logo
logo

Zdjęcie: stanislawozog.pl/ -

Na współpracy z USA możemy tylko zyskać

Poniedziałek, 17 czerwca 2019 (09:32)

Ze Stanisławem Ożogiem, byłym posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co przykuło Pana szczególną uwagę podczas spotkania Duda – Trump?

– Z pewnością prezydent Andrzej Duda zachował się godnie, reprezentując Polskę – w przeciwieństwie do swego poprzednika na urzędzie prezydenta RP, którego wizytę w Białym Domu wszyscy dobrze pamiętamy. Dzisiaj nikt nie kompromitował Polski, nikt nie zasypiał w Gabinecie Owalnym, jak to miało miejsce w 2010 roku, nikt nie wprawiał Amerykanów i samego prezydenta Baracka Obamę w osłupienie, opowiadając o przepisach na bigos, wreszcie nikt nie używał metafor o polowaniu, mówiąc, że mężczyzna ma obowiązek polować, wreszcie nikt swoim nietaktem i niedwuznacznymi żartami nie obrażał pierwszej damy Stanów Zjednoczonych.

Całe szczęście, że tamte czasy już minęły. Mądrość Polaków trzeba docenić, bo dokonali słusznego wyboru i dzisiaj Polska na międzynarodowej arenie jest godnie reprezentowana. I choć media tzw. głównego nurtu nie do końca zauważają i nie doceniają wagi wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu, to jednak świat to widzi i o tym mówi. Świat zauważa, że Polska na przestrzeni niespełna czterech lat wyrosła na głównego, silnego partnera Stanów Zjednoczonych, że Polska jest doceniana przez Waszyngton, a jej ranga znacząco wzrosła, a nasz prezydent jest szanowany, o czym świadczy godne przyjęcie w Białym Domu przez prezydenta Donalda Trumpa.

Ale wzrost liczebności żołnierzy amerykańskich w Polsce to nie jest jakaś porażająca liczba…

– Oczywiście, można wybrzydzać, że zamiast dodatkowego tysiąca żołnierzy amerykańskich liczba ta mogła wzrosnąć dajmy na to o trzy czy pięć tysięcy, ale fakt faktem, ustalenia między prezydentami Dudą i Trumpem zwiększają poczucie i gwarancję bezpieczeństwa Polsce. Nikt bowiem nie odważy się zaatakować państwa, którego terytorium strzegą żołnierze amerykańscy. Dlatego jest to znaczące wzmocnienie bezpieczeństwa Polski. Są tacy, którzy krytykują, że stawiamy na amerykańskie samoloty F-35, dlaczego kupujemy tak drogi sprzęt i do czego jest on nam potrzebny.

Przypomnę, jakie plany „dozbrajania” polskiej armii mieli nasi poprzednicy, którzy chcieli zakupić francuskie śmigłowce Caracal, których – jak się okazało – 78 proc. w wojsku francuskim było uziemione. Rząd Tuska bezkrytycznie podchodził do tych zakupów i dobrze się stało, że naszej ekipie udało się zrezygnować z tej transakcji.

Krytyka była, zanim jeszcze doszło do tej wizyty, wystarczy tylko wspomnieć wypowiedź żony Radosława Sikorskiego, Anne Applebaum, która stwierdziła, że „ufanie Trumpowi jest niebezpieczne i głupie”. Jeśli Polska chce się łudzić, proszę bardzo… Natomiast były ambasador RP w Waszyngtonie Ryszard Schnepf, odnosząc się do zakupu F-35, powiedział, że jeśli już decydujemy się na sprzęt amerykański, to powinniśmy to konsultować z Berlinem…

– „Troska” Ryszarda Schnepfa mnie zaskakuje, szkoda tylko że do Berlina nie dodał jeszcze Moskwy. To nic innego jak kpina z Polaków, dlatego dalszy komentarz jest zbędny. Jeśli zaś chodzi o wypowiedź Anne Applebaum, to jest bardzo podobnie. Trudno jednak oczekiwać czegoś innego od ludzi, którzy nie życzą dobrze Polsce. Donald Trump to mądry człowiek, jest biznesmenem i prezydentem, i w takiej kolejności należy to wymieniać. Dla niego najważniejsza jest Ameryka i dobrobyt jej obywateli, a to patriotyzm. Jeśli ktoś tego nie rozumie, nie powinien komentować wydarzeń na scenie politycznej.

O czym mogą świadczyć takie wypowiedzi jak ta Ryszarda Schnepfa? Czy nie jest to ingerowanie w nasze – Polaków – prawo do prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej?

– Może Ryszard Schnepf powinien sobie przypomnieć, jak polityka zagraniczna, i nie tylko zagraniczna, była prowadzona przez rząd koalicji PO – PSL. Polacy to wiedzą. Bez wgłębiania się w szczegóły każdy gołym okiem mógł zauważyć, że uzależnialiśmy się sami, ale też byliśmy uzależniani z zewnątrz i wszystkie te działania prowadziły do tego, żeby Polska nie mogła prowadzić samodzielnej polityki.

Natomiast w tej chwili prowadzimy samodzielną, suwerenną politykę – i to widać nie tylko po wizycie prezydenta Dudy w Stanach Zjednoczonych, ale też po reakcji Zachodu. Dla mnie zaskoczeniem było, że nawet niechętna Polsce Komisja Europejska czy niektóre struktury Unii Europejskiej przed wyborami do europarlamentu bardzo pochlebnie wyrażały się o Polsce, o polskiej gospodarce i jej perspektywach na przyszłość. I to pokazuje, że kłamstwa przegrywają z faktami.

Owszem, nasza samodzielność nie podoba się wielu, ale nie powinniśmy na to zwracać nadmiernie uwagi, bo ci ludzie, którzy wypowiadają nieprawdziwe opinie, nie zasługują na to, żeby się do ich ocen odnosić. Wyborcy pokazali ostatnio przy urnach, jakie jest ich zdanie. Mam nadzieję, że podobnie będzie jesienią, a im więcej takich bzdurnych wypowiedzi będzie z drugiej strony, tym wynik będzie jeszcze bardziej jednoznaczny niż w wyborach europejskich.  

Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy ważni dla Amerykanów, ale co powoduje taką troskę, do czego Polska jest potrzebna Trumpowi?

– Donald Trump wyrósł z biznesu, więc także politykę traktuje biznesowo i nie łudźmy się, że to, co robi, jest wyłącznie podyktowane sympatią do Polski, szacunkiem dla naszych dokonań w historii, gdzie w walce o wolność zaznaczyliśmy się złotymi zgłoskami dla wspólnoty międzynarodowej, w tym dla Stanów Zjednoczonych. Trump szuka możliwości rozwoju dla biznesu i gospodarki amerykańskiej, ale my również we współpracy z Amerykanami dostrzegamy interes i jeśli te interesy się wzajemnie przenikają, to bardzo dobrze.

Polska nie wyprodukuje samolotów klasy F-16 czy F-35 i jeśli ktoś stawia taką tezę, to zwyczajnie oszukuje. Owszem, kupujemy sprzęt wojskowy najwyższej klasy, ale zauważmy, że nasz przemysł zbrojeniowy również szybko się rozwija, dlatego z naszym sprzętem wychodzimy na rynki europejskie, ale też światowe. I to nie jest bez znaczenia. Tak czy inaczej Trump potrafi liczyć i np. jego poparcie dla inicjatywy Trójmorza wynika m.in. z tego, że dostrzegając braki w infrastrukturze dotyczące przesyłów np. gazu, widzi interes dla amerykańskich firm, które mogą wejść na ten obszar z wykonawstwem. Można się też spodziewać, że będzie robił wszystko, żeby zachęcać państwa Trójmorza do rozwijania się.

Ale Trump nie jest altruistą, liczy się u niego ekonomia, a jeśli druga strona na tym korzysta, to bardzo dobrze. Dbajmy zatem o to, żebyśmy na współpracy z Amerykanami solidnie zyskali. Zresztą już zyskujemy np. na bezpieczeństwie militarnym, bezpieczeństwie energetycznym, również zniesienie wiz jest kwestią najprawdopodobniej tygodni.  

Jak ocenia Pan kolejne etapy rozmów Andrzeja Dudy z amerykańskim biznesem?

– Prezydent Duda, jak wspomniałem, sprawuje swój urząd godnie, ale też skutecznie. Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych prezydentowi towarzyszy wiele osób, przedstawicieli różnych dziedzin życia gospodarczego, medycyny. Efektem jest podpisanie szeregu umów dwustronnych dotyczących nie tylko zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce, ale np. nowych technik medycznych, jak chociażby porozumienie podpisane w Teksasie dotyczące współpracy w zakresie leczenia raka, nowoczesnych technologii onkologicznych.

Mam nadzieję, że ta współpraca przełoży się na zdrowie Polaków. Optymizmem napawa też umowa dotycząca zwiększenia dostaw gazu LNG ze Stanów Zjednoczonych do Polski, i to po konkurencyjnych – dużo niższych cenach, od tego, który póki co dostarcza nam Rosja. Ważne są też spotkania prezydenta z przedstawicielami szeroko rozumianej dziedziny nowoczesnych technologii, internetu, telekomunikacji czy IT. W tym obszarze prezydent Duda spotyka się z m.in. szefami Google, YouTube i innych firm działających w sektorze IT, które inwestują w Polsce.

Myślę, że będzie to także owocować umowami między polskimi a amerykańskimi podmiotami. Prezydent Duda, jak to ma w zwyczaju, spotyka się także z przedstawicielami Polonii amerykańskiej, bo podtrzymywanie tych więzów zawsze uważał za bardzo istotne.

Co zachęca biznes amerykański do otwierania się na Polskę?

– Polska staje się coraz bardziej wiarygodnym i przewidywalnym partnerem, a w biznesie to bardzo ważne. Nasz wizerunek wzmacniają także oceny ekspertów i tak ostatnio brytyjski „Financial Times” napisał, że polska gospodarka uważana jest przez inwestorów za najbezpieczniejszą w Europie, co zachęca do inwestycji w naszym kraju. Polska jawi się zatem jako obszar stabilny, obszar o największym bezpieczeństwie inwestowania, nic zatem dziwnego, że sytuacji zagrożenia światowym kryzysem i niepewności związanej z brexitem inwestorzy przenoszą swoje interesy do Polski.

Zresztą Amerykanie mają dobrze rozeznany polski rynek, widzą, że nad Wisłą bezpiecznie mogą lokować swoje interesy, swoje inwestycje. Rysuje się zatem długa perspektywa współpracy militarnej, gospodarczej. Dlatego lepiej, żeby krytycy działań rządu Prawa i Sprawiedliwości i prezydenta Andrzeja Dudy zamilkli wobec faktów, bo te same mówią za siebie. Ale jest to efekt mądrej polityki rządu najpierw Beaty Szydło, a teraz Mateusza Morawieckiego.

Dziś nie jest tak jak za rządów koalicji PO – PSL, gdzie psychiatra był ministrem obrony narodowej i co się wówczas działo z tym resortem: jedna z największych katastrof w historii polskich Sił Powietrznych pod Mirosławcem, katastrofa w Smoleńsku czy wspomniany już wcześniej, na szczęście unieważniony, zakup francuskich caracali. Tak było, ale to już przeszłość, bo dzisiaj Polska ma znaczące sukcesy i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej.

  Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl