logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polska jak step

Środa, 3 lipca 2019 (03:01)

Ekolodzy blokują budowę nowych stopni wodnych na Wiśle.

Wysychające uprawy zbóż i kukurydzy, słabe zbiory owoców i warzyw. Skutki kolejnych fal upałów będą katastrofalne dla rolników. Aby skutecznie walczyć z suszą i brakiem wody, musimy pilnie poprawić stan hydrologiczny Polski, czyli budować nowe zbiorniki na Wiśle.

Taką tezę stawia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” hydrolog prof. Zygmunt Babiński, członek Krajowej Rady Gospodarki Wodnej i Rady ds. Promocji Żeglugi Śródlądowej.

Ekspert podkreśla, że najskuteczniejszym sposobem magazynowania wody dla obszarów dotkniętych niedoborami wody jest budowa kaskady dolnej Wisły, czyli zespołu zapór wodnych w dolnym biegu Wisły, od Warszawy do Gdańska.

– Potrzebujemy co najmniej siedmiu stopni na Wiśle i wtedy rozwiążemy kaskadę dolnej Wisły. Jeżeli powstanie pełna kaskada, to na odcinku od Warszawy do ujścia nie będzie powodzi, bo wówczas kontrolujemy przepływ fali wezbraniowej, a po drugie, zawsze będziemy mieli wodę dla terenów z jej deficytem – mówi prof. Babiński.

Jednak budowa kolejnych stopni wodnych na Wiśle spotyka się z oporem ekologów. – Wystarczy jedno zwierzątko, którego te organizacje ekologiczne zaczynają bronić, i hamuje nam to zupełnie działania w obszarze stosunków wodnych. A nicnierobienie doprowadzi do kompletnej degradacji środowiska wodnego. To trzeba sobie wyraźnie powiedzieć – zaznacza prof. Babiński.

Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie potwierdza, że niektóre z organizacji ekologicznych starają się na wszelkie sposoby zablokować budowę kaskady dolnej Wisły. Jednocześnie Wody Polskie przyznają, że kaskada jest konieczna dla zatrzymania procesu stepowienia Kujaw i Pomorza. Stopnie wodne nie tylko będą przeciwdziałały suszy, ale też chroniły mieszkańców przed powodziami oraz umożliwią produkcję czystej energii w elektrowniach wodnych.

Jak podaje Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, susza rolnicza występuje już na terenie 14 województw: lubuskiego, wielkopolskiego, łódzkiego, podlaskiego, mazowieckiego, zachodniopomorskiego, dolnośląskiego, lubelskiego, pomorskiego, kujawsko-pomorskiego, opolskiego, warmińsko-mazurskiego, śląskiego i świętokrzyskiego). Największy deficyt wody wystąpił na obszarze Pojezierza Lubuskiego.

Już drugi rok z kolei borykamy się w Polsce z suszą. Na problem składają się wysokie temperatury, brak pokrywy śnieżnej podczas zimy i brak wystarczających opadów, co sprawia, że stan wody w większości polskich rzek układa się w strefie niskiej i średniej. Kolejne fale upałów pogłębiają suszę.

Spór o kaskadę

Według prof. Zygmunta Babińskiego, żadne inne inwestycje, jak np. tworzenie zbiorników małej i średniej retencji, nie rozwiążą tak skutecznie problemu magazynowania wody dla obszarów zagrożonych suszą, jak budowa kaskady dolnej Wisły. W kontekście protestów ekologów Wody Polskie zapewniają o otwartości na konstruktywne dyskusje, podczas których przedstawią argumenty, szczególnie w aspekcie korzystnego oddziaływania budowy kaskady dolnej Wisły na środowisko naturalne.

Kosztowne marnotrawstwo

Jako pierwszy element kaskady dolnej Wisły w latach 60. XX w. został zaprojektowany stopień wodny we Włocławku. Niestety, realizację pozostałych stopni wodnych przerwano, a stopień Włocławek pracuje już od ponad 40 lat.

Dla ograniczenia negatywnego zjawiska erozji i tzw. podparcia tego stopnia konieczne jest tworzenie kolejnych stopni wodnych na dolnej Wiśle. Najpierw planowane jest wybudowanie stopnia wodnego Siarzewo, przede wszystkim dla zabezpieczenia stopnia we Włocławku. Plany zakładały ukończenie budowy stopnia w Siarzewie do ok. 2028 roku. Wody Polskie nie odpowiedziały na pytanie „Naszego Dziennika”, kiedy inwestycja może zostać sfinalizowana. Zapewniono nas, że projekt cieszy się poparciem okolicznych mieszkańców.

Aby przeciwdziałać skutkom susz w Polsce, Wody Polskie pracują nad kompleksowym planem „Stop suszy”, pierwszym dokumentem, który całościowo określi, jakie działania należy podjąć, aby zabezpieczyć odpowiednią ilość wody dla przyszłych pokoleń. „Zadaniem Wód Polskich, które odpowiadają za inwestycje w gospodarce wodnej, jest przede wszystkim budowa małych i dużych zbiorników retencyjnych, które magazynują wody opadowe” – czytamy w nadesłanym stanowisku.

Według prof. Babińskiego, takie rozwiązania to za mało. – Jak można budować małe zbiorniki, skoro one mają być na terenie deficytowym, gdzie więcej wody paruje, niż spada. To nie ma sensu – zauważa naukowiec.

Obecnie w Polsce magazynujemy ok. 4 mld m3 wód opadowych rocznie, czyli tylko 6,5 proc. objętości tzw. średniorocznego odpływu rzecznego. Pozostałe wody trafiają do Morza Bałtyckiego i bezpowrotnie je tracimy. Jak podkreśla Państwowe Gospodarstwo Wodne, 6,5 proc. to zbyt mało na potrzeby naszego kraju. Dla porównania – Hiszpania retencjonuje 45 proc. wód odpływających do mórz. Dlatego Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, przy udziale Wód Polskich, współtworzy Program Rozwoju Retencji. Ma on pomóc w zwiększeniu współczynnika retencji w naszym kraju do 15 procent. Na inwestycje w gospodarce wodnej w Polsce planuje się wydać 14 mld zł do 2027 roku.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Beata Falkowska

Nasz Dziennik