logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Interesują mnie jasne sytuacje

Piątek, 26 lipca 2019 (21:22)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W najbliższych wyborach nie wystartuje Pan z listy Kukiz′15.

– Tak zdecydowałem. Paweł Kukiz poprosił, żeby posłowie klubu Kukiz′15 się wypowiedzieli, określili się i ja to zrobiłem. Powiedziałem, że w zbliżających się wyborach parlamentarnych nie będę startował z listy Kukiz′15. Interesują mnie jasne sytuacje, dlatego zależało mi, żeby taka jasna, przejrzysta sytuacja była zarówno dla Pawła, ale też dla mnie. Uważam, że takie postawienie sprawy, bez owijania w bawełnę, jest uczciwe.     

Co ostatecznie zdecydowało o tym, żeby powiedzieć dziękuję Pawłowi Kukizowi?

– Paweł Kukiz zaproponował posłom jedynki na listach. Ja podziękowałem.

Dlaczego?

– Postulaty Kukiz’15 są ciągle ważne i są ciągle aktualne, ale formuła na dzisiaj się nie sprawdziła. Mówimy tu o programie autorskim Kukiz’15, gdzie nazwisko jest marką i trzeba mieć świadomość, że tylko Paweł jest osobą – tak naprawdę – uprawnioną do dokonywania zmian w tym projekcie. Jest to zatem program autorski i nikt oprócz autora nie jest w stanie, nie jest uprawniony do dokonywania zmian. Przy czym ważna jest zdolność do refleksji. W polityce można popełniać błędy, mogą być porażki i z tym trzeba się zawsze liczyć, ale trzeba wyciągać wnioski po to, żeby w przyszłości było lepiej, a nie gorzej. Tyle że ja tej refleksji i tych wniosków nie widzę, nie dostrzegam prób zmian. Dlatego dalsze trwanie w tym projekcie byłoby dreptaniem w miejscu i niezależnie od wszystkiego popełnianiem wciąż tych samych błędów. A na to sobie nie mogę pozwolić.

Innymi słowy projekt Kukiz’15 został zaprzepaszczony?

– W mojej ocenie Kukiz’15 wymaga dzisiaj ewolucji – bardzo odważnej i jednoznacznej.

Tylko że wybory są tuż-tuż, więc gdzie jest czas na radykalne zmiany?

– Rozmowy trwały od trzech miesięcy, ale o tym mówiło się od trzech lat, tyle że nie było żadnej wiążącej decyzji. Nie czuję się upoważniony do tego, żeby dokonywać merytorycznych zmian w Kukiz’15, bo – jak wspomniałem – jest to projekt autorski. Paweł Kukiz tak to sobie rozrysował i rozpisał, ale życie pokazało, że w tej formule to się nie sprawdza i trzeba to urealnić. Jeżeli to się nie dzieje, to tkwimy w martwym punkcie. Proszę pamiętać, że każde wybory wiążą się z zaangażowaniem setek osób, m.in. w zbiórkę podpisów, potrzebne są także pieniądze z budżetu państwa, których Kukiz’15, będący ruchem a nie partią, nie posiada. W związku z tym nie mogę wchodzić w to i prosić o pomoc, i angażować w to różne osoby, tym bardziej mając świadomość, że idzie to w takim, a nie innym kierunku.

Co jest dzisiaj największym problemem Kukiz’15, czy nie sam Paweł Kukiz?

– Niewykluczone… Oczywiście ocenę pozostawiam wyborcom. Paweł z pewnością jest wspaniałym człowiekiem, który przez cztery lata kończącej się kadencji Sejmu mówił prawdę, tylko że inni nie potrafili tego odczytać w sposób właściwy. Zawsze był szczery i mówił, że jest muzykiem, a nie politykiem i to się sprawdziło. Przekładając to na grunt firmy, Paweł powinien być szefem rady nadzorczej czy szefem rady programowej, bo do tego się nadaje. Jest ideowcem, który ma wizję, ale przekucia tego wszystkiego w czyn, a więc do działań wykonawczych potrzeba specjalistów, praktyków.

Trochę przypomina to koncert jednego wykonawcy, ale polityka to przecież nie scena muzyczna.

– Tak to trzeba nazwać. Ktoś może być super ideowcem, ale z wprowadzeniem tego w życie może mieć problem. W polityce trzeba działać kompleksowo i chcąc nie chcąc tu się nie uniknie administracji, biurokracji, kwestii prawnych i wielu innych rzeczy, dlatego trzeba zbudować całą maszynę, która to wszystko zrealizuje. Trzeba mieć też świadomość, że w polityce wiele rzeczy nie dzieje się jednego dnia, że zmiany często trwają latami, nie można też stawiać sprawy na ostrzu noża, nie ma opcji wszystko albo nic. Nie znam ugrupowania, które wszystkie zamiary, cały swój program zrealizowało w jednym roku. Nie jest tak, że wchodzi się do Sejmu i robi się rewolucję. Nie ma takiej opcji, bo pachnie to raczej bolszewizmem i przewrotami październikowymi w Rosji. My żyjemy w Polsce – państwie demokratycznym i tu potrzeba długofalowego, przemyślanego działania, trzeba też brać pod uwagę, że scena polityczna ulega zmianom i to, co było w roku 2015, dzisiaj jest już nieaktualne i orbituje w innym kierunku. Dlatego ważne jest, aby umieć to dostrzec i wyciągać właściwe wnioski i robić wszystko, żeby idee – w tym wypadku – Ruchu Kukiz’15, w przyszłym parlamencie miały racje bytu i mogły być realizowane na serio. Ale żeby tak się stało, to potrzeba mądrych działań.         

Tylko czy Paweł Kukiz będzie miał z kim wyciągać takie wnioski i czy będzie druga kadencja dla Kukiz’15?

– Nie wiem. Nie odpowiem na to pytanie. Wiem tylko jedno, że ze swojej strony zrobiłem wszystko, żeby uświadomić Pawłowi, że polityka to gra, że potrzebna jest strategia, plan działania i drużyna, która zrealizuje te założenia. To wszystko trzeba razem spiąć, a więc mówimy o sztuce organizacji i umiejętności zarządzania. 

Czy oprócz Pana rozbrat z Kukiz’15 może wziąć więcej posłów?

– Nie wiem, co dzisiaj będzie się działo na posiedzeniu klubu Kukiz’15, bo z chwilą ogłoszenia mojej decyzji świadomie odsunąłem się od wielu spraw w klubie. Nie wiem, jakie są prowadzone rozmowy i nie chcę wiedzieć. Chcę grać fair, chcę być w porządku, bo w polityce jest ważne przestrzeganie pewnych zasad.

Jak Pana decyzja została odebrana wśród kolegów z Kukiz’15 i jak odbiorą ją ci, którzy głosowali na Pana przed czterema laty?

– Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu przedstawiałem kilka, bodajże sześć projektów w imieniu klubu Kukiz’15, odbywałem spotkania z kolegami, słowem normalna poselska praca, a ja starałem się robić swoje. Mimo całej kampanijnej gry prezydent Andrzej Duda nie ogłosił jeszcze terminu wyborów, dlatego kadencja się jeszcze nie zakończyła i trzeba robić swoje. Natomiast moi klubowi koledzy przyjęli moją decyzję ze zrozumieniem i atmosfera wokół mojej osoby się nie zmieniła.

A wyborcy?   

– To jest dość ciekawe, bo gdybym miał określać procentowo, to powiedziałbym, że 80 proc. akceptuje moją decyzję. Nie jest bowiem tak, że swojej decyzji nie konsultowałem – przeciwnie. Zdawałem sobie sprawę, że ta decyzja nie będzie prosta i ta decyzja nie jest dla mnie łatwa, ale z drugiej strony nie jest to odejście w połowie trwania kadencji, i trzeba mieć tego świadomość. Natomiast moja decyzja jest powiedzeniem, że dziękuję i nie wchodzę w nowy czteroletni kontrakt z Kukiz’15.

W jednym z komentarzy powiedział Pan: „3 razy »NIE« dla PSL-u”. Czy zbratanie się Pawła Kukiza z ludowcami zaważyło na Pana decyzji?

– Owszem, to był jeden z argumentów za opuszczeniem szeregów Kukiz’15 i wcale tego nie ukrywam. Powiedziałem wyraźnie: „3 razy »NIE« dla PSL-u!”. PSL to ugrupowanie, które utożsamia wszystkie te cechy, z którymi Kukiz’15 walczył i o tym Paweł Kukiz sam mówił wielokrotnie w tej kadencji Sejmu. Zawsze możemy myśleć, zastanawiać się, czy trwać w danym projekcie politycznym, czy może z niego zrezygnować, tylko pytanie: jak długo można zwlekać z ostateczną decyzją. Przychodzi jednak moment, kiedy należy podjąć męską decyzję i zacząć działać.  

Jak widzi Pan swoją polityczną przyszłość, bo nie jest tajemnicą, że kieruje Pan kroki w stronę Prawa i Sprawiedliwości?

– To prawda. Sprawa jest na etapie pewnego rozstrzygnięcia. Ruch jest po stronie PiS i zresztą podobnie jak posłowie i działacze w kraju czekamy na decyzje końcowe. W międzyczasie trzeba robić swoje, kadencja trwa i wciąż są do wykonania obowiązki poselskie.

Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl