej formie ze Schetyną, nie na Koalicję Europejską, ale próbuje zbudować nowy ruch społeczny, oddolny, który ma być – w jego mniemaniu – początkiem rewolucji, tak jak kiedyś „Solidarność”. I do tego planu, do powołania do życia tej nowej formuły wykorzystuje symbolikę minionych 30 lat.

Ale jak będzie tak mądrze doradzał, jak przed wyborami europejskimi, to efekt może być bardzo podobny?

– Zostawmy to do oceny wyborcom. Tak czy inaczej, jako przewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej byłem jednoznacznie przeciwko tej inicjatywie samorządowców. Do przedstawicieli Związku Miast Polskich, którzy byli motorem napędowym, powiedziałem, że uważam, że jest to początek zniszczenia polskiego samorządu i nie możecie do tego przykładać ręki. Zamiast budować Rzeczpospolitą Samorządową, chcecie budować księstwa.   

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 7 czerwca 2019 (23:13)

NaszDziennik.pl