logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Między banałem a ideologią

Sobota, 13 lipca 2019 (23:49)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami Forum Programowe Koalicji Obywatelskiej. Usłyszeliśmy dzisiaj deklaracje m.in. o legalizacji związków partnerskich czy eliminacji węgla jako paliwa do 2040 roku.

– Mamy do czynienia z programem krążącym gdzieś między banałem a ideologią. Ideologią, ponieważ widać, że lider Koalicji Obywatelskiej chce przyciągać do siebie grupy lewicowe, a banał, bo po wszystkich programach społecznych Prawa i Sprawiedliwości nie bardzo ma do powiedzenia coś poważnego, a jeśli już nawet, to jest to przedstawiane na tak niskim poziomie wiarygodności, a sam Schetyna ma tak niski poziom zaufania społecznego, że w PO chyba nikt nie wierzy w to, co głosi ich lider. Nikt nie chce traktować tych obietnic poważnie – zwłaszcza że tyle już razy zmieniały się hasła programowe tej formacji.  Niestety, Grzegorz Schetyna – zwłaszcza po przegranych wyborach do Parlamentu Europejskiego – zmierza prostą drogą do klęski, do katastrofy całego swojego obozu politycznego. W szeregach opozycji doszło do zatarcia się podstaw programowych i ideowych, jeśli one w ogóle były. I w tym sensie po rezygnacji z udziału w Koalicji Obywatelskiej PSL-u Platforma będzie coraz bardziej iść w kierunku ideologicznej lewicy. Wraz z coraz większą ideologizacją Schetyna z Platformą wydają się zmierzać prostą drogą do porażki.

Biorąc pod uwagę mocny skręt w lewo Platformy, jakie znaczenie ma miejsce, w którym odbywało się Forum Programowe Koalicji Obywatelskiej – Pałac Kultury i Nauki w Warszawie?

– Pytanie do organizatorów, czy wiążą to jakoś ze sobą. Być może dla SLD, którego działacze dobrze pamiętają czasy PZPR, Pałac Kultury i Nauki rzeczywiście może mieć duże znaczenie symboliczne, ale ten fakt z pewnością nie przysporzy wyborców Koalicji Obywatelskiej. Takie rozmywanie się Platformy – z jednej strony w tradycji SLD, a z drugiej w poglądach skrajnej lewicy – powoduje, że typowy wyborca Platformy czuje się coraz bardziej zdemotywowany, również dlatego że nie wierzy w zwycięstwo. Nie rozumie też, dlaczego niby miałby wskrzeszać do życia wszystkie postpezetpeerowskie grupy, co więcej, nawet działacze Platformy są mocno zbuntowani, i pytają, dlaczego niby mają oddawać miejsca na listach wyborczych wszystkim postkomunistycznym cwaniakom. To wszystko tworzy marazm, tak duży brak wyrazistości i wrażenie, że liderom tej formacji chodzi tylko o to, żeby dostać się do Sejmu i na siłę przejąć władzę. Tylko że nie bardzo wiadomo po co. Jeśli zatem nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, a Koalicja Obywatelska dalej będzie szła tym tropem, to w październiku czeka ją kolejna wyborcza klęska. 

Konferencja miała być podsumowaniem czterech lat pracy w opozycji, pracy parlamentarnej, ale jeśli spojrzymy na program, to widać, że powstał na kolanie, a „szóstka Schetyny” jako odpowiedź na „piątkę Kaczyńskiego” z nóg raczej nie powala. Co zatem robiła przez cztery ostatnie lata opozycja totalna?

– Może lepiej, żeby zamiast szóstki była dziesiątka, co brzmiałoby jeszcze lepiej, ale tu chodzi nie o program, ale ważne żeby to, co głoszą i przedstawiają, było totalne. Platforma robi wszystko, żeby być opozycją totalną, a więc żeby krytykować wszystko, co jest związane z Prawem i Sprawiedliwością. I tak było od samego początku, kiedy Zjednoczona Prawica wygrała wybory i objęła władzę w Polsce. Grzegorz Schetyna stał się zakładnikiem radykalnych grup, które bały się utracić wpływy, pieniądze w wielu sektorach życia państwowego i żywiły nadzieję, że rząd upadnie w ciągu roku do dwóch lat. Stąd negowano wszystko i na wszystkie sposoby, angażowano zagranicę w wewnętrzne sprawy Polski. To wszystko tworzyło mieszaninę negacji, co kiedyś musiało się źle skończyć, bo jeśli się chce być wiarygodnym, to nie można krytykować programu „500 plus”, a później mówić, że damy „600 plus”, albo na każde dziecko. Dla wiarygodności pewne rzeczy – nawet dla czystej techniki – trzeba popierać, pewne odrzucać, a więc prowadzić bardziej subtelną grę. Natomiast tutaj ze strony Platformy była gra na totalne wyniszczenie PiS-u. Schetyna być może nawet rozumiał, że to nie jest dobry pomysł, ale licytacja na radykalizm była tak duża, że być może się bał, że przy większym umiarkowaniu straci przywództwo. Starał się być najbardziej radykalny spośród wszystkich radykałów, których po kolei eliminował z gry. Przypomnę tylko, że „wykończył” Ryszarda Petru, później Katarzynę Lubnauer i wszystkie inne czołowe przedstawicielki Nowoczesnej, które weszły do polityki wraz z pierwszym liderem tej formacji. Również „Wiosna” Roberta Biedronia jest – można powiedzieć – na wykończeniu, tyle tylko że przy okazji eliminowania innych Grzegorz Schetyna sam siebie wykończył w rywalizacji z PiS-em. Licytował się z radykałami na radykalizm, a z PiS-em rzecz jasna przegrywał i kompromitując wszystkich po kolei radykałów – od Kijowskiego począwszy, a na Petru kończąc – i siebie również skompromitował. Efekt jest taki, że Grzegorz Schetyna może i dominuje w opozycji, ale na pewno nie nad PiS-em.             

Ale słaba, niemerytoryczna opozycja to też źle dla władzy, w ogóle dla Polski…

– Oczywiście, że nie jest to dobrze dla Polski. Merytoryczna dyskusja na temat gospodarki, życia społecznego, na temat samorządności, ale w zdrowym tego słowa znaczeniu, a nie na przykładzie „wolnego” miasta Gdańska, i w wielu innych sprawach, jest niezwykle potrzebna. Chodzi przecież nie o to, żeby w Polsce był monopol partyjny, ale o to, żeby miejsce miała poważna, rzeczowa debata na tematy strategiczne dla państwa i obywateli. Żeby tak było, to w Polsce musimy mieć opozycję klasyczną. To nie jest tak, że PiS jest wszechwiedzący, że nie popełnia błędów, ale skoro wybrano donoszenie na Polskę do Brukseli, to nic dziwnego, że wszyscy się kumulują wokół jednej partii, partii Jarosława Kaczyńskiego, bo zdają sobie sprawę, jaka jest alternatywa. W polityce jeśli ma być spór to merytoryczny, na argumenty, a także wskazywanie błędów rządzącym. Tymczasem taka opozycja, jaką dzisiaj mamy w Polsce, nie jest w stanie wskazać żadnego błędu, a nawet jeśli taki błąd wskazuje, to przedstawia wszystko w tak krzywym zwierciadle, że nie jest to absolutnie wiarygodne. Nie znaczy to wcale, że obóz patriotyczny nie popełnia błędów i że jest monolitem, ale przy takim wyborze, jaki mamy, nic dziwnego, że rozsądni ludzie stawiają na PiS. Mamy dwubiegunowy układ i wybór PiS albo anty-PiS. Tak to wygląda. Miejmy nadzieję, że to się skończy, że anty-PiS przegra i powstanie jakaś racjonalna grupa opozycyjna. Obecna opozycja totalna zawiesza się na zagranicy, kieruje się destrukcyjną ideologią, ale od tego trzeba absolutnie odejść, bo to samo w sobie jest szkodliwe i nikt o zdrowych odruchach konserwatywnych nie jest w stanie na nich zagłosować, bo się po prostu obawia konsekwencji.

A może jest to też problem przywództwa, bo skoro z jednej strony na czele partii chłopskiej stoi lekarz, który ziemię ma być może tylko w ogródku, a opozycji lideruje polityk, który bardzo często zmienia zdanie, to w tej sytuacji trudno o wiarygodność?

– Na pewno przywództwo po stronie opozycji jest słabe, ale jest to po części pochodna tego, na czym te formacje są zawieszone: a mianowicie albo na zagranicy, albo na bardzo ideologicznych ośrodkach medialnych, często z kapitałem zewnętrznym. To sprawia, że zaplecze ich polityki jest bardzo wątłe. Jeśli do tego dodamy, że po wyjeździe do Brukseli Donalda Tuska, który wykończył wszystkich liderów w Platformie mogących mu w jakiś sposób zaszkodzić i zostawił Ewę Kopacz i Grzegorza Schetynę, a więc słabych graczy, to w dłuższej perspektywie jest to kolejny powód, dla którego Platforma jest dzisiaj tam, gdzie jest. Widać, że na tę słabą pozycję nakłada się zarówno uzależnienie zewnętrzne, jak i słabość personalna liderów, i jeśli to wszystko zsumować, to rysuje się nam obraz Platformy w stanie opłakanym.

Ewentualna przegrana opozycji w najbliższych wyborach parlamentarnych będzie oznaczała konieczność przebudowy tej części sceny politycznej?       

– Koniecznie, bo jeśli taka przebudowa nie nastąpi, to rządy PiS-u w Polsce będą porównywalne z rządami premiera Viktora Orbana na Węgrzech, gdzie jest bardzo słaba, rozdrobniona opozycja i mocna partia rządząca Fidesz. Chyba że na polskiej scenie politycznej pojawi się jakiś gracz, ale nie taki jak Donald Tusk markujący działania, który wisiał na Berlinie. Mam tu na myśli jakąś opozycję z prawdziwego zdarzenia – nawet konserwatywną, ale mającą cel – dobro i rozwój państwa i jego obywateli. Na obecnym etapie jest tylko opozycja totalna, ale totalna w znaczeniu nieraz tak daleko idących absurdów, że wolą Brukselę i Berlin od Warszawy rządzonej przez PiS, wolą „wolne” miasto Gdańsk od wolnego państwa polskiego. I jeśli to wszystko poskładamy w jedną logiczną całość, to widać, że z poziomu racjonalnej dyskusji przechodzimy już na drugi wymiar – wymiar emocji odbiegający od realnych problemów, jakimi dzisiaj żyją Polacy.   

Dziękuję za rozmowę.              

     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl