Panie Doktorze, czy dobiegającą końca wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych można określić jako sukces?
– Z całą pewnością można powiedzieć, że była to wizyta konkretna – jakich mało, jeśli weźmiemy wizyty polskich polityków za granicą, a także w drugą stronę – jeśli wziąć pod uwagę wizyty zagranicznych delegacji w Polsce. Podpisano szereg umów, memorandów w sprawie współpracy, ogłoszono wiele wspólnych polsko-amerykańskich planów.
Myślę, że strategia na integrację – jeszcze głębszą niż ta dotychczasowa – Polski ze światem Zachodu, ze strukturami euroatlantyckimi – to jest koncepcja, co do której właściwie panuje polityczny, ponadpartyjny konsensus w naszym kraju. Mało jest takich spraw, co do których zgadzamy się bez względu na codzienne spory. Oczywiście, różnie ta integracja może wyglądać, ale to już inna sprawa.
Jak wyglądają gospodarcze relacje polsko-amerykańskie, czy ta wizyta była dla nas korzystnym krokiem naprzód i czy Stany Zjednoczone są naszym strategicznym partnerem?
– W kontekście samej wizyty polskiej delegacji i stanu polsko-amerykańskich relacji, zwłaszcza relacji gospodarczych, warto przypomnieć, że jeśli Stany Zjednoczone mają być naszym strategicznym partnerem, to warto te sojusznicze relacje utrwalić i oprzeć na solidnym ekonomicznym fundamencie. Tyle że mamy z nim kłopot i trzeba to sobie jasno powiedzieć. Jest to kłopot wynikający z zaszłości historycznych – po pierwsze, a po drugie, z oczywistych względów położenia geograficznego, bo – jak wiemy – Polskę i Stany Zjednoczone dzieli odległość.
I tak, mimo że w roku 2018 padł rekord i wartość wymiany handlowej w obu kierunkach przekroczyła 50 miliardów złotych, ale jednocześnie warto podkreślić, że bardziej intensywną wymianę handlową mieliśmy z Czechami – krajem nieporównywalnie mniejszym od Stanów Zjednoczonych, nie wspominając już o Niemczech, gdzie według danych GUS za pierwsze cztery miesiące tego roku wymiana handlowa z tym krajem przekroczyła 160 mld zł. Czyli w okresie trzykrotnie krótszym ta wymiana była trzykrotnie większa niż z naszym amerykańskim partnerem. To pokazuje, że jest jeszcze pole do pogłębienia współpracy gospodarczej, szczególnie w dziedzianach, na których faktycznie słusznie skupił się prezydent Duda i towarzyszący mu licznie politycy i członkowie delegacji podczas wizyty za oceanem.
Te kluczowe obszary współpracy polsko-amerykańskiej to przede wszystkim energetyka i zbrojeniówka…
– To są ważne pola, z tym że jeszcze dodałbym tutaj współpracę w zakresie medycyny, a właściwie w dziedzinie technologii medycznych, gdzie Polska ma istotne zapóźnienia, podczas gdy Stany Zjednoczone mają istotną przewagę nad resztą świata. I tutaj z jednej strony – jako Polska – uzupełniamy jak gdyby nasze potrzeby, a ze strony amerykańskiej możliwości, które są, można by rzec, komplementarne. Stany Zjednoczone są potęgą militarną – zdecydowanie największą na świecie, Ameryka jest też potęgą technologiczną, jest ciągle największym światowym innowatorem, a tego Polsce, która wciąż jest imitatorem, bardzo brakuje.
Stany Zjednoczone w porównaniu z innych państwami są też o kilka lat do przodu, jeśli chodzi o technologie medyczne, natomiast my w Polsce kilka miesięcy temu stworzyliśmy narzędzie do absorpcji takich innowacji medycznych w postaci Agencji Badań Medycznych – zupełnie nowej agencji rządowej, która ma się zająć unowocześnieniem i poprawieniem efektywności leczenia Polaków, zwłaszcza leczenia onkologicznego. I tutaj współpraca polsko-amerykańska jest jak najbardziej wskazana.
Pamiętajmy też, że Stany Zjednoczone to także wielki rynek kapitałowy, a Polsce do rozwoju kapitałowego ciągle jeszcze brakuje, zwłaszcza rodzimego kapitału, dlatego zanim zbudujemy własny kapitał, musimy opierać się także na kapitale obcym. I dobrze, żeby jego źródła były zdywersyfikowane, aby też dopuścić do udziału w budowie polskiej gospodarki i polskiego wzrostu kapitał amerykański.
Czy dzisiaj wciąż możemy mówić o hegemonii Stanów Zjednoczonych w sferze gospodarczej, czy ten dystans się skraca?
– Często w rozważaniach gospodarczych, politycznych zwraca się uwagę na to, że Amerykanom depczą po piętach Chińczycy, w mniejszym stopniu inne kraje, zagrażając dominacji Stanów Zjednoczonych w wielu różnych sferach, w tym w sferze gospodarczej. Faktycznie dystans pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a resztą świata się zmniejsza, ale to nie znaczy, że pozycja Waszyngtonu w dającej się przewidzieć przyszłości jest zagrożona, bo tak nie jest.
Przykładem sprzed kilku dni na to, czego Polsce brakuje, a czego Stany Zjednoczone mają w obfitości, jest zestawienie 10 najwartościowszych marek firmowych na świecie pod względem marketingowym według BrandZ Global Top 100 w 2019 roku, spośród których osiem to są marki firm amerykańskich. Trzy pierwsze – Amazon, Google i Apple – to są firmy innowacyjne, bardzo zaawansowane technologicznie, przy czym firma Amazon powstała stosunkowo niedawno, bo w 1994 roku. Z tej dziesiątki dwie firmy nieamerykańskie to są firmy chińskie: Alibaba Group oraz Tencent.
Jednak biorąc pod uwagę proporcje 8:2, to jest ciągle gigantyczna przepaść na korzyść Amerykanów. Trzy pierwsze – nie firmy, ale marki firm amerykańskich – warte są blisko bilion dolarów. To jest kolejny przykład tego, że posiadanie rozpoznawalnych globalnie nazw, logotypów poszczególnych firm to jest droga, aby wydobyć się z roli podwykonawcy w globalnym łańcuchu powiązań gospodarczych. A niestety Polska w wyniku transformacji w taką rolę została wstawiona. Taka rolę pełnimy zwłaszcza w odniesieniu do gospodarki niemieckiej, gdzie jesteśmy podwykonawcą, gdzie jesteśmy zapleczem magazynowo- warsztatowym, ewentualnie zasobem tańszej siły roboczej dla niemieckich firm.
Jak się z tej roli wydobyć?
– Jeśli chcemy się z tej roli wydobyć, to musimy pójść w kierunku dywersyfikacji, w kierunku postawienia na wewnętrzne czynniki wzrostu oraz w kierunku budowy tego, o czym już powiedziałem, czyli czynników budowy kapitału, budowy własnych technologii, ale także budowy własnych marek.
Podczas wizyty prezydenta Dudy w Waszyngtonie podpisano też porozumienie dotyczące zwiększenia ilości kupowanego gazu ze Stanów Zjednoczonych. To chyba ważny krok w kierunku uniezależnienia się do dostaw z Rosji?
– Nie tylko gazu, ale też ropy naftowej, bo przecież PKN Orlen sprowadza coraz więcej ropy naftowej ze Stanów Zjednoczonych, co jest możliwe dzięki zmienionej tamtejszej rządowej polityce dotyczącej eksportu surowców energetycznych. Natomiast jeśli chodzi o gaz, to Polska wreszcie zaczyna stawać na własnych nogach dzięki zbudowanej infrastrukturze – mam na myśli Terminal LNG w Świnoujściu – która służy do przyjmowania i przesyłu gazu ziemnego z różnych kierunków, w tym z kierunku amerykańskiego.
Gazoport w Świnoujściu ma być jeszcze rozbudowywany w najbliższych latach – jest na to zgoda Komisji Europejskiej, a być może powstanie drugi w Zatoce Gdańskiej – specjalna pływająca stacja do przyjmowania i regazyfikacji LNG. Będziemy też budować Baltic Pipe, który ma przebiegać przez terytoria trzech krajów: Danii, Szwecji i Polski. I jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to Polska do 2022 roku już nie będzie zmuszona do podpisywania kolejnego, długoterminowego kontraktu jamalskiego, a już na pewno nie na tak niekorzystnych warunkach jak dotychczasowe.
Natomiast w perspektywie mamy szanse stać się gazowym hubem, bo będziemy w stanie przyjąć więcej gazu z różnych kierunków, a więc też w korzystniejszej cenie, który następnie będziemy mogli eksportować. Ponadto ten cały projekt, to połączenie systemowe, jeszcze bardziej wzmocni i zintegruje rynek gazu ziemnego w Europie.
Czy Pana zdaniem współpraca ze Stanami Zjednoczonymi, od których kupujemy gaz, sprzęt wojskowy itd., sprawia, że jesteśmy dla Waszyngtonu partnerem czy nawet przyjacielem, jak określił to prezydent Trump, czy tylko dobrym klientem robiącym spore zakupy i dającym zarobić, i to dobrze?
– W stosunkach międzynarodowych, co do zasady nie tylko w relacjach polsko-amerykańskich, trzeba przede wszystkim wyzbyć się naiwności i na co dzień zachowywać się możliwie niezależnie, asertywnie. Te relacje buduje się w dłuższej perspektywie, przyzwyczaja się partnera, drugą stronę do tego, jak ma nas traktować. Przy czym druga strona – partner amerykański czy jakikolwiek inny – będzie nas traktować tak, jak sobie na to pozwolimy.
Natomiast oprócz taktyczno-politycznej strony jest jeszcze rzecz ważniejsza – mianowicie w najpopularniejszej – ciągle jeszcze aktualnej typologii cywilizacji dokonanej przez Samuela Huntingtona, cywilizacja zachodnia dzieli się na trzy dominujące na świecie obszary: Amerykę Północną, Europę Zachodnią, w tym Polskę, oraz Australię z Nową Zelandią. Przy czym ten trzeci obszar pełni rolę marginalną.
Natomiast dwa pierwsze – jeśli cywilizacja zachodnia ma dalej trwać i zajmować swoje istotne miejsce na świecie – powinny ze sobą ściśle współpracować i to jest coś, na czym nam wszystkim też powinno zależeć. Czyli współpraca polsko-amerykańska ma wymiar głębszy – moim zdaniem – niż tylko bieżący, niż tylko wymiar czysto ekonomiczny, nawet polityczny, ale ma wymiar wręcz cywilizacyjny, aksjologiczny, po prostu bardzo głęboki.

