logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Matuszak/ Nasz Dziennik

Skuteczne negocjacje

Czwartek, 4 lipca 2019 (10:07)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dotychczasowa minister obrony Niemiec, Ursula von der Leyen została kandydatką na szefową Komisji Europejskiej. Czy po przykrych – zwłaszcza dla Polski i Węgier doświadczeniach i upolitycznieniu Komisji oraz braku neutralności jej kierownictwa, wraz z wyborem Ursuli von der Leyen możemy się spodziewać nowej jakości?

– Przede wszystkim trzeba podkreślić skuteczność premiera Mateusza Morawieckiego, który podejmując się rozmów, negocjacji okazał się bardzo skuteczny. Wszak zmobilizował Grupę Wyszehradzką do zajęcia bardzo zdecydowanego stanowiska wobec kandydatury Fransa Timmermansa. Zresztą trudno też było się spodziewać, żeby polskie stanowisko było inne. Osoba, która atakowała Polskę, mijając się z prawdą, zarzucając nam rzekome łamanie praworządności, i to w sytuacji, kiedy podobne rozwiązania dotyczące wymiaru sprawiedliwości obowiązują w Niemczech, Francji czy w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej, wspierająca opozycję, naruszając zasady bezstronności, w żaden sposób nie mogła liczyć na poparcie Polski. Dołączyły się do nas kraje Grupy Wyszehradzkiej – podobne stanowisko prezentowały chociażby Czechy, i w efekcie zabiegów premiera Morawieckiego kandydatura Timmermansa upadła. Natomiast wybór, jaki został dokonany, zdecydowanie lepiej rokuje. Mam nadzieję na zmianę podejścia do Polski kandydatki, a wkrótce nowej przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen.

Jak ocenić ustalenia, które zapadły w Brukseli?

– Wszyscy obserwatorzy zgadzają się co do tego, że teraz już nie tylko Francja czy Niemcy będą decydować o kierunkach polityki Unii Europejskiej, ale liczący głos na tej scenie ma nowy gracz – kraje Grupy Wyszehradzkiej na czele z Polską. Należy się z tego tylko cieszyć, bo to pokazuje, że zaczynamy być traktowani podmiotowo. Widać, że z naszym zdaniem zaczynają się liczyć w Unii, myślę, że skończyły się czasy poklepywania nas po plecach, a rozpoczęła się realna, podmiotowa polityka zabiegania o polskie interesy.

Czy to oznacza początek końca dominacji Berlina i Paryża?

– To się jeszcze okaże. Z całą pewnością jest to początek zdecydowanej, podmiotowej polityki Polski w Unii Europejskiej. Faktem jest też, że my prowadziliśmy taką politykę od początku, kiedy Zjednoczona Prawica wygrała wybory, ale ta nasza skuteczność była też ograniczana poprzez taki a nie inny skład Komisji Europejskiej – i to trzeba jasno powiedzieć. Mam nadzieję, że wraz z nową kadencją Parlamentu Europejskiego, z chwilą wyboru nowej Komisji Europejskiej polityka się zmieni i państwa tzw. starej Unii będą z większym zrozumieniem podchodziły do przemian, jakie dokonują się w Polsce, do przeprowadzanych u nas reform. Myślę, że dzięki temu będzie nam też łatwiej realizować zapowiedzi, które zgłosiliśmy w 2015 roku, ale również te, które zgłosimy przed zbliżającymi się jesiennymi wyborami parlamentarnymi w Polsce.

Jak po tym szczycie, ale także po dwóch kadencjach na stanowisku szefa Rady Europejskiej jawi się postać Donalda Tuska?

– Myślę, że trafnie to ujął premier Portugalii Antonio Costa, mówiąc, że Donald Tusk w sposób bałaganiarski i chaotyczny poprowadził cały proces wyboru kandydatów na najważniejsze stanowiska w strukturach europejskich. Ten przykład, ale też cały przekrój kilku ostatnich lat działań tego polityka na stanowisku szefa Rady Europejskiej pokazuje, że Donald Tusk był wyłącznie narzędziem w rękach niemieckich, w rękach kanclerz Angeli Merkel. Nie był samodzielnym politykiem, który zresztą na stanowisko szefa Rady Europejskiej – na drugą kadencję – został zgłoszony właśnie przez Niemcy. To w sposób jednoznaczny pokazuje, czyje interesy reprezentował w Brukseli, przy czym na końcu rzeczywiście chaotycznie i mało skutecznie działał także w procesie wyłaniania nowych unijnych władz. Faktem jest też, że Donald Tusk był osobą, która włączała się w wewnętrzny polityczny spór w Polsce. Ten polityk nie zachowywał bezstronności, a wręcz przeciwnie – wspierał, i to w sposób jawny, Koalicję Obywatelską przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jednak jak się w konsekwencji okazało, mit Donalda Tuska w Polsce już zupełnie podupadł, a jego urok osobisty już nie działa, i to nawet na tych, którzy jeszcze niedawno go popierali i przez osiem lat rządów Platformy nie wyobrażali sobie innego przywódcy tej politycznej formacji. Objęcie przez Donalda Tuska funkcji szefa Rady Europejskiej, co podkreślaliśmy cały czas, to był jego osobisty sukces, ale na pewno nie sukces Polski, i jak się w praktyce okazało, ten polityk przez wszystkie lata pobytu w Brukseli nic dla Polski nie zrobił.

Wkrótce na szczytach brukselskich nie będzie Donalda Tuska, ale też komisarz Elżbiety Bieńkowskiej…

– Elżbieta Bieńkowska na stanowisku Europejskiego Komisarza ds. Rynku Wewnętrznego i Usług – podobnie jak Donald Tusk – nie zrobiła nic dla Polski. Dlatego przez pięć lat jako Polska nie mogliśmy liczyć jako na ambasadorów naszych interesów ani na Bieńkowską, ani na Tuska. Zresztą Elżbieta Bieńkowska nie była oceniana wysoko jako unijny komisarz. Można zatem powiedzieć, że  sukcesem Donalda Tuska było to, że udało mu się przeforsować swoją partyjną koleżankę na wysokie stanowisko unijnego komisarza, tyle że nic z tego nie wynikało dla Polski. Ale to już historia. Natomiast cieszę się, że kandydatem Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy Prawo i Sprawiedliwość, na szefową komisji do spraw zatrudnienia Unii Europejskiej jest Beata Szydło. Mocno kibicuję polskiej premier, żeby to stanowisko mogła objąć, tym bardziej że jest to dziedzina, w której pokazała, że dużo można zrobić, jak tylko się chce. Przypomnę tylko, że programy społeczne, którym patronowała i które przeprowadzała, jako szefowa polskiego rządu, były i są wielkim sukcesem. Do tego dochodzi rekordowy wynik wyborczy, jaki w wyborach do Parlamentu Europejskiego osiągnęła Beata Szydło, która – przypomnę – zdobyła 525 tysięcy głosów – najwięcej w Polsce, co jest tylko potwierdzeniem sympatii, jaką się cieszy wśród Polaków oraz wyrazem uznania dla jej kompetencji.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl