Jeszcze przed przejściem Marszu Równości dochodziło do utarczek słownych między jego uczestnikami a kontrmanifestantami. Doszło do próby zablokowania marszu, policja użyłą gazu łzawiącego. Marsz ruszył bez zapowiadanych wcześniej przemówień.
Na trasie marszu, szczególnie na skrzyżowaniach i na przejściach dla pieszych, jeszcze kilkukrotnie próbowano go zablokować. Przed wejściem uczestników Marszu Równości na plac przed białostocką katedrą próbowano zmienić trasę i ominąć ten plac, jednak na zmienionej trasie odbywało się wcześniej zarejestrowane zgromadzenie. Marsz musiał więc zawrócić i przejść obok katedry, jednak nie przez plac, a ulicą obok. Tam doszło do najpoważniejszego – zdaniem policji – incydentu: próbowano blokować marsz, a w stronę policjantów rzucano kamieniami i butelkami, funkcjonariusze musieli użyć środków przymusu.
Wtedy zdecydowano się na zmianę trasy marszu i nie zakończył się on na Rynku Kościuszki, a ominął go i zakończył się na placu NZS.
W sumie przez cały czas trwania marszu zatrzymano 20 osób. Osoby są podejrzane o popełnienie przestępstw m.in. rozboju, naruszenia nietykalności i znieważenie funkcjonariuszy oraz użycia groźby. 16 osób ukarano mandatami. Poinformowano też, że jedna policjantka przebywa w szpitalu na badaniach.
W ocenie policji, w marszu wzięło udział ok. 800 osób.
W sobotę w Białymstoku odbyło się jeszcze kilka innych zgromadzeń. Z informacji przekazanych przez miasto wynika, że we wszystkich tych zgromadzeniach wzięło udział ok. 5 tys. osób.
Ponadto na dziedzińcu pałacu Branickich odbył się też piknik rodzinny organizowany przez marszałka województwa podlaskiego, który – jak zapowiadano – miał być alternatywą dla Marszu Równości. Poprzedził go przemarsz rodzin przez centrum miasta.

