logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Więcej czasu dla ucznia

Niedziela, 30 czerwca 2019 (23:03)

Z Krystyną Wróblewską, posłem Prawa i Sprawiedliwości, byłą dyrektor Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrała Pani inicjatywę Ministerstwa Edukacji Narodowej, które proponuje nową formułę rozmów z oświatowymi związkami zawodowymi?

– Mogę tylko potwierdzić, że jest to krok w dobrą stronę. Dialog zawsze jest lepszy niż wychodzenie na barykady. Minister Dariusz Piontkowski pokazał, że chce rozmawiać, że jest otwarty na dialog, i wskazuje, że edukacja powinna być ponad podziałami partyjnymi. Stanisław Kłak, szef ZNP na Podkarpaciu, powiedział wprost – i jest to opublikowane w lokalnej prasie – że według niego po wakacjach nie powinno już dojść do żadnego strajku, bo strajk w edukacji niczemu nie służy. I trudno się z tym nie zgodzić, bo fakty są takie, że po wiosennych protestach mamy mnóstwo niezadowolonej młodzieży, której z uwagi na strajk nauczycieli zabrakło czasu, aby poprawić swoje oceny. Ponadto młodzież – zwłaszcza maturalna – została pozbawiona dodatkowych spotkań i zajęć ze swoimi nauczycielami. Można zatem powiedzieć, że ten strajk negatywnie odbił się na naszej młodzieży. Dlatego dialog jest ważny.

Po raz pierwszy od dawna prezes ZNP Sławomir Broniarz mówi, że z rozmów jest zadowolony. Widzi bowiem różnicę między tym, co prezentowała minister Anna Zalewska, a tym, co teraz robi minister Dariusz Piontkowski. Czy ze strony szefa ZNP przystąpienie do rozmów to jest przejaw dobrej woli, czy może konieczność podyktowana świadomością, że jesienny strajk może mu po prostu nie wypalić?

– Minister Dariusz Piontkowski, kiedy obejmował stanowisko, powiedział, że będzie kontynuował reformy rozpoczęte przez minister Zalewską. Strajk nauczycieli był – w mojej ocenie – typowym strajkiem politycznym. Nic się nie zmieniło od czasu, kiedy zostało wynegocjowane przez NSZZ „Solidarność” porozumienie między rządem a oświatową „S”. Natomiast prezes Broniarz zmienia front, bo zobaczył, że ZNP na strajku nauczycieli przegrało. Nauczyciele są niezadowoleni, pensje, jakie otrzymali za okres strajku, są dużo mniejsze, a tak naprawdę – jeśli chodzi o podwyższenie płac – to otrzymują to, co zapowiedziało Prawo i Sprawiedliwość. 

Może też zmiana na stanowisku szefa MEN jest okazją dla obu stron, aby rozpocząć niejako nowy rozdział w relacjach?

– Z pewnością nowemu ministrowi należy dać czas, żeby pokazał, jaki ma plan. Wydaje mi się, że min. Dariusz Piontkowski jest osobą doskonale przygotowaną do pełnienia tej funkcji, a zarazem jest ostoją spokoju i to sprawia, że rozmowy ze stroną społeczną mogą być łatwiejsze. Dla dobra polskiej oświaty związki zawodowe powinny się dogadać, bo jest szansa, żeby ruszyć do przodu, bo do nadrobienia w polskiej edukacji jest bardzo dużo.

Przed nami rok szkolny i ze strony opozycji pojawiają się głosy, że po reformie już we wrześniu zabraknie miejsc w szkołach. 

– Trzeba zdementować pewne nieprawdziwe informacje, jestem przekonana, że czarny sen ZNP się nie sprawdzi, ponieważ zgodnie z wyliczeniami każdy uczeń znajdzie miejsce w szkołach średnich. W całej Polsce jest przygotowanych ponad sto tysięcy miejsc więcej dla absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych. Nie braknie również środków finansowych na podwyżki dla nauczycieli, a samorządy, które krzyczą, że nie mają pieniędzy, tak naprawdę mają właściwie zabezpieczone finanse. Można zatem powiedzieć, że ten nowy etap reformy jest realizowany.

Skoro samorządy mają zabezpieczone odpowiednie środki, to skąd ten cały krzyk niektórych samorządów?

– Myślę, że warto uważnie przeanalizować, jak samorządy wydają środki z subwencji oświatowej. Samorządy mają też własne zadania związane z edukacją. Subwencja jest przeznaczona tylko na część działań edukacyjnych, m.in. zabezpiecza płace nauczycieli, natomiast część zadań samorządy mają wykonać samodzielnie. Budżet samorządu w bardzo dużej części to są zadania edukacyjne i wszystko zależy od tego, jak samorządy przygotują sieć szkół, jak wyposażą te placówki. Mamy takie samorządy, które przeznaczają dużo więcej środków na edukację, bo chcą mieć świetnie wyposażone szkoły, chcą mieć wysoki poziom, więc o to dbają. Ale są też samorządy, które na te cele przeznaczają mniej pieniędzy. Zatem każdy samorząd sam sobie te sprawy reguluje. Przy okazji warto wspomnieć o dodatkowych środkach, jakie otrzymały samorządy. Twarde dane są następujące: w 2018 roku samorządy otrzymały dodatkowo 148 milionów złotych, w 2019 roku było to 243 dodatkowe miliony złotych, ponadto w 2017 roku samorządy otrzymały 313 milionów złotych na wyposażenie pracowni, na zakup krzeseł, ławeczek, na modernizację toalet, czyli na dostosowanie swoich placówek do reformy. Są to pieniądze ekstra, jakie samorządy otrzymały zgodnie z reformą.

Jakie jeszcze pieniądze mogą trafiać i trafiają do polskich szkół?

– Inne ważne programy, które są realizowane, które trafiają do polskich szkół, to jest np. rządowy program „Dobry start”, na który przeznaczyliśmy 1 miliard 44 miliony złotych subwencji na sześciolatka, 1,6 miliarda złotych na program „Aktywna tablica”, który ma na celu wymianę przestarzałego sprzętu w placówkach oświatowych na nowy, dzięki któremu mamy świetnie wyposażone szkoły w tablice interaktywne. Kolejne dodatkowe 270 milionów złotych to pieniądze na realizację programu „Posiłek w szkole i w domu”, z kolei 1,3 miliarda złotych poszło na szerokopasmowy internet w szkołach, a 320 milionów złotych przeznaczyliśmy na pracownie do przedmiotów przyrodniczych, zaś na zakup książek do szkolnych bibliotek 150 milionów złotych, natomiast na bezpłatne e-zasoby i e-materiały 300 milionów złotych, a na darmowe podręczniki poszło ponad 400 milionów złotych. Ponadto  za rządów PiS nauczyciele otrzymali podwyżki płac w wysokości 16,1 proc., podczas gdy rząd koalicji PO – PSL w latach 2014-2015 nie przeznaczył dla nauczycieli ani grosza. Natomiast, gdy objęliśmy rządy, tylko w 2017 roku na podwyżki płac dla nauczycieli zostało wydane pół miliarda złotych, w 2018 roku 1,4 miliarda złotych, a w roku 2019 3,1 miliarda złotych. Łącznie w latach 2017-2020 na podwyższenie pensji nauczycielskich pójdzie 6,3 miliarda złotych. Czyli tak naprawdę pieniądze, jakie przeznaczył rząd PiS dla nauczycieli, są znaczące i żadna tak duża grupa zawodowa nie otrzymała tak wysokich podwyżek.

Zdania, czy to dużo, czy mało są podzielone…   

– Nie mówię, że to jest dużo, bo sama jestem nauczycielem i wiem, że polski nauczyciel powinien dobrze zarabiać, ale z drugiej strony trzeba powiedzieć, że oprócz tego nauczyciele korzystają z różnych innych programów społecznych jak „500+”, program „Wyprawka szkolna”, program „300+” czy z innych programów np. obniżających podatki. Można zatem powiedzieć, że nowy rok szkolny 2019/2020 powinien rozpocząć się może jeszcze nie bardzo dobrze, ale dobrze dla nauczycieli, ponieważ rozpoczną pracę z nowymi podwyżkami płac. Każdy chciałby zarabiać więcej, ale od razu nie da się spełnić życzeń wszystkich grup społecznych.

Czy strajk, a właściwie na ile strajk podważył autorytet nauczyciela? 

– Nauczyciel to zawód zaufania publicznego, nauczyciel to misja i jest mi przykro, że pewna grupa nauczycieli, bo przecież nie wszyscy, zawiedli zaufanie do zawodu nauczyciela. Osobiście bardzo nad tym ubolewam. Na początku strajku rodzice nawet się solidaryzowali z nauczycielami, ale do pewnego momentu. Wszystkim się wydawało, że strajk będzie trwał krótko – dzień, dwa i że rząd się ugnie, ale im dłużej ten protest trwał, to budziło to uzasadniony niepokój rodziców, którzy zaczęli się martwić o swoje dzieci. Negatywne oceny nauczycieli były więc na porządku dziennym. Było to widoczne szczególnie na wsi, gdzie nauczyciel jest jednym z lepiej zarabiających, i tam niezadowolenie ludzi było bardzo widoczne. W momencie, kiedy nauczyciele zaczęli się zachowywać niegodnie, to budziło niezadowolenie wszystkich racjonalnie myślących ludzi. Jaki bowiem przykład otrzymali uczniowie od swoich nauczycieli śpiewających piosenki, nagrywających różne filmiki. I to – jak sądzę – obnażyło cały ten strajk. To przykre, ale jako nauczyciele nie daliśmy młodym dobrego przykładu. Tak jak nie toleruję, kiedy pielęgniarki czy lekarze odchodzą od łóżka pacjentów, a tak też się zdarzało, tak nie podoba mi się, kiedy nauczyciel odchodzi od tablicy, szczególnie podczas egzaminów, kiedy uczniowie bardzo go potrzebują. Szkoda, że tak się stało, ale miejmy nadzieję, że nowy szef resortu oświaty dogada się ze związkami zawodowymi, że przyjmiemy wspólny front. Ufam, że zadbamy o to, żeby rozwijało się szkolnictwo zawodowe, bo to zawsze mi leżało i leży na sercu, ponieważ Polska potrzebuje rąk do pracy, potrzebujemy fachowców, dlatego tę reformę edukacji musimy przeprowadzić wspólnie, a szczególnie reformę szkolnictwa zawodowego.

Jaka jest różnica między działaniami rządu koalicji PO – PSL a rządu Zjednoczonej Prawicy wobec polskiej oświaty?     

– Wspomniałam już o środkach, jakie przeznaczamy na rozwój polskiej oświaty, na programy edukacyjne i na podwyżki płac dla nauczycieli. Za rządów koalicji PO – PSL tego nie było, za to mieliśmy np. zamykanie polskich szkół. Za rządów Platformy zamkniętych zostało 2,5 tysiąca szkół, a 40 tysięcy nauczycieli odeszło z zawodu, wprowadzone zostały „godziny karciane”, czyli tzw. praca za darmo. Natomiast rząd PiS to zlikwidował, a oprócz podwyżek w wysokości 16,1 proc., wprowadziliśmy dodatki za wyróżniającą się pracę: 500 złotych dla nauczyciela dyplomowanego, dodatek w wysokości tysiąca złotych dla nauczyciela stażysty na start, ponadto zwiększyliśmy listę godzin na dodatkowe zainteresowania dla uczniów, czyli na tzw. kółka zainteresowań. Co ciekawe, za naszych rządów wzrosła liczba etatów nauczycielskich o 10 tysięcy, wzrosła też liczba nauczycieli o ponad siedem tysięcy. Straszono, że nauczyciele nie będą mieć pracy, tymczasem stało się na odwrót. Warto też dodać, że 85 proc. nauczycieli to osoby pełnozatrudnione. Można zatem powiedzieć, że żaden czarny scenariusz, jaki pisał ZNP, się nie ziścił. To są twarde dane. Mam też nadzieję, że wrzesień przyniesie zarówno zapał nauczycieli do pracy, jak i uczniowie wrócą wypoczęci z wakacji gotowi na nowe wyzwania i zdobywanie wiedzy, wierzę też, że nie będzie żadnych strajków w oświacie.

Skoro jest tak dobrze, to co z ograniczeniem biurokracji, na co nauczyciele bardzo narzekają? Zresztą jest to jeden z tematów rozmów strony społecznej z MEN…

– Biurokracja w szkole powinna zostać ograniczona do minimum, co zresztą zapowiedział min. Dariusz Piontkowski. Jest plan obniżenia biurokracji w szkole, ale warto przypomnieć, że w placówkach oświatowych są realizowane programy i projekty unijne, w których funkcjonują nauczyciele, którzy w ramach tych projektów mają mnóstwo biurokracji i tego nie przeskoczymy. To pokazuje, że czasem podstawowa praca zawodowa łączy się z pracą np. projektową, co oznacza też dodatkowe zarobki dla nauczycieli, i faktycznie nauczyciele mają tej biurokracji co niemiara. Minister Piontkowski zapowiedział, że będzie ograniczał biurokrację, i wszyscy trzymamy go za słowo. Mam nadzieję, że w końcu dojdzie do tego, że nauczyciel będzie więcej czasu poświęcał dla ucznia niż na wypełnianie papierów. Myślę, że jest to chyba marzenie każdego nauczyciela i oczywiście każdego rodzica.

 Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl