Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał w poniedziałek wyrok w sprawie, którą Jarosław Kaczyński wytoczył Lechowi Wałęsie. Były prezydent ma przeprosić prezesa PiS, ale nie we wszystkim...
– Ten werdykt to jest jawna niesprawiedliwość wobec Jarosława Kaczyńskiego. Lech Wałęsa ma wprawdzie przeprosić prezesa Prawa i Sprawiedliwości za twierdzenie, że jest on odpowiedzialny za katastrofę smoleńską, jednak odrzucenie czy też oddalenie części powództwa Jarosława Kaczyńskiego, który – jak wiemy – domagał się także przeprosin za słowa Wałęsy o tym, że „nie jest zdrowy, zrównoważony psychicznie”, a także odrzucenie wątku – jak twierdzi Wałęsa – wrobienia i przypisania mu współpracy z organami bezpieczeństwa PRL, za czym miał stać Jarosław Kaczyński, jest niesprawiedliwe. Odrzucona apelacja Wałęsy nie dziwi, bo stoi za tym bezczelne łgarstwo, które, nawiasem mówiąc, powinno być bardzo ostro napiętnowane, ale odrzucenie przez sąd wspomnianych wątków może tylko wskazywać, że ten parasol ochronny nad byłym prezydentem nadal trwa.
Co ma Pan na myśli?
– Jak wytłumaczyć, że np. mnie kary w wysokości 30 tysięcy złotych zasądzano, ale jak widzimy, Wałęsę trzeba było uchronić przed zapłatą 30 tysięcy złotych w formie zadośćuczynienia na cele społeczne. Jeśli zatem można bez odpowiedzialności rzucać oskarżenia o, dajmy na to, chorobę psychiczną, to nie można tego nazwać inaczej jak tylko bezprawiem. Ciekawe, jak zachowałby się skład sędziowski, gdyby pod jego adresem wypowiedziano takie słowa i czy nie wiązałoby się to z wymierzeniem surowych kar? Tymczasem w przypadku prezesa Jarosława Kaczyńskiego można było sobie na takie oskarżenia pozwolić, wszak pod warunkiem, że zrobił to Lech Wałęsa. Jest to bardzo przykre, ale z drugiej strony, posługując się tą logiką, dobrze, że nie uznano, że to Jarosław Kaczyński jest winny.
Wałęsa, który nie potrafi przegrywać, a tym bardziej przepraszać, nie jest zadowolony z werdyktu sądu…
– Wałęsa będzie niezadowolony, dopóki nie postawi na swoim. Taki był, jest i taki będzie. Gdyby miał zapłacić potężną karę, to wtedy podporządkowałby się błyskawicznie nakazowi sądu. Dzisiaj takiego przymusu nie ma, więc działa, jak chce, w bezczelny sposób kontynuując obrażanie innych.
Symptomem tego niedowładu sądów jest zapowiedź wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego?
– Co więcej, Wałęsa grozi, że skieruje sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jednak w tym wszystkim najśmieszniejsze jest to, że Trybunał w Strasburgu uznał, że wyroki przeciwko mnie, które wydały sądy gdańskie – okręgowy, a następnie apelacyjny – nakazujące mi przeproszenie Wałęsy, są wyrokami niesprawiedliwymi i Europejski Trybunał Praw Człowieka – na razie – zaproponował pojednawczo wypłacenie mi kwoty 15 tysięcy złotych odszkodowania, o ile nie będę zgłaszał sprzeciwu. I Wałęsa, w końcu uznany przez Trybunał w Strasburgu za człowieka, o którym – jak się okazuje – miałem prawo mówić, że jest agentem za donosy na swoich kolegów, teraz oświadcza, że będzie składał skargę od wyroku w sprawie z Jarosławem Kaczyńskim do tegoż właśnie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. To jest metoda, która wpisuje się w oczernianie Polski, bo zanim Trybunał w Strasburgu ewentualnie się wypowie, to po całym świecie będzie się rozchodziła informacja, że Lech Wałęsa poczuł się skrzywdzony, bo rzekomo wszechmocny Jarosław Kaczyński go oskarżył i dlatego musi szukać sprawiedliwości w Strasburgu. To koresponduje zresztą z wypowiedzią Donalda Tuska, że obecna władza w Polsce czyni niesprawiedliwość. Właśnie są to typowe bezczelne antypolskie oszczerstwa w wykonaniu kłamców, którzy z tego żyją, że znajdują posłuch w różnych środowiskach na Zachodzie, które reklamują ich – nazwijmy to – wyskoki. Jest to bardzo przykre i pozostaje tylko mieć nadzieję, że większość Polaków osądzi tych ludzi w sposób sprawiedliwy i to już w najbliższych wyborach, i Wałęsa, Tusk oraz ich przedstawiciele kandydujący do polskiego parlamentu zostaną odrzuceni.
Co by jednak nie powiedzieć, z każdym takim procesem sądowym z udziałem Wałęsy blask tego symbolu opozycji wyraźnie blednie.
– Owszem, ale to ma miejsce tylko w Polsce. Dlatego ci ludzie mają świadomość, że wiele na lokalnym gruncie już nie ugrają. Nawet na to specjalnie nie liczą. Przecież Donald Tusk, który po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej miał wrócić na białym koniu do polskiej polityki, już z tego pomysłu zrezygnował. Ludziom, którzy źle życzą Polsce, marzy się stworzenie zagrożenia, i jeśli nasz kraj znalazłby się w jakiejś trudnej sytuacji, to tacy ludzie jak Tusk czy Wałęsa już stoją w pogotowiu, by głosić wszem i wobec, że to ich pierwszych reżim niszczył i represjonował. Dlatego biedny Tusk musiał się stawiać przed sejmową komisją do spraw wyjaśnienia afery VAT, że to Wałęsa, a nie Kaczyński był skazywany przez sądy. To pokazuje, że wszystkie działania, jakich od dawna jesteśmy świadkami, są prowadzone pod kątem ulicy, choć tu już może w mniejszym wymiarze, bo Polacy na te numery już się nie nabierają, ale przede wszystkim pod kątem zagranicy, która tę narrację kupuje. Fikcyjne awantury są nagłaśniane w kraju przez media sprzyjające Platformie, a za granicą są siły polityczne, w tym lewicowe czy lewackie formacje w Parlamencie Europejskim, czy nawet kraje, które próbują sobie podporządkować Polskę. Tym samym chcą powrócić do czasów – jak za rządów Donalda Tuska, gdzie niemalże królowali w Polsce i de facto robili, co tylko chcieli.

