logo
logo

Zdjęcie: Jakub Szestowicki/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Flickr

To był trudny rok dla polskiej edukacji

Środa, 19 czerwca 2019 (14:35)

Z Krystyną Wróblewską, posłem Prawa i Sprawiedliwości, byłą dyrektor Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zakończył się rok szkolny 2018/2019. Jaki to był rok dla polskiej oświaty?

– To był rok niezmiernie ciekawy, w którym mieliśmy dużą dynamikę wydarzeń. Zmiany podstaw programowych, zmiany strukturalne, w tej chwili kończy się bardzo ważny etap edukacji gimnazjalnej i zostaje już tylko szkoła ośmioklasowa. Można zatem powiedzieć, że mamy ciekawe zmiany zarówno z punktu widzenia organizacyjnego, jak i  z punktu widzenia podstaw programowych. Z drugiej strony mieliśmy sytuację nieprzewidywalną, niespotykaną dotychczas w polskiej oświacie – mianowicie strajk nauczycieli, co postawiło rodziców, nauczycieli, kuratoria i resort oświaty w bardzo nietypowej sytuacji.

Tym bardziej że strajk w oświacie rozpoczął się w obliczu egzaminów zewnętrznych, egzaminów ośmioklasisty, egzaminów gimnazjalnych czy matury. Można zatem powiedzieć, że mijający rok szkolny był rokiem zmian, a z drugiej strony ogromne przedsięwzięcie, żeby egzaminy się odbyły. Dlatego był to trudny rok dla polskiej edukacji, ale rok zakończony sukcesem. Młodzież dzisiaj rozpoczyna wakacje, młodzież składa dokumenty do swojej wymarzonej szkoły, został zażegnany strajk nauczycieli, przed uczniami wakacje, a przed polską edukacją nowe wyzwania.

Mówi Pani, że młodzież składa dokumenty do wymarzonych szkół, a opozycja totalna twierdzi, że absolwenci gimnazjów i podstawówek będą mieli problemy, że zabraknie miejsc w szkołach licealnych…

– Po pierwsze, samorządy miały czas, żeby przygotować szkoły do nowego roku szkolnego. Po drugie, nie jest tak, że w całej Polsce będzie problem z miejscami w szkołach. Każdy samorząd radzi sobie, jak może, jest życzliwy w stosunku do uczniów i przygotowuje miejsca w szkole. Ręczę panu redaktorowi, że miejsce w szkole znajdzie każdy uczeń, ale jednocześnie chciałabym zwrócić uwagę, że wprowadzamy nowe typy szkół – szkoły branżowe, dlatego warto zwrócić uwagę, że wbrew obowiązującym modom nie każdy absolwent szkoły podstawowej czy gimnazjum musi iść do liceum, więc warto byłoby również zastanowić się, czy nie wybrać innej drogi życiowej, jaką jest np. szkoła branżowa.  

W Polsce czas, aby pojawiła się moda na to, żeby młody człowiek otrzymał konkretny zawód. Wiemy przecież, że brakuje nam fachowców, a jeśli już są, to albo wyjeżdżają za granicę, albo na miejscu w Polsce zarabiają wcale niemałe pieniądze. Myślę, że przed polską edukacją są zmiany w szkolnictwie zawodowym i my powoli, w trudach to szkolnictwo zawodowe zmieniamy.

W jaki sposób?         

– Jest ścisła współpraca z pracodawcami, u których młody człowiek będzie miał praktyki, a jak się wykaże, będzie miał szansę na zatrudnienie. Tak czy inaczej wydaje mi się, że polska szkoła jest przed dużymi zmianami, co więcej, polska szkoła jest w okresie permanentnej zmiany, bo zmiana jest wpisana w życie każdego człowieka.

Wracając do meritum, z pewnością będą szkoły, gdzie będzie ciężko z miejscami, jak np. w szkołach podlegających samorządowi Warszawy. Ale to nie jest problem nowy, bo w Warszawie zawsze było trudno z dostaniem się do szkoły i prezydent Trzaskowski, mając tego świadomość, głośno krzyczy. Natomiast w moim rodzinnym Rzeszowie prezydent przygotował miejsca tam, gdzie były gimnazja, przygotował również miejsca w szkołach dla młodzieży ponadgimnazjalnej. To pokazuje, że samorządy są przygotowane, a będą także szkoły, gdzie będą puste miejsca. Z danych kuratoriów, jakie posiadam, wynika, że nie powinno być problemów.

Za nami kolejna, czwarta tura rozmów przy okrągłym stole edukacyjnym. Co udało się załatwić, ustalić dotychczas?

– Zacznę od tego, że przy okrągłym stole edukacyjnym nie było nauczycielskiej „Solidarności”, nie było też ZNP, a zatem związki zawodowe nie stawiły się, aby podjąć rozmowy. Natomiast w tej turze rozmów przy stole zasiedli nauczyciele, rodzice, uczniowie, organizacje zajmujące się oświatą, przedstawiciele uczelni wyższych, także przedstawiciele ministerstw, i wszyscy zastanawiali się nad tym, jakiej zmiany dokonać jeszcze w polskiej szkole, żeby to uczeń był priorytetem.

Nic zatem dziwnego, że w tej turze ważną rolę odgrywali uczniowie, którzy sami dzielili się swoimi spostrzeżeniami i mówili, jakich zmian oczekiwaliby, jak oni widzieliby szkołę. Myślę, że minister Dariusz Piontkowski – nowy szef resortu oświaty – po zapoznaniu się ze wszystkimi problemami i uwagami podejmie stosowne decyzje. Warto też dodać, że nigdy wcześniej w jednym roku nauczyciele nie otrzymali tak dużej podwyżki zarobków 9,6 proc. Podstawowa pensja nauczyciela stażysty będzie wynosiła 3338 złotych brutto, nauczyciel kontraktowy będzie zarabiał 3705 złotych, nauczyciel mianowany 4806 złotych, a nauczyciel dyplomowany 6141 złotych.

Mówił o tym premier Mateusz Morawiecki, który podkreślał, że cały czas toczą się rozmowy na temat płac nauczycieli, a więc jak zrobić, żeby w przyszłości nauczyciele zarabiali jeszcze więcej. Będzie też dodatek trzystu złotych za wychowawstwo, co oznacza, że rząd docenia pracę nauczycieli także jako wychowawców. Do tej pory były samorządy, które za wychowawstwo wypłacały dodatek, np. 50 złotych, inne 150 złotych, a były też takie, które dawały 300 złotych, ale tych było niewiele. Będzie też dodatek tysiąca złotych na zagospodarowanie dla młodego nauczyciela, który podejmuje pracę. Obecny rząd nie zostawia nauczycieli bez podwyżek.

To jednak nie koniec podwyższania płac nauczycielom?

– W przyszłości – od stycznia 2020 roku – będziemy znów rozmawiać z nauczycielami na temat kolejnych podwyżek. To pokazuje, że rząd docenia rolę nauczyciela, pedagoga, ale też wymaga od nauczycieli. Przy okazji chcę podziękować dyrektorom szkół, że w minionym roku mimo wielu problemów dali radę, że w niewielu szkołach dyrektor musiał skorzystać z prawa i sam klasyfikować uczniów. Podziękowania należą się też nauczycielom, którzy nie strajkowali, ale zostali ze swoimi uczniami, a tych była zdecydowana większość. Dziękuję księżom, siostrom zakonnym, katechetom, którzy byli zaangażowani w egzaminy, dziękuję za to, że młodzież dzisiaj może rozpocząć wakacje. Tak czy inaczej rok szkolny skończył się korzystnie.                 

Podwyżki nauczycieli jednak nie spełniają oczekiwań ZNP i wygląda na to, że po wakacjach czeka nas kolejna fala protestów…

– My też to słyszymy, dlatego proszę nauczycieli, żeby – zanim podejmą decyzje o akcji strajkowej – dobrze się zastanowili, czy warto – kolejny raz – dać się wpuszczać w kanał polityczny. Na przykład dzisiaj na Podkarpaciu szef ZNP mówi, że w tym województwie raczej strajku nauczycieli nie będzie. Takie są nagłówki gazet, gdzie mówi się, że nauczyciele raczej nie podejmą strajku jesienią. Dlatego że nauczyciel na niedawnym strajku – w zależności od tego, ile strajkował – stracił od 1500 do 2000 złotych. Efekt jest taki, że zgodnie z obowiązującym prawem dyrektorzy nie mogą nauczycielom zapłacić za strajk. To pokazuje, że nauczyciele byli oszukiwani przez organizatorów, którzy zapewniali, że za strajk otrzymają zapłatę, bo takiej możliwości nie ma.

Część dyrektorów chce zrekompensować nauczycielom straty, wypłacając im nagrody…    

– Jak można wypłacić nauczycielom nagrody czy większy dodatek motywacyjny za to, że strajkowali? I czy to oznacza, że ci, którzy nie strajkowali i ciężko w tym czasie pracowali, takiej nagrody nie dostaną? Czy to w porządku?

Wracając jeszcze do okrągłego stołu edukacyjnego, jaka w systemie edukacji powinna być rola rodziców, którzy chcą być bardziej aktywni – zwłaszcza gdy do szkół zaczynają wchodzić tzw. edukatorzy?

– Bardzo się cieszę, że widząc, co się dzieje w Warszawie, gdzie prezydent Trzaskowski podpisał Kartę LGBT+, wielu dyrektorów szkół dostrzega, że nie tędy droga. W polskiej szkole mamy przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, przedmiot, na który może uczęszczać każde dziecko, dlatego nie jest prawdą, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej, bo jest, i to na wysokim poziomie.

Przedmiot wychowanie do życia w rodzinie to jest właściwa podstawa programowa, to są wykształceni nauczyciele, którzy są do tego odpowiednio przygotowani. Natomiast jeśli samorządy kupują różne programy i tzw. seksedukatorzy LGBT pod pretekstem programów profilaktycznych wchodzą do szkoły, to rodzice, jeśli to widzą, powinni natychmiast zgłaszać ten fakt do kuratorium oświaty, a kuratorium, które ma określone kompetencje, przyśle kontrolę.

Chodzi o to, że programy, które są niezgodne z podstawą programową, nie powinny być w ogóle w szkole. Jeśli tak się dzieje, to są to nadużycia samorządów. Dlatego też wcześniej minister Anna Zalewska, a teraz minister Dariusz Piontkowski uważają, że rodzice powinni się angażować i jeżeli widzą, że w szkole dzieje się nie tak, jak powinno, to muszą to zgłaszać dyrektorowi szkoły, że się z tym nie zgadzają, bądź do kuratorium oświaty.

A zatem szkoła ma być zamknięta dla seksedukatorów?

– Naturalnie. Do szkoły nie wolno wpuszczać niesprawdzonych osób, niesprawdzonych fundacji czy stowarzyszeń, bo może to być otwarcie furtki do deprawacji naszych dzieci. Żeby była świadomość zagrożeń, potrzebna jest właściwa pedagogizacja rodziców, którzy czasem nie mają świadomości, co tak naprawdę dzieje się w szkole, gdzie uczą się ich dzieci. Jeśli zatem czują zagrożenie, muszą to zgłaszać.

Szkoła to nauczyciel, uczeń, rodzic i całe środowisko, zarówno przedstawiciele wyższych uczelni, stowarzyszeń, jak i fundacji. To pokazuje, że polska szkoła jest otwarta na środowisko, ale to otwarcie musi być mądre, a dyrekcja, która jest odpowiedzialna za szkołę, musi być swoistym katalizatorem, który nie dopuści tego, co niewłaściwe, szkodliwe. Organem kontrolnym i pomocnym szkole są kuratoria oświaty.

  Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl