Polska przoduje na świecie w diagnostyce i rehabilitacji chorych w śpiączce. Jesteśmy też jednym z nielicznych krajów, gdzie procedury związane z przywracaniem świadomości pacjentom z ciężkim uszkodzeniem mózgu są refundowane z budżetu. W bogatszych od nas państwach takich ludzi się nie leczy, co pokazała dramatyczna historia uśmierconego w majestacie prawa Vincenta Lamberta.
– To jest absurd, żeby oceniać, które życie jest bardziej wartościowe. Jeżeli ktoś tak mówi, niech przyjdzie tu, do „Budzika”, i powie wybudzonemu pacjentowi albo jego rodzicom, że to nie ma sensu. Życie zawsze ma sens i „Budzik” ma sens, pomaga wrócić do zdrowia – podkreśla dr n. med. Łukasz Grabarczyk, dyrektor olsztyńskiego „Budzika” dla dorosłych. Klinika działa od końca 2016 r., liczy siedem łóżek, a już wybudziło się w niej 15 pacjentów. W „Budziku” dla dzieci przy Centrum Zdrowia Dziecka – 58. Kolejka dorosłych pacjentów z ciężkimi urazami mózgu jest długa. A w śpiączce im szybciej od wypadku rozpocznie się terapia, tym większe szanse na powrót do zdrowia.
– Dlatego potrzebny byłby jeszcze jeden, dwa takie ośrodki – mówi „Naszemu Dziennikowi” prof. Wojciech Maksymowicz, neurochirurg, współtwórca olsztyńskiego „Budzika”. Kolejna klinika dla dorosłych powstanie w Warszawie przy Szpitalu Bródnowskim, umowę podpisano w tym tygodniu.
Z polskich doświadczeń chce skorzystać Japonia. – W tej chwili jesteśmy liderami na świecie w leczeniu śpiączki. W Japonii powstaje „Budzik” na nasz wzór. Ewa Błaszczyk i prof. Maksymowicz byli niedawno u prof. Iseo Mority, który razem z nami implantował stymulatory pacjentom – informuje dr Grabarczyk.

