Z Pana śledztwa dziennikarskiego wynika, że prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum Jolanta Lange to były tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Panna”. Osoba, która jako Jolanta Gontarczyk rozpracowywała w Niemczech Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.
– Śledztwo to zbyt wiele powiedziane, ja tylko zweryfikowałem informacje. W mediach społecznościowych od jakiegoś czasu pojawiały się informacje na temat Jolanty Lange (dawniej Gontarczyk) i jej przeszłości. Zacząłem sprawdzać, kim jest ta osoba. Zainteresowało mnie to, bo chodzi o śmierć kapłana, o inwigilację Polonii, „Solidarności”. Sprawdziłem Krajowy Rejestr Sądowy na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie są szczegółowe dane członków zarządów. Gdy weryfikowałem dane Stowarzyszenia Pro Humanum, okazało się, że w 2008 r. Jolanta Gontarczyk zmieniła nazwisko na Lange. PESEL został ten sam. Według danych z KRS chodzi więc o tę samą osobę.
Dlaczego przyjęła właśnie to nazwisko?
– Domyślam się, że chodzi o nazwisko rodowe. Jej ojciec Julian Lange był pochodzenia niemieckiego, w czasie okupacji podpisał volkslistę, służył w Wehrmachcie. W 1948 r., jeszcze przed urodzeniem Jolanty, zmienił nazwisko Lange na nazwisko żony, Pławski. Według tych danych Jolanta Gontarczyk wróciła do pierwszego nazwiska ojca.
Co wiemy ze śledztwa IPN o roli małżeństwa Gontarczyków w inwigilacji ks. Blachnickiego i jego nagłej śmierci?
– Andrzej i Jolanta Gontarczykowie to nie byli tajni współpracownicy przypadkowo złapani, zaszantażowani. Najpierw, w 1974 r. został dobrowolnie zwerbowany mąż, potem kazał zwerbować swoją żonę. Razem współpracowali, byli wynagradzani przez SB. W stanie wojennym, w 1982 r., wyjechali do Niemiec, oficjalnie w ramach łączenia rodzin, ale w rzeczywistości zostali przerzuceni przez XI Departament MSW, czyli przez wywiad cywilny. Wszystko przeprowadzono wiarygodnie, nawet w świetle ówczesnego prawa. Niemcy to był jeden z kluczowych odcinków działalności służb komunistycznych PRL, tam posyłano najlepszych z najlepszych.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

