Dokładnie rok temu powstała podkomisja nadzwyczajna do rozpatrzenia obywatelskiego projektu ustawy „Zatrzymaj aborcję”. Pod dokumentem delegalizującym zabijanie dzieci podejrzanych o chorobę lub niepełnosprawność podpisało się blisko 830 tysięcy Polaków. Nic też nie wskazuje na to, że zostanie wkrótce rozpatrzony. W ciągu roku nie odbyło się bowiem ani jedno zebranie podkomisji. To bez wątpienia najsłabszy punkt działalności Zjednoczonej Prawicy. – O zwołaniu posiedzenia decyduje pan poseł Matusiak [Grzegorz Matusiak, przewodniczący podkomisji – red.]. Proszę jego pytać – usłyszeliśmy w sekretariacie Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Niestety, nie udało nam się skontaktować z parlamentarzystą.
Codziennie w polskich szpitalach wskutek aborcji ginie statystycznie troje dzieci, czyli w ciągu ostatniego roku około tysiąca. – Mimo to wciąż nie ma woli politycznej, by tę sytuację zmienić – zaznacza Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina. Czy jest szansa, by projekt „Zatrzymaj aborcję” był jeszcze procedowany, także w kolejnej kadencji parlamentu? Zasada dyskontynuacji nie dotyczy inicjatyw obywatelskich. – Tak więc dokument będzie w Sejmie w kolejnej kadencji, ale mamy świadomość tego, że jeżeli w nowej kadencji nie znajdzie się żadna nowa siła na prawo od Zjednoczonej Prawicy, będą duże trudności z uchwaleniem tego projektu – zaznacza Kasprzak.
– Nie ma woli politycznej, ani w kwestii procedowania projektu „Zatrzymaj aborcję”, ani w sprawie wniosku pana posła Bartłomieja Wróblewskiego do TK. Mimo że zarówno pierwszy, jak i drugi dokument podpisało wiele osób sprzeciwiających się zabijaniu dzieci nienarodzonych. I to jest właśnie cały tragizm tej sytuacji: że rządzący nie słuchają głosu Narodu – podkreśla Anna Sobecka.
O skierowaniu projektu „Zatrzymaj aborcję” do prac podkomisji zdecydowali posłowie Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Odbyło się to wszystko w nader szybkim tempie, przy czym nie dopuszczono do głosu przedstawiciela wnioskodawców projektu. Zdecydowała wtedy o tym ówczesna przewodnicząca komisji, a obecna minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożena Borys-Szopa, argumentując to tym, że jest to projekt „trudny, kontrowersyjny, co do którego każdy z nas ma swoje zdanie”.
Niebezpieczna zwłoka
W gremium, które od roku nie znalazło czasu, by zająć się projektem, zasiadło dziewięć osób. Pięcioro posłów z PiS: Urszula Rusecka, Anita Czerwińska, Teresa Wargocka, Ewa Kozanecka oraz Grzegorz Matusiak, dwóch z PO: Joanna Frydrych i Joanna Augustynowska, jeden z Nowoczesnej: Monika Rosa oraz jeden z Kukiz’15: Agnieszka Ścigaj. Za skierowaniem projektu „Zatrzymaj aborcję” do prac podkomisji opowiedziało się aż 20 posłów. Z polityków PiS byli to m.in.: Teresa Wargocka, Joanna Borowiak, Anita Czerwińska, Grzegorz Matusiak i Bożena Borys-Szopa. W tej grupie parlamentarzystów znaleźli się też politycy PO, którzy wcześniej głosowali za odrzuceniem projektu w całości. – Za blokowanie prac nad projektem pani Borys-Szopa otrzymała nagrodę – została szefem resortu rodziny. To pokazuje rzekomo konserwatywne oblicze PiS – komentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina.
Fundacja ta zapowiada zorganizowanie licznych pikiet w regionach, z których pochodzą posłowie odpowiedzialni za blokowanie projektu. – Na pewno tę kampanię informacyjną zintensyfikujemy w okresie przedwyborczym. Chodzi nam o to, by przypomnieć Polakom, że to nie kto inny, ale posłowie Zjednoczonej Prawicy zamrozili projekt – dodaje.
Swoje poparcie dla projektu „Zatrzymaj aborcję” wyraziła Konferencja Episkopatu Polski – tym bardziej niepokojące, a wręcz zatrważające jest milczenie i ignorowanie dokumentu przez parlamentarzystów.
Zamrożony wniosek
W nowej kadencji Sejmu przepadnie natomiast wniosek grupy posłów do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej, dopuszczającej aborcję ze względu na podejrzenie upośledzenia nienarodzonego dziecka lub nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu. Jego autorem jest poseł Bartłomiej Wróblewski (PiS), pod dokumentem podpisało się 107 parlamentarzystów z różnych ugrupowań. Dwukrotnie więcej aniżeli wymagały tego przepisy. We wniosku zapytano, czy możliwość aborcji ze względu na chorobę dziecka – zapisana w ustawie z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży – jest zgodna z kilkoma artykułami Konstytucji RP.
Wniosek trafił do TK jeszcze w październiku 2017 roku, a więc blisko dwa lata temu. I od tego czasu tam zimuje. Wiele wskazuje na to, że nie zostanie rozpatrzony przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi. Warto przy tym przypomnieć, że Trybunał nie jest zobligowany do zajęcia się wnioskiem w konkretnych ramach czasowych. Nie ma przepisów, które by tę kwestię regulowały. Wniosek nie został rozstrzygnięty mimo zapewnień prezes Trybunału Julii Przyłębskiej, która informowała, że dokona wszelkich starań, aby w tej i innych sprawach, którymi zajmuje się TK, nie było nieuzasadnionej zwłoki.
Apele bez odpowiedzi
Apel o jak najszybsze rozpatrzenie skargi do prezes Przyłębskiej skierowały poseł Anna Sobecka i poseł Anna Siarkowska. – Sprawa aborcji nie jest jedną z wielu rozpatrywanych na co dzień przez Trybunał, nie dotyczy takich czy innych urzędów, procedur czy obowiązków obywateli. Ona dotyczy najbardziej podstawowego prawa do życia. Każdy dzień zwłoki Trybunału to trzy wyroki śmierci na najbardziej bezbronnych – pisały posłanki w apelu. Przypominały przy tym, że marszałek Sejmu oraz prokurator generalny w swoich stanowiskach wnieśli o stwierdzenie niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów. – Tymczasem wciąż nie słychać o dalszych działaniach w sprawie wniosku. Uważamy taką sytuację za niepokojącą, zważywszy na charakter sprawy i jej okoliczności – podnosiły parlamentarzystki.

