Za kilka tygodni z wizytą do Polski przybędzie prezydent Donald Trump. Czemu tak naprawdę zawdzięczamy tę wizytę?
– Wizytę Donalda Trumpa zawdzięczamy nade wszystko pewnym wspólnym interesom. Wiemy, jak mocno polityczne płyty tektoniczne ścierają się w świecie, wiemy jak intensywnie prezydent Trump stara się utrzymać supermocarstwową pozycję Ameryki na globie i w tym sensie pewna układanka, która ma miejsce w Eurazji, powoduje, że staliśmy się dosyć ważnym punktem w tej układance. Największa rywalizacja między Chinami a Stanami Zjednoczonymi o dominację w świecie rozgrywa się w Eurazji ze względu na potencjał tego obszaru, morskie granice – ze wszech stron tego kontynentu i ważne jest, kto będzie tam dominował gospodarczo, politycznie, a także militarnie. I to są kwestie widziane w perspektywie lat. Najgroźniejsza rzecz – z punktu widzenia Ameryki – jest taka, żeby przerwać łańcuch różnych porozumień, które są niekorzystne dla Stanów Zjednoczonych.
Co szczególnie działa na niekorzyść Waszyngtonu?
– Przede wszystkim niekorzystne jest porozumienie Rosji z Chinami, a także porozumienie między Niemcami a Rosją, co tylko wypycha Amerykę z tego kontynentu. I w tej perspektywie Polska jawi się jako ważny czynnik, który jest w stanie integrować, jak chociażby inicjatywa Trójmorza. Amerykanie myślą przez pryzmat liczb, myślą dużymi terytoriami, więc dla nich zauważalny jest ten nowy geopolityczny układ, który staje się faktem, który rozrywa układ niemiecko-rosyjski i z punktu widzenia Waszyngtonu jest mocno opłacalny. Po pierwsze, dlatego że w tym momencie – w sensie geograficznym – styk Rosji i Niemiec nie istnieje, po drugie, dlatego że układ polsko-amerykański daje możliwości sprzedaży dużej ilości gazu, który Ameryka chce sprzedać, aby poprawić stan swoich finansów, swój rozwój itd., wypychając z rynku gaz rosyjski. Oczywiście z tym związane są kwestie układu militarnego – wiemy przecież, że Polska zakupuje technologie amerykańskie: śmigłowce Black Hawk, zestawy baterii Patriot czy chociażby samoloty F-35, co jest opłacalne dla amerykańskiego przemysłu. To wszystko sprawia, że Polska wyrywa się z niekorzystnego układu wobec polityki Waszyngtonu, mianowicie układu niemiecko-francuskiego.
Co ciekawe, ta wizyta i to, o czym Pan Profesor mówi, wiąże się z pewną symboliką historyczną…
– Owszem 1 czy 17 września są to symboliczne daty porozumienia niemiecko-rosyjskiego, które odbyło się kosztem całej Europy Środkowej. I jeśli w tym czasie do Polski przyjeżdża prezydent Stanów Zjednoczonych, to pokazuje, że niejako rozrywa historycznie czy też pomaga rozerwać ten pierścień. Wydaje się zatem, że cała ta wizyta, czas i miejsce są bardzo sprytnie pomyślane.
Jakie znaczenie może mieć wizyta Donalda Trumpa w kontekście trwającej kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu w Polsce, ale także dla ubiegającego się o reelekcję obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych?
– Za rok Trump ma wybory, więc dla niego sukcesy w polityce zagranicznej są niezwykle ważne, a w Polsce – w obliczu jesiennych wyborów parlamentarnych, które rząd Prawa i Sprawiedliwości chce wygrać, wizyta prezydenta największego światowego mocarstwa też ma niebagatelne znaczenie. Biorąc pod uwagę projekty militarno-gospodarcze i geopolityczne, to wizyta Donalda Trumpa z całą pewnością może pomóc Zjednoczonej Prawicy, to nie ulega wątpliwości.
Dla prezydenta Trumpa lepiej jest, żeby wybory w Polsce wygrało Prawo i Sprawiedliwość?
– Oczywiście, że lepiej. Platforma – symbolicznie rzecz ujmując – to jest Donald Tusk. Wiemy dobrze, jak Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej był pomijany, wręcz ignorowany przez prezydenta Donalda Trumpa, który pokazywał temu politykowi miejsce w szeregu. I nic dziwnego skoro Tusk był i pozostaje nadal na usługach kanclerz Angeli Merkel, a z takimi personami – kolokwialnie rzecz ujmując – Trump nie gada. To oczywiście było bolesne dla samego Donalda Tuska. Pokazuje to, jak Stany Zjednoczone, jak obecna administracja waszyngtońska traktuje układ Platformy, wskazując wyraźnie, że to nie jest dla Ameryki wymarzony rząd w Polsce. Dlatego że taki rząd może – jak to już było – spłacać długi Berlinowi za popieranie opozycji, która działa de facto na korzyść Brukseli. Zresztą jest wiele innych uzależnień, które komplikują projekt, który Trump uważa za korzystny dla siebie. I to wszystko łączy się w jedną całość.
Czy wszystko jest jednak tak przejrzyste i jasne, czy nie istnieje zagrożenie, że Trump ze swoim zapleczem wróci do ustawy JUST Act (447) dotyczącej restytucji mienia Żydów, którzy zginęli w holokauście?
– To – zwłaszcza w obliczu jesiennym wyborów parlamentarnych – byłoby nie tylko bardzo niefortunne, ale niekorzystne. Pamiętamy, co się wydarzyło w kontekście szczytu bliskowschodniego, co było wielkim skandalem. Myślę jednak, że wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych pokazała, iż nasza dyplomacja potrafiła wyciszyć czy też zepchnąć ten temat na dalszy plan i jeśli to będzie kontynuowane, to zbliżająca się wizyta prezydenta Trumpa w Polsce może być dużym sukcesem.
Na powrót do ustawy 447 z pewnością liczy opozycja , ale czy takie zagrożenie rzeczywiście istnieje? Czy Donald Trump, mając na uwadze planowane przez nas duże zakupy uzbrojenia, ryzykowałby konflikt?
– Proszę pamiętać, że Trump nie jest sam, że jest uwarunkowany sytuacją w swoim kraju. To, co się stało w czasie szczytu bliskowschodniego, też wydawało się być irracjonalne, bo czyniąc przysługę Amerykanom, narażając się na konflikt z Iranem, w zamian zostaliśmy dźgnięci nożem w plecy. Sytuacja absurdalna od strony politycznej jednak się wydarzyła, więc biorąc to wszystko pod uwagę, polski rząd musi dmuchać na zimne, bo co by nie powiedzieć – Donald Trump jest najbardziej proizraelskim politykiem, jakiego zna najnowsza historia.
Ale jednocześnie Trump jest jednym z najbardziej propolskich prezydentów amerykańskich. Tylko jak wypadamy w tej rywalizacji z Izraelem?
– Z cała pewnością wypadamy gorzej, bo jesteśmy słabsi w sensie wewnętrznej polityki amerykańskiej. Natomiast zbliżają się wybory i nie można wykluczyć, czy Amerykanie nie wrócą do tematu ze względu na większe dobra dla siebie. Jeśli logika pewnych zjawisk politycznych czy gospodarczych się nie odwróci, to za kilkanaście lat Stany Zjednoczone przestaną być głównym graczem w Europie. Jeśli ktoś odwiedził Stany Zjednoczone w ostatnim czasie, to mógł zaobserwować pewne zapóźnienia infrastrukturalne, jakie tam występują, mógł zobaczyć pewne problemy społeczne łącznie z nasilającymi się konfliktami. To, że w Stanach Zjednoczonych zasadniczo dominują wyroby chińskie, bo trudno znaleźć coś, co nie jest wyprodukowane pod chińską marką – podobnie zresztą jak w Europie, i jeśli się temu przyjrzeć, to widać, że chiński rozwój i możliwości Pekinu są tak duże, że nie wygląda to dobrze. Ameryka otoczona dwoma morzami jest wprawdzie mocarstwem i w tym sensie się rozpycha, ale na kontynencie już nie jest tak różowo, bo Chiny do ekspansji mają całą Syberię, co więcej – mają gigantyczne możliwości. I w tej rywalizacji Amerykanie przegrywają. Jeśli nie chcą ponieść całkowitej porażki, to muszą coś zrobić, żeby to nie szło według utartego szlaku. Nic zatem dziwnego, że Trump stara się maksymalnie – przynajmniej punktowo – wywracać pewne relacje, również gospodarcze, poprzez nakładanie ceł itd. po to, żeby nie dopuścić do tego, co – jeśli kierować się determinizmem – i tak musi się stać, czyli zejście Ameryki na drugi plan. W tej grze Polska jest może nie najważniejszym, ale jednym z istotnych punktów, które – patrząc z perspektywy amerykańskiej – trzeba wzmocnić, aby być obecnym w Europie, żeby tu zarabiać i żeby też osłabić tych, którzy chcą wzmocnić Chiny. Mowa oczywiście o Niemcach i o Rosji. Interes zatem jest wspólny. Nie wiemy jednak, jaki będzie tego finał.
Polskie władze przygotowując tę wizytę, powinny jasno deklarować, że nie chcą słyszeć nic o odszkodowaniach za bezspadkowe mienie...
– Przed jesiennymi wyborami jest to rzecz kluczowa, warunek sine qua non, który powinna polska dyplomacja stawiać w kontekście wizyty Donalda Trumpa w Polsce. Wszystko inne jest do negocjacji, ale ta kwestia nie powinna być negocjowana, tu nie ma miejsca na żadne ustępstwa z naszej strony.
Trump – jak Pan wspomniał – nie przepada za Niemcami, z rezerwą odnosi się też do Rosji, czy zważywszy na kontekst tej wizyty – 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, możemy mieć po raz kolejny podkreślenie niebezpieczeństwa układu niemiecko-rosyjskiego?
– Z całą pewnością – zwłaszcza w kontekście gazowym. Amerykanie myślą konkretami i z ich punktu widzenia najbardziej namacalne są konkrety gospodarcze. Również militaria są związane z gospodarką, bo wiemy, że nie liczba żołnierzy, ale jakość sprzętu się liczy. I w tym względzie Trump nie raz mówił, że projekt Nord Stream to jest efekt samobójczej polityki Niemiec, polityki wbrew interesom Europy i Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nie sądzę zatem, żeby podczas wizyty w Polsce unikał tego tematu – zwłaszcza że podpisaliśmy ze Stanami Zjednoczonymi umowę gazową. I jeśli prawdą jest to, co donoszą media, że gaz amerykański skroplony byłby o jedną trzecią tańszy od tego, który mamy z Rosji, to w dłuższej perspektywie są to rzeczy dające duże odbicie gospodarcze. Jak wiemy, wszystko jest dzisiaj uzależnione od energii, więc jeśli mamy tańszy gaz, to tańsze mamy też produkty, jeśli tańsze są produkty, to większy rozwój i konkurencyjność itd. Z kolei Amerykanie sprzedając nam gaz, też na tym zarabiają. Dlatego jeśli interesy ułożyłyby się po naszej myśli, to byłoby to bardzo ważne. Przy czym robiąc z Amerykanami interes, trzeba bardzo jasno i stanowczo stawiać granice tegoż interesu, które są zbieżne, natomiast tam, gdzie się różnimy, to nie ustąpimy ani o krok. I to – myślę tu o mieniu pożydowskim – musi być bardzo jasno postawione. Oczywiście układ historyczny niemiecko-rosyjski jest Amerykanom dobrze znany. Zdają sobie oni sprawę, że dzisiaj powrót do dawnych układów jak traktat z Rapallo z 1922 roku, tym razem na płaszczyźnie energetycznej, jest jak najbardziej możliwy.
A więc z nadziejami, ale też i z pewną obawą oczekujemy wizyty Trumpa w Polsce?
– Myślę, że niedawna wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych pokazała, że nic się tam niepokojącego nie wydarzyło i rząd trzyma rękę na pulsie, ale obawa – mając na uwadze doświadczenia ze szczytu bliskowschodniego – zawsze jest. Natomiast jeśli polskie władze ułożą mądrze tę wizytę, przygotują według jasnego scenariusza, to wizyta Donalda Trumpa w Polsce powinna się zakończyć sukcesem, bo sukces polsko-amerykański opłaca się obu stronom.

