Za nami wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu, są konkretne ustalenia. Czy jest powód do zadowolenia?
– Niewątpliwie główna część wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu i porozumienia zawarte z prezydentem Donaldem Trumpem to niepodważalny sukces. Sukces wizerunkowy oraz sukces przekładający się na konkretne ustalenia. Fakty są takie, że mamy zagwarantowany dotychczasowy poziom obecności wojsk amerykańskich w Polsce plus wzrost o blisko tysiąc żołnierzy, wiemy, że dojdzie do zakupu 32 myśliwców F-35, jest też zapowiedź ze strony amerykańskiej zniesienia wiz dla Polski w ciągu 90 dni, a w wymiarze gospodarczym zwiększenie ilości kupowanego gazu ze Stanów Zjednoczonych.
W rezultacie zwiększa się bezpieczeństwo Polski, jak również Europy, bo obecność wojsk amerykańskich tę gwarancję daje. Oczywiście kwestia zakupu najnowocześniejszych na świecie samolotów F-35 też jest elementem tej polityki bezpieczeństwa. Co istotne, będziemy piątym państwem na świecie, które na wyposażeniu swoich sił powietrznych będzie mieć F-35. Jest też kwestia bezpieczeństwa energetycznego i zwiększenie zakupów gazu LNG o półtora miliona ton rocznie przez 20 lat. Oznacza to, że PGNiG będzie odbierać rocznie łącznie 3,5 miliona ton gazu LNG, co odpowiada ok. 4,73 miliarda metrów sześciennych gazu ziemnego po regazyfikacji. To ważny element dywersyfikacji dostaw gazu zwiększających nasze bezpieczeństwo energetyczne.
Ranga Polski jako sojusznika Stanów Zjednoczonych jest dzisiaj wyższa?
– Oczywiście. Ta wizyta to duży sukces, także prestiżowy, mianowicie Polska rozmawiająca – jak równy z równym – z największym światowym mocarstwem to jest absolutnie ważna rzecz. To pokazuje, że ścisłe związki Polski ze Stanami Zjednoczonymi są trwałe i te relacje są coraz lepsze, i że będą takie również w dłuższej perspektywie.
Ale fortecy amerykańskiej, mitycznego Fort Trump w Polsce nie będzie…?
– Nie będzie obiektu fortecznego w dosłownym znaczeniu, bo stałe bazy to jest już przeszłość, ale tak jak to powiedział prezydent Andrzej Duda, we współczesnym świecie, w dzisiejszych geopolitycznych realiach, kiedy są inne strategie, inna jest polityka, potrzebne są mobilne jednostki. Bardziej efektywna jest obecność rotacyjna wojsk, które mogą reagować na wszelkiego rodzaju incydenty, które mogą się niespodziewanie pojawić.
W tej chwili w Polsce stacjonuje około 4,3 tysiąca amerykańskich żołnierzy i ta liczba ma się zwiększyć o kolejny tysiąc. Można zatem powiedzieć, że ta obecność – tak czy inaczej – jest stała, zmieniają się tylko żołnierze, natomiast liczy się to, że zgodnie z podpisaną deklaracją o zacieśnieniu współpracy obronnej polsko-amerykańskiej obecność wojsk sojuszniczych Stanów Zjednoczonych w naszym kraju jest gwarantowana.
Kupujemy myśliwce nowej generacji F-35, ale są tacy jak chociażby były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych Ryszard Schnepf, którzy uważają, że rosyjskie samoloty Su-57 są lepsze i o połowę tańsze. Jak rozumieć taką wypowiedź?
– Tego rodzaju wypowiedzi jak Ryszarda Schnepfa, podobnie zresztą jak niedawny wpis na Twitterze Dariusza Rosatiego, pokazują, gdzie są korzenie tych panów, że oni wciąż głęboko mentalnie tkwią w poprzednim systemie. Mamy też wskazówkę, kogo oni uważaliby za swojego najlepszego sojusznika. Jeżeli były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych wygłasza tego rodzaju opinie, to wypadałoby jedynie spuścić nad tym zasłonę milczenia. Każdy komentarz jest w tym momencie zbyteczny.
Z kolei były wiceszef MON w rządzie PO – PSL Czesław Mroczek pyta, jaki jest sens kupować F-35, skoro tylko w 30 proc. będziemy mogli wykorzystać ich możliwości…
– To kolejny przykład tego, jaka była polityka uprawiana przez minione osiem lat rządów koalicji PO – PSL. Wiemy dobrze, co te formacje rządzące wówczas Polską zrobiły, a właściwie czego nie zrobiły dla naszego bezpieczeństwa, gdzie de facto za rządów Platformy polska armia była w likwidacji. Dlatego opinie, jakie dzisiaj padają z tamtej strony, budzą najgłębsze zdziwienie, ale jednocześnie politowanie.
Polacy nie mają amnezji i pamiętają zwijanie naszej armii. Dzisiaj naprawiamy tamte zaniedbania i odbudowujemy liczebnie stan naszej armii, ale także wzmacniamy nasze siły zbrojne, wyposażając je w najnowocześniejsze uzbrojenie. Dzięki temu realnie wzmacnia się nasze bezpieczeństwo.
Tak czy inaczej po wizycie prezydenta Dudy w Białym Domu i bardzo ciepłym przyjęciu przez prezydenta Trumpa przed Polską rzeczywiście otwiera się nowy rozdział współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Czy dobrymi relacjami możemy dzielić się z państwami naszego regionu?
– Tak mi się wydaje. My jesteśmy – i nie ma w tym przesady – ambasadorem inicjatywy Trójmorza, która ma poparcie prezydenta Donalda Trumpa, reprezentujemy też państwa bałtyckie. Dlatego można powiedzieć, że jeśli chodzi o dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, które były właściwie od momentu wyboru Donalda Trumpa na prezydenta tego państwa, których sygnałem była pierwsza wizyta Trumpa w Polsce w lipcu 2017 roku i historyczne przemówienie amerykańskiego prezydenta na placu Krasińskich w Warszawie, to te dobre relacje między naszymi państwami trwają cały czas i są przenoszone na coraz wyższy, jeszcze lepszy poziom.
Wizyta prezydenta Dudy w Białym Domu – druga na przestrzeni niespełna roku – tylko potwierdza, że przyjazne stosunki między naszymi państwami, także między prezydentami Polski i Stanów Zjednoczonych, są i że w przyszłości będą jeszcze lepsze. Mamy też nadzieję, że prezydent Donald Trump przyjmie zaproszenie Andrzeja Dudy i złoży wizytę w Polsce we wrześniu tego roku, podczas obchodów związanych z 70. rocznicą wybuchu II wojny światowej. Byłoby to bardzo znaczące potwierdzenie naszych sojuszniczych relacji i sygnał dla świata, że Polska liczy się w międzynarodowej geopolitycznej grze coraz bardziej.
Jak umowy ze Stanami Zjednoczonymi mogą zostać odebrane w Unii Europejskiej, zwłaszcza przez Niemcy, którym w przemówieniu prezydenta Trumpa też się dostało?
– Rzeczywiście, prezydent Donald Trump ostrzegł, że gazociąg Nord Stream 2 uzależnia Niemcy od Rosji, a to może spowodować, że w pewnym momencie nasz zachodni sąsiad może się stać zakładnikiem Kremla. Ponadto Niemcy – niestety – nie do końca się wywiązują z zobowiązań wynikających z przynależności do Sojuszu Północnoatlantyckiego – w przeciwieństwie do Polski, która przeznacza na wzmacnianie swojego potencjału obronnego dwa procent produktu krajowego brutto. Natomiast w przypadku Niemiec jest to znacznie mniej, gdzieś w okolicach jednego procenta, a jest to przecież najbogatsze państwo Unii Europejskiej.
Prezydent Trump wskazuje, że to musi się zmienić i wszystkie państwa muszą się wywiązywać ze swoich sojuszniczych zobowiązań. Natomiast my ze swojej strony cały czas podkreślamy, że zależy nam na dobrych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, ale również bardzo poważnie traktujemy nasze członkostwo w Unii Europejskiej i tutaj też oczekujemy dobrych relacji z państwami Wspólnoty, w tym również z Niemcami.
Niemiecki „Der Spiegel”, odnosząc się do wizyty polskiego prezydenta w Białym Domu, napisał – dość obraźliwie wobec Polski – że „wizyta narodowo-konserwatywnego polskiego prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu pokazuje, jak Trump wyobraża sobie grzecznego sojusznika…”
– To jest dowód na rozdrażnienie naszego niemieckiego sąsiada, bo fakty są takie, że Polska rośnie w siłę, rozwija się, jest cenionym partnerem, a przyjęcie polskiej pary prezydenckiej przez amerykańską parę prezydencką, te wszystkie obrazki, które mówią same za siebie, które poszły w świat, z całą pewnością pokazują – z jednej strony – partnerstwo, widać też przysłowiową chemię, wzajemną sympatię i szacunek, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone i Polskę. To z kolei może wywoływać zazdrość, niepokój Niemców, że za ich wschodnią granicą rośnie poważny konkurent.
Czy te nasze dobre partnerskie relacje – jak Pan to określił – ze Stanami Zjednoczonymi nie skończą się wraz z prezydenturą Donalda Trumpa?
– Mam nadzieję, że Donald Trump wygra kolejne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, a podwaliny pod przyjaźń, partnerstwo i sojusz, jakie są w tej chwili budowane między naszymi państwami, będą trwałe i długofalowe. Mam nadzieję, że te dobre polsko-amerykańskie relacje mocno wykroczą poza czas trwania prezydentury Donalda Trumpa, bo interesy w wielu obszarach między naszymi państwami są obopólne.

