logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Sukces, którego nie ma

Sobota, 6 lipca 2019 (23:42)

dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po szczycie szefów państw w Brukseli premier Mateusz Morawiecki ogłosił sukces... Czy to, że udało się zablokować Fransa Timmermansa na stanowisko szefa Komisji Europejskiej, to wszystko, na co w tym momencie było stać kraje tzw. nowej Unii?

– Wybór składu personalnego najważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej to rezultat porozumienia. Z jednej strony Berlina i Paryża, z drugiej trzech największych frakcji w Parlamencie Europejskim: chadeków, socjalistów i liberałów. To w tych gremiach ustalono tzw. pakiet personalny uwzględniający równocześnie interesy wiodących państw w Unii i wspomnianych trzech frakcji. Natomiast sprawą drugorzędną był wewnętrzny podział tych stanowisk. Według informacji, jakie do nas docierały, ustalenia w tym gronie podlegały modyfikacji. Z końcem czerwca w kuluarach szczytu G20 w Osace kanclerz Angela Merkel, prezydent Emmanuel Macron, premier Hiszpanii Pedro Sanchez i premier Holandii Mark Rutte zaproponowali właśnie ten podział stanowisk. Wówczas pojawiały się spekulacje, że w ramach tego pakietu Frans Timmermans – w wyniku porozumienia – miałby być zaproponowany na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej. Już wówczas przeciwko tej kandydaturze miał występować Macron, ale w ogóle prezydent Francji wystąpił też przeciwko zasadzie „szpicen kandidaten”, to jest wyboru głównych kandydatów na szefa Komisji Europejskiej zgłoszonych poprzez poszczególne frakcje. A jak wiadomo, Europejska Partia Ludowa (EPL) zgłosiła na to stanowisko chadeka Manfreda Webera, a socjaliści Fransa Timmermansa. I ostatecznie pakiet personalny – w drodze konsensusu – przyjęła Rada Europejska, która jako gremium szefów państw i rządowe ma prawo składania propozycji na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Jest to jednak tylko propozycja, bo o ostatecznym wyborze zdecyduje Parlament Europejski. I podział czterech najważniejszych stanowisk: dwa dla chadeków i po jednym dla socjalistów i liberałów to nic innego jak wzmocnienie unijnego, federalistycznego establishmentu politycznego. Wszystkie te frakcje prezentują bowiem federalistyczny model Europy i w tym kontekście odrzucenie kandydatury Timmermansa nie ma większego znaczenia.

Należy pamiętać, że o odrzuceniu kandydatury Fransa Timmermansa zdecydował także prezydent Włoch, prezydent Francji oraz, co warto podkreślić, znaczna część Grupy EPL. Przecież EPL jako najliczniejsza frakcja w europarlamencie w wyniku ustaleń politycznego establishmentu dostała funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej i dlatego też socjalistom przypadło w udziale stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

To na jakiej podstawie politycy PiS ogłaszają sukces? Kluczowe stanowiska w Unii piastować będą Niemcy i Francuzi.

– Myślę, że jest to zagranie typowo marketingowe. Tymczasem tak naprawdę możemy mówić o umocnieniu osi Paryż – Berlin. To po pierwsze, ale drugie – równie ważne zjawisko, które jest równoległe do tych działań, to jest działalność frakcji parlamentarnych, gdzie racje narodowe – owszem odgrywają jakąś rolę, bo w EPL to Niemcy dominują, ale jest to jednak wypadkowa polityki Berlina i Paryża i działalności trzech wcześniej wspomnianych frakcji chadeków, socjalistów i liberałów, które są absolutnie dominujące. Przykładem porozumienia frakcji chadeków, socjalistów i liberałów jest wybór socjalisty Davida Sassoliego na funkcję przewodniczącego europarlamentu. Bez wsparcia chadeków czy liberałów, którzy nie zgłosili żadnego kandydata, Sassoli nie zostałby szefem Parlamentu Europejskiego.

Co ten wybór oznacza?

– Skupiłbym się na przemówieniu inauguracyjnym Sassoliego, przemówieniu bardzo ideologicznym. Sassoli mówił o odnowieniu ducha założycieli Unii Europejskiej, ale bynajmniej nie myślał o Robercie Schumanie czy Alcide de Gasperim. Natomiast mówił o tym, żeby realizować program pokoju, demokracji, wolności i równości, odwołując się do Manifestu z Ventotene Altiero Spinellego – włoskiego komunisty, bo to jest dla nich ojciec założyciel. Trzeba więc zwrócić uwagę, że establishment liberalno-socjalistyczny – przy biernej postawie chadeków – za ojców założycieli Unii Europejskiej uważa komunistów i dokument Manifest z Ventotene z 1941 roku. Sassoli mówił też o potrzebie przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na przekonania religijne, polityczne, religijne, ale również orientację seksualną. Zresztą Sassoli już wcześniej jako wiceprzewodniczący europarlamentu krytykował kraje takie jak Polska czy Węgry, które nie chciały uczestniczyć w rozwiązywaniu kryzysu migracyjnego na modłę Berlina czy Paryża. Oskarżał nas o egoizm. Co więcej, uważał, że na Węgrzech czy w Polsce łamane są prawa człowieka. Natomiast w swoim inauguracyjnym przemówieniu jako szefa europarlamentu wspomniał też o historii Europy, o przelanej krwi, ale przytoczył tylko dwa wydarzenia lądowanie aliantów w Normandii i bohaterskie walki w gettcie warszawskim, nie mówiąc, w jakim kontekście się to odbywało, że to Niemcy spacyfikowali getto warszawskie. Jeśli chodzi o wybory na główne stanowiska w Unii, podkreśla się – i czyni to też PiS – że zachowano równowagę płci, natomiast nie mówi się, że nie ma równowagi między Europą Środkową a Europą Zachodnią. To oznacza, że państwa Europy Środkowo-Wschodniej są marginalizowane.    

Swoją drogą Timmermans prawdopodobnie będzie wiceszefem Komisji Europejskiej…

– Ale to nie wszystko, bo jak słyszymy, o czym pisze prasa zachodnia, że wiceprzewodniczącymi Komisji Europejskiej mają zostać wspomniany Frans Timmermans, czyli socjalista, i duńska liberalna polityk Margrethe Vestager oraz jak powiedział Donald Tusk – ktoś z Europy Środkowo-Wschodniej. Widać zatem, że to jest już ustalone. Żeby nie było zatem tak, że ogłaszamy sukces, że „ktoś” z Europy Środkowo-Wschodniej zostanie wiceprzewodniczącymi Komisji Europejskiej, bo wiadomo, że jest to tylko wizerunkowe zagranie. W tej sytuacji trudno mi jest podzielić optymizm premiera Mateusza Morawieckiego, bo to stanowisko nie jest prawdziwe. Po prostu trzeba stanąć w prawdzie i powiedzieć, jaka jest sytuacja, że rzeczywiście walczyliśmy, chcieliśmy innych rozwiązań personalnych itd. i to się nie udało, natomiast uprawiać tanią propagandę, czyli kształtować nieprawdziwy obraz Unii Europejskiej nie jest w porządku.

Premier mówi też o nowym otwarciu w Unii Europejskiej…      

– Tylko nie bardzo wiem, na czym to otwarcie miałoby polegać. Tak naprawdę nie ma żadnego nowego otwarcia, natomiast jest zabetonowanie establishmentu politycznego trzech frakcji chadeków, socjalistów i liberałów, które mogą o wszystkim decydować, a przy tym jest marginalizacja frakcji EKR, w której jest PiS. Jest też, czego się można było spodziewać, marginalizacja frakcji narodowej Tożsamość i Demokracja, która jest bardziej liczna niż w poprzedniej kadencji europarlamentu. Ponadto przyszła szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i pozostałe osoby są przedstawicielami establishmentu. Nowy szef unijnej dyplomacji Hiszpan Joseph Borrell to jest socjalista, który w 2018 roku – jeszcze jako minister spraw zagranicznych Hiszpanii – oświadczył, że będzie prowadził otwartą politykę migracyjną i zapowiadał przyjmowanie imigrantów, krytykując kraje Grupy Wyszehradzkiej za sprzeciw wobec unijnej polityki migracyjnej. Ponadto opowiada się za daleko idącą unifikacją Unii Europejskiej, za rozszerzeniem strefy euro na całą Unię, a także za konstytucją unijną. Również następca Donalda Tuska Belg Charles Michel to polityk, który jako premier rządu Belgii ratyfikował światowy pakt w sprawie migracji przygotowany w ubiegłym roku w ramach ONZ itd. Tak czy inaczej kraje Europy Środkowo-Wschodniej zyskały niewiele.

Ewa Kopacz wiceprzewodniczącą europarlamentu, a Radosław Sikorski szefem delegacji Parlamentu Europejskiego ds. kontaktów z USA. Jak to możliwe, że człowiek, który na „taśmach” wyrażał się niepochlebnie o naszych relacjach z Waszyngtonem, dzisiaj ma reprezentować Unię w kontaktach z USA?

– Te wybory zarówno Ewy Kopacza na wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego, która delikatnie rzecz ujmując, nie spełnia standardów, żeby pełnić taką funkcję, czy Radosław Sikorski, który jest znany z takiej, a nie innej postawy wobec Stanów Zjednoczonych, to dopełnia negatywną ocenę dotyczącą marginalizacji Europy Środkowo-Wschodniej. Co więcej, posługiwanie się przez establishment unijny niektórymi politykami właśnie z Europy Środkowej chociażby w kontaktach ze Stanami Zjednoczonymi, to jest dla nich idealne rozwiązanie. Przecież wiadomo, jaką politykę będzie prowadził Sikorski. To na pewno nie będzie polityka euroatlantycka, to nie będzie polityka w interesie Polski i krajów Europy Środkowej, ale to będzie polityka w interesie Niemiec i Francji. Radosław Sikorski gwarantuje niemieckiej, francuskiej klasie politycznej realizację takiej polityki, jaką sobie te kraje zażyczą, jakiej oczekują. Zresztą te dwa wybory Kopacz i Sikorskiego nie są przypadkowe, ale są to wybory dokonane w sposób świadomy. W tej sytuacji przekonywanie, że małym sukcesem rządu PiS jest wybór prof. Karola Karskiego, który po raz trzeci będzie pełnił funkcję kwestora – jednego z pięciu odpowiedzialnego za sprawy finansowe i bardziej administracyjne – jest dużym uproszczeniem. Trudno więc ten wybór taktować jako wielki sukces czy znaczące wydarzenie. W tym kontekście wybór Ewy Kopacz na wiceprzewodniczącą europarlamentu i Radosława Sikorskiego na szefa delegacji Parlamentu Europejskiego ds. kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi oraz odrzucenie kandydatury prof. Zdzisława Krasnodębskiego na wiceprzewodniczącego europarlamentu czy marginalizacja Europy Środkowej, to pokazuje, że bardzo nieodpowiedzialna jest propaganda sukcesu, którego nie ma. To nic innego jak przedstawianie przez polityków PiS nieprawdziwej rzeczywistości, bardziej na użytek wewnętrzny, ze względu na wybory parlamentarne, ale tak nie powinni postępować odpowiedzialni politycy, którzy powinni stanąć w prawdzie i przekazywać prawdziwy obraz rodakom.

Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl