Panie Profesorze, trwa spór o Westerplatte, na czym tracimy wszyscy jako Naród.
– Westerplatte to bardzo szczególne miejsce, to skrawek Rzeczypospolitej w ramach wielkiego Wolnego Miasta Gdańska. To była strażnica, która miała chronić interesy Rzeczypospolitej w tym tworze politycznym, jakim było Wolne Miasto Gdańsk. Jednocześnie Westerplatte to jest miejsce ataku wojsk niemieckich, a właściwie wojsk gdańskich, co należy podkreślić, antypolsko nastawionych, 1 września 1939 roku o świcie. Westerplatte jest symbolem polskiej wytrwałości. Załoga miała się bronić kilka godzin, a obrona Westerplatte miała być tylko odporem na działania Korpusu Interwencyjnego, który miał ruszyć na Gdańsk. To zostało później zmienione w planach sztabu polskiego, ale dyspozycje dla załogi Wojskowej Składnicy Tranzytowej pozostały. Załoga Westerplatte broniła się siedem dni i to był bohaterski wyczyn, a postawa żołnierzy symbolem męstwa, heroizmu. Obrona Westerplatte wpisuje się w nasze dzieje jako Narodu. Dochodzi tu jeszcze jeden jakże ważny czynnik, mianowicie obecność na Westerplatte Jana Pawła II 12 czerwca 1987 roku. I ważne słowa, jakie wówczas wypowiedział Ojciec Święty, zwracając się do młodych, że każdy znajduje w życiu swoje własne „Westerplatte”, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, lub obowiązek, od którego nie można się uchylić, nie można zdezerterować. To jest przesłanie moralne, a Westerplatte jawi się w tych papieskich słowach jako zespół wartości, które każdy ma obowiązek realizować. Jest zatem historyczny, militarny aspekt heroizmu polskiego i drugi wątek Westerplatte jako pewien czynnik moralny, który każdego Polaka zobowiązuje do życia zgodnie z wartościami.
I dzisiaj naprzeciwko tego symbolu staje samorząd Gdańska…
– Gdański samorząd staje w kontrze wobec tego wielkiego dziedzictwa, jakie niesie Westerplatte. Dzisiaj toczy się walka między tym, co było polskie, a tym, co jest antypolskie.
Kiedy Pan Profesor był ostatni raz na Westerplatte?
– Na Westerplatte ostatni raz byłem bodajże dwa lata temu, kiedy oglądałem jeszcze zarysy willi odkryte przez archeologów, którzy zostali wypędzeni przez gdański samorząd. Warto bowiem przypomnieć, że od 2015 r. przez trzy sezony na Westerplatte były prowadzone badania archeologiczne, podczas których wydobyto kilkadziesiąt tysięcy artefaktów, przy czym zbadano zaledwie kilka procent tego terenu. Nic zatem dziwnego, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego domaga się od władz Gdańska przywrócenia zgody na prowadzenie badań archeologicznych na terenie Westerplatte.
Czy tak, jak widzimy to dzisiaj, powinno wyglądać miejsce pamięci narodowej?
– To jak dzisiaj wygląda Westerplatte, to jest hańba dla samorządu gdańskiego. Czas najwyższy, żeby nad tym miejscem, które jest bardzo ważnym znakiem w historii Polski, które jest stemplem polskości i polskiej ofiarności, państwo polskie roztoczyło należytą pieczę. Dobrze, że tym zajął się obecny polski rząd. Mam nadzieję, że w związku z podjętymi działaniami Westerplatte nareszcie wróci do swojej roli historycznej i swoistego przewodnictwa w odradzaniu moralnym Narodu – tak jak zarysował to w tym miejscu, w czerwcu 1987 roku św. Jan Paweł II.
Prezydent Aleksandra Dulkiewicz nieco zmienia retorykę i mówi, że tereny miasta Gdańska mogą być wniesione do nowo powstającej placówki muzealnej, aby służyć godnemu upamiętnieniu Westerplatte. Tyle że w zamian chce mieć wpływ nie tylko na muzeum, ale też na to, co dzieje się na Westerplatte. Co więcej, chce wycofania projektu specustawy, nad którą pracuje Sejm…
– Ustawa, która ma usprawnić budowę Muzeum Westerplatte i Wojny Obronnej 1939 w Gdańsku, jest bardzo potrzebna. Co więcej, jest ona wynikiem czy odpowiedzią na postawę gdańskiego samorządu. To, co niedawno słyszeliśmy z ust wiceprezydenta Gdańska Piotra Grzelaka o złym słowie Polaka przeciwko innemu narodowi, którym Europa została podzielona, i to, co słyszymy dzisiaj od prezydent Aleksandry Dulkiewicz, to wszystko świadczy, że kostium Wolnego Miasta Gdańska jest ciągle naciągany.
Jak skomentować wpis na Twitterze, w którym prezydent Gdańska wspomina rocznicę wybuchu II wojny światowej, która – jak pisze – „przyniosła reżim i zniewolenie”, ale też początek „przemian demokratycznych w Polsce”. Tyle że nie ma tu ani słowa o Niemcach jako sprawcach II wojny światowej?
– W takich twierdzeniach nie ma racji ani historycznych, ani logicznych. Proszę pamiętać, że polskie władze dopiero teraz podjęły sprawę, ale wcześniej nie dostrzegły, że na uchodźstwie niemieckim istnieje alternatywny rząd Wolnego Miasta Gdańska, który jest sowicie opłacany z funduszu Niemieckiej Republiki Federalnej. I to jest bardzo istotny problem, bo nie można tolerować, aby będący w Unii Europejskiej Niemcy mogły wykonywać wrogie gesty wobec sojuszniczego państwa. Jest to niezrozumiałe, zwłaszcza że obowiązują traktaty międzynarodowe, stąd takie działania są absolutnie niedopuszczalne. Ale takie przykłady można by mnożyć.
Co w tej sytuacji powinny zrobić polskie władze?
– Nie jeden już król walczył z Gdańskiem, armaty Rzeczypospolitej były wycelowane w mury obronne miasta – skądinąd solidne, ale ostatecznie dochodziło do porozumienia i Gdańsk okazał się perłą Rzeczypospolitej. Mam nadzieję, że dzisiaj też okaże się perłą Polski, aczkolwiek za grosz nie mam zaufania do obecnych władz tego miasta. Gdańszczanie zawsze byli ludźmi racjonalnymi, wprawdzie pierwszym ich wyzwaniem był handel i z handlu zrobili swój największy interes, na handlu się wzbogacali, ale nie przehandlują tych wartości, które historycznie świadczą o polskości tego miasta, jego roli w ramach Rzeczypospolitej, służby Polaków na Westerplatte, w Gdyni, w 1939 roku przy obronie Helu czy Kępy Oksywskiej i tej tradycji będą pilnować i ją kultywować, służąc wiernie Rzeczypospolitej. Lwy Gdańskie w herbie z krzyżackimi krzyżami mają polską koronę i one patrzą z utęsknieniem, aby Korona o nich pamiętała. Warszawa dzisiaj – mam nadzieję – pamięta o roli Gdańska, o roli Westerplatte i czyni go znakiem polskości. Mam też nadzieję, że jakieś resztki sumienia w gdańskim samorządzie się obudzą.

