Na oficjalnej stronie Gdańska pojawiła się informacja o tym, że władze tego miasta chcą radośnie świętować 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, co więcej, że planowane są wspólne polsko-niemieckie uroczystości. Jak Pan to przyjmuje jako historyk?
– To, co się dzieje, jeśli chodzi o politykę historyczną ze strony władz i samorządu gdańskiego, jest zatrważające. Inaczej tego się nie da określić. To jest coś, co dalece wykracza poza wszelkie dopuszczalne normy. Próba radosnego świętowania jednego z najtragiczniejszych wydarzeń nie tylko w polskiej historii, ale w ogóle w dziejach świata, jest nieporozumieniem.
Mamy próbę zakłamywania historii?
– Oczywiście, że tak. Robi się paradę i demonstrację tego, że Gdańsk był początkiem II wojny światowej. Natomiast zapomina się o Victoriaschule (miejskim liceum dla dziewcząt) przy Holzgasse, gdzie gromadzono Polaków, zanim wywieziono ich do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. To jest przerażające, że samorząd Gdańska próbuje w ten sposób działać w wolnej Rzeczypospolitej, mało tego, że Gdańszczanie na to pozwalają. Nie przypuszczałem, że w wolnej Polsce będzie możliwe, iż doczekamy takich czasów, kiedy we władzach historycznego miasta Gdańsk będą zasiadali tacy ludzie...
Polsko-niemieckie świętowanie? Swoją drogą, co miałoby być świętowane?
– Co mamy świętowć – napaść Niemców na Polskę? Nie można zrównywać oprawców, katów z ofiarami, bo taka próba relatywizowania historii jest nie na miejscu. To Niemcy mają problem, nie my… To, co wyprawiają władze Gdańska, jest nie do pojęcia, wygląda to tak, jakby w 1939 roku Gdańszczanie czekali na wizytę Hitlera. Dzisiaj mamy świętowanie w oczekiwaniu na wizytę Adolfa Hitlera, a to jest plucie nam, Polakom, w twarz. Nikomu, tym bardziej polskim obywatelom, także władzom samorządowym, nie wolno profanować historii, naszej bolesnej przeszłości.
Tymczasem władze Gdańska oburzają się, gdy zarzucana jest im proniemieckość. A jak nazwać tę inicjatywę?
– Promocją takich inicjatyw jak polsko-niemieckie świętowanie ataku Niemiec na Polskę władze Gdańska same wystawiają sobie fatalne świadectwo.To kompromituje cały gdański samorząd. Zresztą trudno to nazwać inaczej jak narodową zdradą. Fakty należy nazywać po imieniu. Tymczasem mamy próbę mataczenia, kto tę wojnę wywołał. Takie relatywizowanie historii daje Niemcom możliwość manipulowania faktami historycznymi i głoszenia, że to nie oni, a jacyś mityczni naziści wywołali II wojnę światową.
Wprawdzie po tym, jak zrobił się szum, władze Gdańska wygładziły tekst informujący o wydarzeniach i usunęły określenie „radosny” pochód, a tańce i wspólne świętowanie zastąpiono określeniem „pokazy tradycyjnego tańca i wspólne przeżywanie rocznicy”. Fakt zmian nazewnictwa ma miejsce, ale niesmak pozostaje?
– Jakby nie było, taniec zawsze jest elementem radości i używanie takiego akcentu w takich, a nie innych okolicznościach jest nieporozumieniem. Nie bardzo wiem, dlaczego dzisiejsi włodarze Gdańska nie pamiętają o historii i próbują się przypodobać Niemcom.
W tej sytuacji chyba trudno się dziwić, że główne obchody państwowe upamiętniające 80. rocznicę napaści Niemiec na Polskę odbędą się w tym roku nie na Westerplatte, ale w Warszawie?
– Jest decyzja, że oficjalne państwowe uroczystości upamiętniające 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej odbędą się nie na Westerplatte, ale w Warszawie, gdzie zaproszono wszystkich ważnych gości zagranicznych. W tych uroczystościach wezmą udział ważni prezydenci państw sojuszniczych z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Miejscem centralnym uroczystości ma być plac Piłsudskiego z Grobem Nieznanego Żołnierza. I nie może być inaczej, bo proszę pamiętać, że Warszawa również ma pierwsze blizny związane z II wojną światową. Państwowe uroczystości upamiętniające walkę narodowowyzwoleńczą, walkę polskich obrońców nie mogą się odbywać w atmosferze radości, jak proponują to władze Gdańska, ale w atmosferze powagi, zadumy, refleksji. To jest straszne, że obecne władze Gdańska chcą się cieszyć, fetować to, że z chwilą napaści w 1939 roku Gdańsk stał się niemiecki. To wyjątkowo smutna konstatacja, ale takie są fakty. Dlatego życzyłbym samorządowi gdańskiemu opamiętania.

