Jak odebrał Pan wybór Ursuli von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej?
– Od początku było wiadomo, że Ursula von der Leyen ma poparcie Europejskiej Partii Ludowej, natomiast skrajna lewica, ale także frakcja Tożsamość i Demokracja zapowiedziały, że będą przeciwko kandydaturze niemieckiej polityk na stanowisko szefowej Komisji Europejskiej. Natomiast trzy frakcje: Socjaliści, Odnowić Europę, czyli liberałowie, oraz Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, w skład której to frakcji wchodzą również europosłowie PiS, wahali się, uzależniając swoje poparcie od spełnienia pewnych oczekiwań. Tak naprawdę nie wiemy, jakie obietnice w zakresie legislacji złożyła Ursula von der Leyen Socjalistom, liberałom i jakie są też ustalenia, bo wiemy, że odbywały się rozmowy z premierem Mateuszem Morawieckim. Jeśli bowiem chodzi o ustalenia z socjalistami i liberałami, to można się spodziewać, że będą one szły w kierunku bardziej ideologicznym i będą dotyczyły bardziej rozwiązań odległych od ducha chrześcijańskiego. Natomiast jeśli chodzi o PiS, to pewnie kwestia dotyczyła przede wszystkim stanowiska komisarza dla Polski. I tutaj też nie wiemy konkretnie, czy i jakie były obietnice w tym zakresie. To się okaże w momencie, kiedy będziemy znali pełny skład Komisji Europejskiej i jaki obszar – jeśli chodzi o komisarza unijnego – otrzyma PiS.
Leyen mówiła m.in. o tzw. praworządności i opowiedziała się za stałym mechanizmem kontroli owej praworządności. Co zatem ten wybór oznacza dla Polski?
– Oczywiście, że będzie to prosta kontynuacja tych działań, które obserwowaliśmy dotychczas. Zresztą Ursula von der Leyen o tym mechanizmie praworządności mówiła już dużo wcześniej, więc nie jest to jakieś zaskoczenie czy kwestia ostatnich ustaleń między frakcjami. Można się zatem spodziewać, że będzie to kontynuacja polityki, którą w poprzedniej kadencji europarlamentu prowadził duet Juncker – Timmermans i w tym zakresie – w moim przekonaniu – absolutnie nic się nie zmieni.
A zatem czy to był dobry wybór PiS, i szerzej EKR, żeby głosować za tą kandydaturą?
– W moim przekonaniu można było uzależnić głosowanie „za” od porzucenia pomysłów przez kandydatkę, o których pan redaktor wspomniał. Tylko wtedy można by mówić o prowadzeniu realnej polityki przez europosłów PiS. Natomiast ograniczanie się tylko do obszaru komisarza dla Polski, choć wciąż nie wiemy, jaki to będzie obszar i czy będzie to satysfakcjonujące dla nas, to jest absolutny minimalizm. Przypomnę, że prawie wszyscy posłowie PiS w poprzedniej kadencji europarlamentu głosowali za kandydaturą Jean-Claude Junckera na szefa Komisji Europejskiej. Wracając jednak do stanu obecnego i wczorajszego wyboru, to wcale nie było to głosowanie między przedstawicielami socjalistów a np. chadeków z EPP, tylko wiadomo, że ta funkcja, w przypadku gdyby Ursula Von Der Leyen nie zostałaby wybrana, to i tak EPP wystawiłaby inną kandydaturę. Natomiast wysiłek z polskiej strony dotyczący poszanowania kompetencji i pewnych obszarów w zakresie chociażby reformy sądownictwa – moim zdaniem – strona polska powinna absolutnie podjąć. Natomiast jeśli wystąpienia Ursuli von der Leyen zostały przyjęte z – nazwijmy to – milczeniem, to stawia to pod znakiem zapytania wiarygodność wszystkich bojów, jakie PiS toczył w poprzedniej kadencji w zakresie do reformowania Polski, w tym także wymiaru sprawiedliwości.
Trudno zatem liczyć na nowe otwarcie w Komisji Europejskiej?
– Wydaje się, że ze strony nowej przewodniczącej Komisji Europejskiej będziemy mieli kontynuację działań ideologicznych. Absolutnie nie przekonuje mnie argumentacja, że Ursula von der Leyen, która była swojego czasu ministrem obrony Niemiec, że ma rzekomo twarde stanowisko np. wobec Federacji Rosyjskiej. Przecież to stanowisko mieści się w polityce zagranicznej niemieckiego rządu, w którego skład wchodziła obecna szefowa Komisji Europejskiej, i takie zasadnicze sprawy dla Polski jak Nord Stream 2 były wspierane przez rząd kanclerz Angeli Merkel. Współpraca niemiecko-rosyjska – w tym zakresie jest ewidentna. Natomiast retoryka dotycząca utrzymania sankcji ze strony Unii Europejskiej wobec Rosji to są tylko protezy rzekomo realistycznej polityki Niemiec wobec Kremla. Ponadto jeśli chodzi o Ursulę von der Leyen, to warto przypomnieć, że gdy była ministrem obrony, Berlin nie wywiązywał się ze zobowiązań NATO w zakresie przeznaczania 2 procent PKB na obronność. Eksperci mówią też o daleko idących zaniedbaniach i zaniechaniach w niemieckiej armii.
Przed wyborami wydawało się, że mogą być one zwrotem w polityce europejskiej. Jednak teraz widać, że niewiele się zmieniło, a już na pewno nie na korzyść Polski?
– Rzeczywiście nie wiele się zmieniło po wyborach, a oczekiwania przez wielu ekspertów, także przez część polityków, że nastąpią jakieś zmiany, były raczej zaklinaniem rzeczywistości. Generalnie sytuacja – jeśli chodzi o rządy lewicowej czy centrolewicowej klasy politycznej w Unii Europejskiej – niewiele się zmieniła. Nawet jeśli są tam pewne spory, jak w przypadku wyboru Ursuli von der Leyen, to przeciwko jej kandydaturze głosowała czwarta co do wielkości frakcja – Zieloni, którzy wchodzą w skład unijnego establishmentu politycznego, i cztery frakcje plus jeszcze skrajna lewica, to jest zdecydowana większość, więc trudno tu mówić o jakimkolwiek kompromisie czy nawet woli kompromisu ze strony największych frakcji, przede wszystkim ze strony liberałów, Zielonych, socjalistów i wpisującej się mimo pewnych różnic, dbania o własne interesy, także różnic personalnych EPL. Natomiast EKR, do których należy PiS, są jeszcze słabsi niż to było w ostatniej kadencji europarlamentu. Z kolei frakcja Tożsamość i Demokracja jest poza układem politycznym, więc sytuacja na unijnej scenie jest dość trudna. Jednak – przynajmniej dla mnie – bardziej czytelne, bardziej przejrzyste i bardziej zrozumiałe było stanowisko właśnie frakcji Tożsamość i Demokracja Matteo Salviniego, której parlamentarzyści głosowali przeciwko kandydaturze Ursuli von der Leyen.
Kandydatura Beaty Szydło na szefową Komisji zatrudnienia i spraw socjalnych w Parlamencie Europejskim została drugi raz odrzucona. Komu przeszkadzała kandydatura byłej polskiej premier?
– Została złamana umowa, bo jak słyszymy z ust przedstawicieli polskiego rządu – zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami – stanowisko to miało przypaść EKR. A zatem zostały złamane ustalenia polityczne dotyczące wyboru Beaty Szydło na stanowisko unijnej komisarz do spraw zatrudnienia i spraw socjalnych w Parlamencie Europejskim. Wygląda na to, że to nie były ustalenia tylko między frakcjami, ale również między rządami poszczególnych państw. Oczywiście nie znamy szczegółów, na czym miałyby polegać te ustalenia, nie wiemy też, kto złamał te ustalenia. Wydaje się, że frakcja socjalistów i liberałów, którzy zresztą nie ukrywali, że będą głosowali przeciwko kandydaturze Beaty Szydło, ale – tak jak twierdzą – będą przeciwko każdej kandydaturze zgłoszonej przez PiS. Nie wiem, jak zachowała się tutaj EPL, być może przeprosiny, jakie do premiera Mateusza Morawieckiego skierowała kanclerz Angela Merkel, oznaczają, że tam również niektórzy posłowie nie wywiązali się z ustaleń, ale tego do końca nie wiemy. Być może telefon kanclerz Niemiec do polskiego premiera była to pewna gra w kontekście wyborów Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej, za którym Angela Merkel optowała. To może świadczyć, że rzeczywiście decyzja o zablokowaniu – zresztą po raz drugi – kandydatury Beaty Szydło była polityczna, motywowana względami ideologicznymi, niechęcią wobec Polski i rządu w Warszawie. Pewnie też była adresowana osobiście przeciwko byłej polskiej premier, która jako szefowa polskiego rządu potrafiła w Brukseli zajmować w swoich wystąpieniach twarde stanowisko. To wszystko świadczy o tym, że tzw. konsensusu wszystkich najważniejszych frakcji, który był wymagany, po prostu zabrakło. Natomiast zachowanie Niemiec czy polityków niemieckich – przynajmniej tych ważniejszych, którzy mają wpływ na zasadniczej decyzje w Unii Europejskiej, też jest pewną zagadką. Być może uczestniczyli oni w decyzjach, które miały spowodować odrzucenie kandydatury Beaty Szydło na stanowisko szefowej Komisji zatrudnienia i spraw socjalnych.
Także polityczna zemsta – zwłaszcza ugrupowań lewicowych – za zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej, chociaż tak właściwie Timmermans niewiele straci, bo będzie nadal wiceprzewodniczącym?
– Wydaje się, że wpływ PiS na zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa nie był jednak dominujący i nie sądzę, żeby to było powodem reakcji ze strony socjalistów i liberałów, ale ważniejsze – w mojej ocenie – kwestie, o których wspomniałem wcześniej, miały wpływ na decyzję. Przecież już przed głosowaniem Ursuli von der Leyen – o czym pan redaktor wspomniał – było wiadomo, że jednym z wiceszefów Komisji Europejskiej będzie Frans Timmermans. Tym bardziej we wspomnianym przez pana kontekście, kiedy dalej będzie on wiceszefem Komisji, to będzie odgrywał niewątpliwie bardzo istotną rolę. W poprzednim duecie z Junckerem doskonale funkcjonował, także w wystąpieniach skierowanych przeciwko Polsce. Dlatego głosowanie polskich europosłów z PiS za kandydaturą Ursuli von der Leyen jest dla mnie niezrozumiałe. Myślę, że było to działanie motywowane, być może, obawą marginalizacji czy izolacji Polski itd., bo takie zarzuty ze strony opozycji tzw. totalnej w kraju na pewno by się pojawiły.
Jednak ze strony zwolenników PiS może się z kolei pojawić zarzut uległości wobec Brukseli i państw nadających ton Unii Europejskiej?
– Owszem, dlatego myślę, że źle się stało, że PiS na forum Parlamentu Europejskiego nie doprowadziło np. do sojuszu z niektórymi ugrupowaniami, które tworzą frakcję Tożsamość i Demokracja. Przypomnę, że w Polsce – wcześniej były wizyty wicepremiera Włoch Matteo Salviniego czy chociażby szefów partii Vox z Hiszpanii – można się było tutaj porozumieć. Bardziej zdecydowane stanowisko byłoby niezwykle ważne, bo polską racją stanu – tak jak było to w poprzedniej kadencji Parlamentu Europejskiego – było prezentowanie opozycyjnego stanowiska wobec władz Unii Europejskiej, a przede wszystkim wobec Komisji Europejskiej, i ta sytuacja po wyborach się nie zmieniła. Polska, politycy PiS powinni być w awangardzie opozycji przeciwko unijnym władzom, które są owładnięte ideologią lewicową. I tutaj w tym zakresie nic nie zmieniło, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że sytuacja dla Polski może być dużo trudniejsza.

