logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polska liczy się na świecie

Sobota, 8 czerwca 2019 (13:08)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed nami wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu. Czego możemy się spodziewać po spotkaniu Duda – Trump?

– Polska, jak wiemy, zabiega o zwiększenie obecności w naszym kraju amerykańskich wojsk, która, póki co, opiera się na rotacjach żołnierzy Stanów Zjednoczonych. We wrześniu ubiegłego roku podczas swojej wizyty w Waszyngtonie prezydent Andrzej Duda wyraził nadzieję na wspólną budowę bazy, którą określił mianem „Fort Trump”. Myślę, że po wizycie, która odbędzie się 12 czerwca, przede wszystkim powinniśmy się spodziewać potwierdzenia obecności wojsk amerykańskich w naszym kraju bardziej w kierunku rozwojowym, co oznacza, że ta obecność będzie stale zwiększana.

Jest to w końcu gwarancja naszego bezpieczeństwa, to po pierwsze. Mam też nadzieję, że będą kontynuowane rozmowy na temat ruchu bezwizowego dla polskich obywateli, bo jest to temat ciągle niezałatwiony, który trochę nas uwiera, bo dla wielu Polaków jest to bardzo istotna sprawa. Można się też spodziewać, że sporo uwagi obaj prezydenci poświęcą sprawom gospodarczym. A zatem tematów do wspólnych rozmów, tematów do załatwienia jest całkiem sporo.

Złośliwi mówią, że prezydent Trump tak ochoczo przyjmuje prezydenta Dudę, bo ma w tym interes – chodzi o zakupy amerykańskiego uzbrojenia przez Polskę…

– Myślę, że od czterech lat pod rządami Zjednoczonej Prawicy Polska – w przeciwieństwie do naszych poprzedników – prowadzi bardzo podmiotową politykę. Jesteśmy dziś państwem suwerennym, państwem, z którym coraz bardziej liczą się zarówno europejskie, jak i światowe mocarstwa. Polska rozwija się, jak nigdy wcześniej, pod każdym względem i jesteśmy dobrym partnerem gospodarczym, ale również istotnym graczem na arenie politycznej. W związku z powyższym, nawet jeżeli rzeczywiście jest tak, że prezydent Donald Trump ma w tym interes, żeby spotykać się z polskim prezydentem Andrzejem Dudą, jest to dobry sygnał, bo świadczy o tym, że polsko-amerykańskie interesy – w wielu obszarach – są wspólne, a zacieśnianie relacji leży w interesie obu stron.

Jednak czy to dobrze, że uzbrojenie polskiej armii opieramy w dużym stopniu na jednym, amerykańskim partnerze, który w dodatku jest daleko?

– Położenie geograficzne nie jest dzisiaj – zwłaszcza w czasie, gdy świat jest jedną globalną wioską – aż tak dużym problemem. Przy obecnych technologiach, tempie przemieszczania się, nie jest to aż tak wielka przeszkoda, której nie dałoby się pokonać. Natomiast widać, że współpraca wojskowa, także w zakresie uzbrojenia, opłaca się obu stronom: Polsce i Stanom Zjednoczonym. Zresztą prezydent Donald Trump stale podkreśla, że Polska wywiązuje się ze swoich sojuszniczych zobowiązań w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zgodnie z umową Polska płaci odpowiednie kwoty na obronność i modernizuje swoją armię, a nasi żołnierze są obecni w misjach NATO na całym świecie.

Jeśli chodzi o przeznaczanie środków na obronność, przypomnę, że jest to 2 procent produktu krajowego brutto. Jesteśmy lepsi nawet od Niemców, z którymi pod tym względem cały czas jest kłopot. W tym momencie to Stany Zjednoczone są tym poważnym partnerem, któremu zależy na utrzymaniu pokoju na świecie – to po pierwsze, ale tę swoją troskę wyrażają w sposób w pełni świadomy, nie naiwny, że bezpieczeństwo stanie się bez nakładów i to niemałych, bez sił i środków oraz współpracy sojuszniczej.         

Wszystko wskazuje na to – przynajmniej możemy się tego spodziewać – że prezydent Trump weźmie udział w obchodach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Co oznacza obecność amerykańskiego prezydenta 1 września w Polsce?

– Szczególnie w dobie różnych rewizyjnych poglądów na temat wybuchu II wojny światowej, formułowanych również przez polskich polityków samorządowych, chociażby niedawna wypowiedź wiceprezydenta Gdańska, obecność 1 września w Polsce urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych i godne obchody rocznicowe będą jednoznacznym wskazaniem, kto był sprawcą tego największego w dziejach świata wojennego kataklizmu, kto katem, a kto ofiarą.

Myślę, że podczas tych uroczystości wyraźnie padnie stwierdzenie, że to Niemcy, a nie jacyś mityczni naziści odpowiadają za wybuch i konsekwencje II wojny światowej, że wojna, co też nie każdy dzisiaj uznaje – rozpoczęła się w Polsce 1 września 1939 roku od ataku na Westerplatte, i że to Polska poniosła olbrzymie, kto wie, czy nie największe straty wojenne – oczywiście proporcjonalnie do wielkości Narodu w chwili wybuchu tego dziejowego kataklizmu.

Myślę, że tegoroczne obchody rocznicowe z udziałem przedstawicieli wielu państw – jak wiemy, zapraszani są do Polski przywódcy wielu państw, przedstawiciele krajów członkowskich NATO i Unii Europejskiej, a także przywódcy państw Partnerstwa Wschodniego oraz sekretarz generalny ONZ, z prezydentem największego światowego mocarstwa Donaldem Trumpem – to może być kolejny ważny krok w kierunku prowadzenia polityki historycznej opartej nie na kłamstwach, półprawdach czy manipulacjach, ale przede wszystkim na prawdzie od początku do końca.     

Prezydent Duda udaje się do Waszyngtonu po szczycie Trójmorza w Słowenii, stając się niejako pośrednikiem między państwami członkowskimi a prezydentem Trumpem, który mocno stawia na tę inicjatywę. Czy to oznacza, że Trójmorze coraz bardziej liczy się w świecie?

– Format Trójmorza, które tworzą cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej – Polska, Czechy, Słowacja i Węgry, trzy państwa bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia, a także Rumunia, Bułgaria, Austria, Chorwacja i Słowenia, jest efektywny, jest także rozpoznawalny na świecie, a decyzje i projekty w ramach tej inicjatywy nie są niezauważane, ale – jak widać – liczą się wśród partnerów nie tylko w Unii Europejskiej, ale także poza nią.

Chcę też zwrócić uwagę, że fakt, iż prezydent Andrzej Duda – jak rozumiem – będzie podczas spotkania w Białym Domu informował prezydenta Stanów Zjednoczonych o planach i projektach w ramach tej inicjatywy, tylko świadczy na naszą korzyść, że Polska jest lokalnym liderem, że cieszy się autorytetem i posiada zaufanie państw tworzących Trójmorze. To pokazuje też, że ze strony amerykańskiej jest zainteresowanie tym projektem. Na pewno cieszy jednak fakt, że jako Polska występujemy tutaj w roli ambasadora projektu Trójmorza.

Niemcy mają status obserwatora, dlatego w słoweńskim szczycie uczestniczył prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier. Czy nie ma obawy, że Niemcy, którym projekt Trójmorza niekoniecznie jest na rękę, będą próbować paraliżować inicjatywy sprzeczne z ich interesami?

– Mam nadzieję, że nie takie są intencje obecności Niemiec – w charakterze obserwatora – na kolejnym szczycie państw Trójmorza. Z drugiej strony patrząc, skoro Niemcy bacznie przyglądają się rozwojowi idei Trójmorza, to może znaczyć, że poważnie traktują ten projekt, który z każdym rokiem przybiera coraz bardziej realne kształty. Można powiedzieć, że Niemcy rzeczywiście uważają Trójmorze – ten rozwojowy projekt państw, które uczestniczą w tym przedsięwzięciu – jako zamysł konkurencyjny, co siłą rzeczy musi budzić ich zaniepokojenie. Fakt faktem, w Europie wyrasta państwom wiodącym w Unii Europejskiej, chociażby takim jak Niemcy czy Francja, mocna konkurencja zarówno gospodarcza, jak i polityczna, z którą, chcąc nie chcąc, będą musiały się liczyć.

                Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl