Czym zaowocował Pana rozbrat z Ruchem Kukiz’15?
To już było, to przeszłość, więc temat jest zamknięty. Teraz chcę się ubiegać o mandat senatora jako kandydat bezpartyjny z Komitetu Wyborczego Prawica.
Wydawałoby się, że Pana naturalnym środowiskiem będzie Prawo i Sprawiedliwość. Były takie próby?
To jest ciekawe, bo oficjalnie z Klubu Kukiz’15 wystąpiłem – zresztą zgodnie z moimi zapowiedziami – dzień po ogłoszeniu przez prezydenta Andrzeja Dudę terminu wyborów parlamentarnych. Prezydent ogłosił termin wyborów 6 sierpnia, ja natomiast 7 sierpnia zgłosiłem do Marszałka Sejmu swoje wystąpienie z Klubu. A już miesiąc wcześniej media donosiły, że opuściłem Klub Kukiz’15, że jestem już w PiS-ie i że jestem kandydatem tego ugrupowania do Sejmu. Takich rzeczy dowiadywałem się z mediów, mimo iż oficjalnie takich komunikatów nie przekazywałem. To też pokazuje, że często żyjemy w różnych wymiarach.
Ostatecznie jest KW Prawica.
KW Prawica to jest katolicko-konserwatywny blok skupiony wokół partii Marka Jurka. Miejsce dla ludzi o poglądach konserwatywnych, chadeckich. Dla mnie jest ważne, że są to poglądy bliskie mojemu sercu, jestem więc w zgodzie z samym sobą i nie robię nic wbrew sobie. Ponadto chcę podkreślić, że wybory do Senatu są głosowaniem na człowieka, na konkretnego kandydata, który oferuje wyborcom swoją osobę i gotowość służenia Polsce w ich imieniu, w związku z tym tacy kandydaci podlegają też bezpośredniej ocenie wyborców. Tutaj nie ma szyldu partyjnego, szyldu takiego czy innego szefa, lidera czy prezesa, ale jest po prostu człowiek i cała prawda o nim.
Za mną cztery lata pracy w Sejmie, mam zatem już pewien dorobek i doświadczenie poselskie jako przewodniczący Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, a także jeśli chodzi o procedury legislacyjne. Parlament jest miejscem, gdzie tworzy się prawo, a trudno tworzyć dobre prawo, jeśli się nie zna procedur oraz całego systemu tworzenia prawa.
KW Prawica cechują poglądy, które są m.in. odpowiedzią na falę lewackich ideologii...
Myślę, że katoliccy wyborcy życzą sobie zdecydowanego działania w obliczu ogromnego ataku strony lewicowej, bo nie ma co ukrywać, że mamy do czynienia z wojną światopoglądową. W życiu przychodzi czas, kiedy musimy się określić, co jest bardzo ważne, i opowiedzieć się za konkretnymi wartościami. Czasem trzeba powiedzieć głośno, co się myśli, trzeba powiedzieć mocno, na co się nie zgadzamy, trzeba powiedzieć wyraźnie i zdecydowanie, na co – jako ludzie wierzący – się nie zgadzamy.
Człowiek musi powiedzieć, czego chce i do czego zmierza. Osobiście staram się prowadzić bardzo transparentną politykę informacyjną, a jednocześnie zależy mi na tym, żeby wyborcy byli poinformowani i wiedzieli, czego się mogą po mnie spodziewać. Oczywiście, zawsze znajdą się tacy wyborcy, którym nie spodobają się poglądy takiego czy innego kandydata, czy polityka. Ktoś może je określić jako zbyt radykalne. Radykalizm jest bowiem formułą bardzo indywidualną.
Ale katoliccy wyborcy – w obliczu skomasowanego ataku na Kościół i wartości chrześcijańskie – żądają od swoich polityków zdecydowanego działania…
Dlatego jako poseł na Sejm RP poparłem projekt ustawy mówiący o postawieniu tamy takim działaniom, w obronie naszych poglądów i wiary katolickiej. Tzw. marsze równości nie są wymierzone tylko w takiego czy innego pasterza, czy kapłana, ale są de facto walką z Bogiem. Coraz częściej mamy akty świętokradztwa, profanacje symboli religijnych i naruszania czegoś tak intymnego jak relacje nasze z Panem Bogiem, a więc są akty wymierzone przeciwko wierze, którą wyznajemy. Dzisiaj przez Polskę przetacza się lawina demonstracji antychrześcijańskich.
Z czego to wynika?
Ataki tylko na katolicyzm mają miejsce, dlatego że jako ludzie wierzący pozwoliliśmy sobie na nie; co więcej jest przyzwolenie, a nawet akceptacja dla tego typu postaw. Nauczyliśmy atakujących, że wszystko im można, i dzisiaj sprawa wygląda tak, że katolikom można wchodzić na głowę, można ich nawet zabić, można im spalić czy wysadzić kościół, bo nie spotka się to ze zdecydowaną reakcją, bo jest przekonanie, że katolicy nie odpowiedzą agresją, ale nadstawią drugi policzek.
Ale na pobłażliwość dłużej nie może być zgody, bo trzeba odróżnić pokorę od zgody na coś, co przeobraziło się już w wojnę kulturową. Tolerancja i pokój, które na ustach często mają przeciwnicy Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej, nie mogą dotyczyć tylko pobłażliwości dla ich zachowań, ale musimy się domagać szacunku dla wszystkich. Szanujmy się, szanujmy swoją prywatność, ale w imię źle pojętej tolerancji nigdy nie pozwalajmy na krzywdzenie nas i naszych wartości chrześcijańskich, z których jako naród się wywodzimy. Nie możemy pozwolić, żeby nas i nasze dzieci krzywdzono – na to nie ma i nie będzie zgody.
Dziękuję za rozmowę.

