Po słowach ks. abp. Marka Jędraszewskiego, który porównał „tęczową ideologię” do „czerwonej zarazy”, na hierarchę wylała się fala nienawiści. Skąd ten atak, skoro pasterz Kościoła krakowskiego stwierdził po prostu fakt, bo ideologia LGBT zagraża, nie tylko Polsce, i to w wielu wymiarach?
– Te ataki świadczą, że homilia ks. abp. Marka Jędraszewskiego dotknęła sedna i poruszyła istotę zjawiska. Ukazała istniejące zagrożenie ze strony ideologii LGBT, i to w sposób trafny, dlatego diagnoza czy zdecydowana ocena wywołała ogromną frustrację ze strony tych, którzy propagują tę ideologię. Wypowiedzi czy komentarze, jakie się ukazały pod adresem ks. abp. Jędraszewskiego ze strony liderów Nowoczesnej, Wiosny czy też Leszka Millera przekraczają dopuszczalne granice dobrego smaku, kultury i jest to mowa nienawiści – w najczystszej postaci. Ale to tylko potwierdza słowa metropolity krakowskiego, że ci, którzy odwołują się do tolerancji, de facto sami nie tolerują chrześcijaństwa. Myślę, że trzeba przede wszystkim podziękować pasterzowi krakowskiemu za te bardzo wyraziste słowa, za ewangeliczne, stanowcze: tak – tak, nie – nie, ale jednocześnie należy zapytać, gdzie byli tzw. obrońcy tolerancji, gdy szydzono, wyrażano pogardę i ośmieszano najświętsze dla nas – ludzi wierzących – symbole chrześcijańskie, jak chociażby obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Tym samym metropolita krakowski bardzo trafnie wykazał, że szczyt tolerancji jest największą nietolerancją i że środowiska LGBT, które tak domagają się tolerancji, tymczasem same nie są tolerancyjne.
Jak odbiera Pan to kazanie?
– Tę homilię odbieram tak jak kiedyś – w czasach zniewolenia komunistycznego – słowa Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego „Non possumus!”. I to kazanie ks. abp. Jędraszewskiego to jest współczesne „Non possumus!” – dość obrażania katolików, dość obrażania ludzi dobrej woli, dość obrażania wartości chrześcijańskich czy w ogóle dość obrażania normalności. To jest w moim przekonaniu kazanie o charakterze historycznym.
Tylko jak powinniśmy odpowiedzieć na to wezwanie?
– To jest właśnie niezwykle ważne, co my – jako katolicy – z przesłaniem zawartym w słowach Pasterza zrobimy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że te słowa są zobowiązaniem dla nas. I to jest ważna sprawa. Dlatego wydaje mi się, że treści, jakie padły, powinny być przez nas wszystkich – katolików, ludzi dobrej woli odczytywane i poddane solidnej, poważnej refleksji. Mówiąc wprost, ta homilia powinna być dla nas wezwaniem do działań w imię zasady wiara i czyn, które czynią nas chrześcijanami. Jest to pierwsza sprawa, że powinniśmy – w imię misji ewangelizacyjnej – zrobić wszystko, żeby zapoznać się z tym przesłaniem ks. abp. Jędraszewskiego i rozpowszechniać je. Chodzi o to, żeby te słowa stały się znane, żeby były przedmiotem dyskusji, refleksji i również konkretnych zobowiązań. To kazanie było bowiem bardzo głębokie, bardzo przejmujące, natomiast środowiska LGBT wyrywając z kontekstu jego fragmenty, używając uproszczeń, sprowadziły je do kontekstu, na który chciały zwrócić uwagę.
To kazanie zostało wygłoszone w kościele Mariackim w Krakowie z okazji 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego…
– Ks. abp Jędraszewski mówił o tym zrywie narodowo-wyzwoleńczym, o pamięci. Zresztą ważny jest cały kontekst kazania, bardzo znaczący, bardzo przejmujący. Trzeba bowiem wiedzieć, że sformułowanie „tęczowa zaraza” jest bezpośrednim odniesieniem do wiersza młodego poety, powstańca warszawskiego, żołnierza Batalionu „Parasol”, Józefa Andrzeja Szczepańskiego ps. Ziutek, autora słów m.in. do piosenek „Pałacyk Michla” czy „Chłopcy silni jak stal”. W swoim ostatnim, bardzo egzystencjalnym wierszu napisanym w przededniu upadku Starówki „Czekamy na ciebie, czerwona zarazo”, Szczepański pokazał zagrożenie ze strony bolszewików, którzy stali na obrzeżach stolicy, czekali i patrzyli, jak Powstanie Warszawskie się wykrwawia. I metropolita krakowski zwrócił uwagę, że tak jak w 1944 roku mieliśmy do czynienia z „czerwoną zarazą”, czyli rewolucją bolszewicką przynoszoną przez Sowietów, tak teraz mamy do czynienia z „tęczową zarazą”, i to jest fakt niezaprzeczalny. To jest rewolucja neomarksistowska, genderowa, przenoszona przez międzynarodowe ośrodki lewackie. I to jest tylko stwierdzenie pewnego faktu.
Jak odpowiedzieć na falę nienawiści, jaka wylała się na ks. abp. Jędraszewskiego ze strony środowisk lewackich i sprzyjających im mediów liberalnych?
– Przede wszystkim powinniśmy być wdzięczni ks. abp. Jędraszewskiemu za to kazanie i wyrażone w sposób bardzo jasny i zdecydowany stanowisko. Być może potrzebny jest jakiś apel o solidarność z krakowskim pasterzem, który jest obrażany. Taki akt apelu solidarni z biskupem przeciw „tęczowej zarazie” jest jak najbardziej na miejscu. Ważne jest, żebyśmy wszyscy – w tych dniach – byli solidarni z ks. abp. Jędraszewskim, solidarni z samym sobą, solidarni z prawdą, z wartościami i wtedy znaczenie tego kazania będzie miało również praktyczny wymiar.
Czy te słowa w imieniu Kościoła nie padają zbyt późno? Dlaczego tak trudno o biskupów, którzy w jednoznaczny i odważny sposób – tak jak ks. abp Jędraszewski –wypowiedzieliby się o ideologii LGBT?
– To prawda, że od wielu lat, a co najmniej od śmierci Prymasa Polski, ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, brakowało nam bardzo jasnego, zdecydowanego stanowiska pasterzy Kościoła katolickiego w Polsce. Pewnie różne były przyczyny tego zjawiska, ale dobrze, że teraz taki głos się pojawił, tym bardziej, że jest to głos arcybiskupa, wiceprzewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, a więc jest to głos bardzo znaczący. Miejmy nadzieję, że w ślad za tym – w przyszłości – pójdzie w różnych kwestiach również stanowisko całego Episkopatu Polski. Być może trzeba było czekać na stan, kiedy doszliśmy niejako do dna, jeśli chodzi o ataki na Kościół, i teraz nie ma innego wyjścia, jak odbić się od tego dna. Oczywiście, że w przeszłości – szczególnie na Zachodzie, ale też w Kościele w Polsce w niewystarczający sposób alarmowano przed zagrożeniami płynącymi ze strony środowisk liberalno-lewicowych. I nadmierny optymizm czy raczej brak roztropności co do oceny rzeczywistości zaważył na tym, że ten głos rozsądku niestety nie był dostrzegany. Zresztą wcześniej, szczególnie po okresie PRL, mieliśmy też do czynienia z atakami na Kościół ze strony środowisk liberalno-lewicowych, ale te ataki ze strony mediów czy świata polityki tego nurtu były – może – nie wprost wypowiadane, ale dość skryte, co nie znaczy, że nie były niebezpieczne. Dlatego dzisiaj nie dziwi fakt, że przedstawiciele tego nurtu też wypowiadają się – niestety również niektórzy duchowni, czyli tzw. dyżurni komentatorzy kreowani na autorytety przez środowiska niechętne Kościołowi – wypowiadają się na temat ks. abp. Jędraszewskiego w taki a nie inny sposób.
Prof. Mieczysław Ryba milczenie w takich sprawach jak rewolucja seksualna nazywa wprost: wielkim grzechem zaniedbania…
– Absolutnie zgadzam się z opinią prof. Mieczysława Ryby. Niestety, Kościół – szczególnie ten na Zachodzie – przejawiał te cechy zaniechania nie tylko jeśli chodzi o rewolucję seksualną, ale także jeśli chodzi o kwestie dotyczące niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej i tożsamości narodowej. Sytuacją kuriozalną jest, kiedy francuski Episkopat, a przynajmniej większość francuskich hierarchów, wspierała procesy imigracyjne i napływ wyznawców islamu do tego kraju. Jest to niestety kwestia pewnego przewartościowania postaw w Kościele, ale również ulegania rozmaitym nowoczesnym prądom liberalnym, lewicowym. I Kościół także hierarchiczny, niestety, nie był od tego wolny. Kościół w Polsce wydawał się być pewną ostoją, mieliśmy też jednak do czynienia przynajmniej z uśpieniem. Wierzymy, że kazanie ks. abp. Marka Jędraszewskiego, ale także wcześniejsze jednoznaczne i zdecydowane wypowiedzi wielu wspaniałych pasterzy: biskupów, kapłanów, będzie miało odniesienie do tych postaw. Trzeba więc wyrazić wdzięczność tym hierarchom kościelnym i tym kapłanom, którzy zawsze zajmowali bardzo zdecydowaną postawę w sprawach zasadniczych. Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że ważną rolę odegrali tu również kapłani związani z Radiem Maryja i Telewizją Trwam, bo bez ich postawy trudno byłoby o zrozumienie wśród wiernych, jakie są zagrożenia wynikające z działalności ruchu LGBT.

