Jak należy tłumaczyć wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który uznał, że wycofane przepisy polskiego prawa w sprawie obniżenia wieku przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego są sprzeczne z unijnym prawem?
– Ten wyrok należy tłumaczyć wyłącznie jako rozstrzygnięcie polityczne. Przypomnę, że w momencie, kiedy zostało wydane postanowienie zabezpieczające, Polska uznała – akurat w tym zakresie – argumenty zarówno Komisji Europejskiej, jak też Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawarte w tym postanowieniu. Polska doprowadziła do nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, na mocy której wiek przejścia w stan spoczynku sędziów tego sądu został obniżony do 65 lat. Polska wycofała się z zapisów, które były objęte skargą dotyczącą właśnie przepisów o wieku emerytalnym. Tym samym to dochodzenie stało się bezprzedmiotowe i całe postępowanie powinno zostać umorzone. Niestety, okazuje się, że – tak jak to ujął Frans Timmermans – tak naprawdę nie chodzi o zamknięcie procedury art. 7 Traktatu o UE, która toczy się przeciwko Polsce w zakresie badania praworządności, ale chodzi o to, żeby ta procedura trwała jak najdłużej. Podobnie wszelkie postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu – wydaje się, że są prowadzone dokładnie po to, żeby wykazać, iż obecnie rządzący Polską naruszają zasady obowiązujące w Unii Europejskiej.
Jaką wagę ma orzeczenie unijnego Trybunału?
– Myślę, że wobec powyższego to orzeczenie nie ma żadnej wagi, bo nawet nie daje żadnych argumentów opozycji do atakowania rządu. Przepisy zostały już wcześniej zmienione. Można byłoby podejrzewać, gdyby nie był to sąd niezależny – a zakładamy, że TSUE jest sądem niezależnym – że chodzi o jakieś obstrukcyjne działanie, o próbę upokorzenia Polski. Przecież cały czas stoimy na stanowisku, że sprawy dotyczące czy to organizacji pracy sądów, czy kwestii wieku emerytalnego w poszczególnych państwach członkowskich UE są wewnętrznymi sprawami tych państw. W tym sensie wyrok Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu ma charakter precedensowy, bo wygląda na to, że umowa stowarzyszeniowa, traktaty swoją drogą, a rozstrzygnięcia w Trybunale tworzą zupełnie nieoczekiwane precedensy.
Wyrok odczytał były prezes Trybunału Konstytucyjnego, sędzia TSUE Marek Safjan.
– To tym bardziej pokazuje, że mamy do czynienia ze sporem politycznym. Jest to w tej chwili coraz słabsze, ale ciągle jednak mamy do czynienia z działaniem instytucji europejskich przeciwko obecnej większości, przeciwko Zjednoczonej Prawicy w Polsce, a my – przypomnę – wyłamujemy się z głównego europejskiego nurtu. Myślę, że dużą niezręcznością ze strony organów unijnych, w tym wypadku TSUE, był fakt, że wyrok był odczytany przez przeciwnika tej reformy, reformy niezbędnej dla sądownictwa w Polsce. Myślę, że przynajmniej w tym momencie można było zachować pozory, a wygląda na to, że nawet w takiej instytucji jak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej trudno o takie gesty.
Czy Europa traci rozsądek?
– To dobre pytanie… Uczestniczę właśnie w posiedzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. Wczoraj było ono zdominowane przez kwestię przywrócenia Rosji prawa głosu w tymże zgromadzeniu. Przypomnę tylko, że taką karę nałożono na Rosję w kwietniu 2014 r. po agresji na Ukrainę. Wykluczenie Rosji z tego grona jest zaledwie minimalną dolegliwością. W odwecie Rosja przestała w 2016 r. uczestniczyć w posiedzeniach Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, a rok później przestała płacić składki członkowskie. Ponadto zagroziła całkowitym wycofaniem się z Rady. Teraz większość przedstawicieli delegowanych do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy opowiedziała się za przywróceniem Rosji prawa głosu, a zatem zdjęto karę, nie zobowiązując Rosji do jakichkolwiek działań naprawczych, co w mojej ocenie jest zupełnie niezrozumiałe i dodatkowo osłabia tę instytucję.
O czym świadczą te ustępstwa wobec Moskwy, ale też w ogóle trend przejawiający się w odchodzeniu od pewnych zasad?
– To tylko świadczy o tym, że w Europie już dawno nie chodzi o wartości, zasady, a dominują układy, idzie o interesy Niemiec i Francji. To pokazuje chociażby stosunek Unii Europejskiej do projektu Nord Stream 1, a teraz Nord Stream 2 – realizowanego przez Niemcy i Rosję, który de facto zagraża bezpieczeństwu energetycznemu nie tylko Polski, ale również innych państw unijnych. Natomiast w przypadku ewidentnego pogwałcenia przez nie zasad obowiązujących w Unii Europejskiej i w ogóle w Europie, w obliczu agresji Rosji na Ukrainę i aneksji Krymu wydaje się, że dopóki Rosja nie wycofa się ze swoich agresorskich działań, nie powinna być w ogóle w jakiejkolwiek organizacji europejskiej.
Liderzy unijni wciąż nie dostrzegają zagrożenia ze strony Rosji?
– Elity europejskie już dawno nie dostrzegają wielu zagrożeń, czego przykładem jest polityka migracyjna. Polityka zupełnie bezrefleksyjna i szkodliwa, która wywołała potężny kryzys w Europie. Również jeśli chodzi o relacje z Moskwą, to wygląda na to, że mamy do czynienia z uleganiem naciskom rosyjskiej dyplomacji. Jest to też spojrzenie na politykę Rosji wyłącznie z punktu widzenia partykularnych interesów niemieckich, francuskich czy też innych państw, które są zainteresowane dobrymi relacjami z Putinem i prowadzeniem intratnych przedsięwzięć z Moskwą.
Dziękuję za rozmowę.

