logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Łączą nas interesy

Wtorek, 11 czerwca 2019 (21:13)

Z posłem Tomaszem Rzymkowskim (Kukiz’15), wiceprzewodniczącym sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak pamiętamy, byli tacy, którzy mówili, że prezydent Andrzej Duda występuje w roli petenta, że drzwi Gabinetu Owalnego są przed nim szczelnie zamknięte. Tymczasem przed nami druga w ciągu niespełna roku wizyta polskiego prezydenta w Białym Domu, co wydaje się przeczyć tezom stawianym przez opozycję.

– Takie sygnały mogli wysyłać tylko wrogowie prezydenta Dudy. Przypomnę, że krążyło mnóstwo fake newsów, niby przecieków z administracji amerykańskiej, że przedstawiciele polskiego rządu po napięciu wokół ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej nie będą wpuszczani do Białego Domu, że relacje polsko-amerykańskie są bardzo napięte. Tyle że w te wszystkie historie nie bardzo dało się wierzyć, bo wszystkie okoliczności zaprzeczały tym sygnałom, jak chociażby częste wizyty polskiego ministra obrony w Stanach Zjednoczonych.

Minister Mariusz Błaszczak wielokrotnie na przestrzeni swojej kadencji gościł w Waszyngtonie, gdzie rozmawiał z ważnymi politykami i wojskowymi na temat rozlokowania wojsk amerykańskich w Polsce, na temat współpracy technologicznej czy też zakupu uzbrojenia armii od Amerykanów. Wiemy, że mamy zakupić jeden z najnowocześniejszych amerykańskich zestawów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej system Patriot. To pokazuje, że te wszystkie historie szerzone przez polityków opozycji o złych relacjach polsko-amerykańskich można włożyć między bajki.

Jakich decyzji możemy się spodziewać? Czy słynny Fort Trump powstanie? 

– Trudno powiedzieć, czy to będzie baza na wzór największej amerykańskiej bazy lotniczej w Europie, w niemieckim Ramstein, gdzie – jak wiadomo – stacjonuje ponad 30 tysięcy żołnierzy Stanów Zjednoczonych. Natomiast spodziewałbym się ogłoszenia decyzji o stałej lokalizacji wojsk amerykańskich w Polsce, czyli sprzętu i żołnierzy. Dzisiaj łatwość komunikowania się i przemieszczania się już nie wymaga takiego zaangażowania sił i środków czy też przenoszenia na stałe rodzin żołnierzy w miejsce ich stacjonowania, budowania całej potrzebnej do tego infrastruktury. Natomiast spodziewam się znaczącego podwyższenia bezpieczeństwa państwa polskiego, bo nie ukrywajmy, że ewentualna agresja na Polskę w sytuacji obecności wojsk amerykańskich na naszym terenie automatycznie spowoduje zaangażowanie wojsk Stanów Zjednoczonych, a zatem ten ewentualny konflikt nie będzie już tylko konfliktem regionalnym, ale konfliktem globalnym.

I to będzie element odstraszający. Powiedzmy sobie też jasno, że państwo, na terenie którego stacjonują wojska amerykańskie, czuje się bezpiecznie. Po 1945 roku nie było sytuacji, aby na państwo, w którym stale rozlokowane są bazy amerykańskie, inne państwo odważyło się dokonać agresji. Oczywiście nikt nam nie da stuprocentowej gwarancji, natomiast ramy bezpieczeństwa w sposób znaczący i nieporównywalny się zwiększają.

Jak na zwiększenie obecności wojsk amerykańskich w Polsce może zareagować Moskwa?

– Rosja z całą pewnością będzie protestować, i to nie ulega wątpliwości, natomiast nie powinniśmy się tym przejmować. Dla nas najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo. Zresztą Polska od lat mówi o konieczności demilitaryzacji obwodu kaliningradzkiego, a więc obwodu znajdującego się w bezpośredniej bliskości naszych granic, który jest chyba najbardziej uzbrojonym rejonem w tej części świata. Stacjonuje tam kilkadziesiąt dywizji pancernych, wojska rakietowe, rosyjska flota bałtycka i Rosjanie nie sobie z tego nie robią. Możemy się oczywiście spodziewać, że w odpowiedzi ustawią wzdłuż granicy z Polską rakiety średniego i dalekiego zasięgu, tyle że one i tak już tam są.

Więc nie jest to żadne novum, natomiast zwiększenie wojsk amerykańskich w Polsce z całą pewnością zwiększy bezpieczeństwo Polski względem Rosji, ale jednocześnie będzie to jasny sygnał dla Federacji Rosyjskiej, że Polska znajduje się pod kuratelą, ochroną najpotężniejszej armii świata, największego supermocarstwa – Stanów Zjednoczonych i jakikolwiek gest agresji wobec Polski będzie odebrany jako gest agresji wobec Stanów Zjednoczonych.

Wracając do porozumień ze Stanami Zjednoczonymi, czy możemy się spodziewać także inwestycji amerykańskich w Polsce?

– Owszem, liczę też, że w ślad za amerykańskimi inwestycjami militarnymi pójdą też inwestycje gospodarcze, że amerykański kapitał znacznie chętniej będzie inwestował w Polsce, co będzie się też wiązało ze wzrostem gospodarczym Polski, z zakupem polskich towarów i usług. Tak czy inaczej jest to dla nas ze wszech miar korzystne. Po tym jutrzejszym spotkaniu Duda – Trump spodziewam się też, że na koniec roku po wielu latach oczekiwania usłyszymy dobrą nowinę odnośnie do zniesienia obowiązku wizowego dla obywateli Polski.

Czym determinowany jest dzisiaj sojusz polsko-amerykański, o którym słyszymy, że rośnie w siłę?

– Przede wszystkim tym, czym jest determinowany Sojusz Północnoatlantycki, i tym, co mówią zarówno politycy, jak i wojskowi NATO, czyli wspólnotą wartości. My tym różnimy się od innych sojuszy, paktów czy umów natury militarnej na świecie, że Sojusz Północnoatlantycki oparty jest właśnie na wspólnych wartościach, takich jak: poszanowanie praw człowieka, godności osoby ludzkiej, umiłowania i dążenia do pokoju i prowadzenia takiej polityki obronnej, która nie jest ofensywną, agresywną, ale jest wspólną troską o pokój na świecie i stabilizacją nie tylko w obrębie państw – członków NATO, ale na całym świecie.

I to jest wspólnota wartości w naszym rozumieniu, ale także poszanowanie partnerstwa i dotrzymywanie umów. W tej chwili wewnątrz NATO mamy pewien delikatny kryzys polegający na tym, że niektóre państwa członkowskie nie przestrzegają ustaleń ze szczytu Newport z 2014 roku, gdzie ustalono, że wszystkie państwa będą przeznaczać 2 procent produktu krajowego brutto na obronność, na wzmocnienie potencjału własnych armii. Polska i niektóre państwa członkowskie NATO przestrzegają tych ustaleń, co też sprawia, że dla Stanów Zjednoczonych, które na ten cel przeznaczają znacznie więcej środków, jesteśmy wiarygodnym partnerem. Stany Zjednoczone są największą potęgą militarną świata, są państwem, które wyprzedza kilkakrotnie inne kraje pod tym względem.

To dobrze, że zwiększamy stan swojego uzbrojenia ilościowo i jakościowo, ale czy to dobrze, że uzależniamy się, jeśli chodzi o uzbrojenie, głównie od jednego dostawcy?

– Nie wiem, czy się uzależniamy, bo uzbrojenie kupujemy od wielu producentów na świecie. Na pewno wielką potrzebą polskiej armii i naszego bezpieczeństwa jest kwestia obrony przeciwrakietowej czy w ogóle obrony powietrznej. Chodzi o to, że z tej strony jest największe zagrożenie dla nas, a Stany Zjednoczone, jeśli chodzi o jakość sprzętu, są pod tym względem potentatem. Nie ma wątpliwości, że technologie, jakimi dzisiaj dysponują Amerykanie, wyprzedzają konkurencję. Dlatego trudno jest myśleć realnie o skutecznej obronie powietrznej kraju, nie patrząc w stronę państwa, które dysponuje najlepszymi, najbardziej zaawansowanymi technologiami w tej dziedzinie, które są w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo nie na papierze, ale realnie.

Czy ta przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi nie jest kupowana za pieniądze?

– Ja nie postrzegałbym tego tak, że kupujemy sobie przyjaźń Stanów Zjednoczonych. Natomiast warto spojrzeć na ten polsko-amerykański układ jako na umowę dwustronną. Przecież i tak musimy kupować gaz, bo takie są potrzeby naszej stale rozwijającej się gospodarki. Rokrocznie zapotrzebowanie na błękitne paliwo, czy to w gospodarstwach domowych, czy to w przemyśle, rośnie. Do tej pory byliśmy uzależnieni od gazu rosyjskiego i dywersyfikacja dostaw gazu – w tym wypadku zakup skroplonego gazu LNG ze Stanów Zjednoczonych okazuje się alternatywą w stosunku do dotychczasowych źródeł dostaw energii. Stąd patrzę na to jako na normalną umowę handlową. Mianowicie, potrzebujemy czegoś i to kupujemy, starając się, aby jakość surowca była jak najlepsza przy atrakcyjnej cenie.

Warto też podkreślić, że Polska jest ważnym partnerem dla Stanów Zjednoczonych, które chcą zachować dobre relacje z Unią Europejską czy szerzej ze państwami Starego Kontynentu, a Polska może być i jest doskonałą platformą do tego celu. Proszę też pamiętać, że gaz LNG, który już w tej chwili dopływa do Polski z Ameryki, to jest dopiero początek wielkiego transferu tego surowca do Europy, który przez Polskę będzie transportowany w głąb kontynentu do innych państw naszego regionu.

To oczywiście będzie korzystne dla nas, bo mamy własny terminal w Świnoujściu, który ma być jeszcze rozbudowywany, co sprawi, że Gazoport w ciągu roku będzie mógł przyjąć 5 miliardów m3 gazu, po rozbudowie – 7,5 miliardów m3 gazu, a docelowo 10 miliardów m3 gazu. W efekcie mając taką infrastrukturę, będziemy po prostu na tym zarabiać w ramach transferu błękitnego paliwa naszymi rurociągami czy za pomocą innych środków transportu, co też będzie dla nas korzystne ekonomicznie.  

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl