„Krzyż nadal zabija! Usunąć z Giewontu” – napisał na Twitterze prof. Jan Hartman. Pytania o demontaż krzyża zadawali dziennikarze podczas konferencji prasowej naczelnika Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Jana Krzysztofa. Komu przeszkadza krzyż?
– Krzyż, nie tylko ten na Giewoncie, ale krzyż jako symbol naszej wiary przeszkadzał wrogom polskości, wrogom chrześcijaństwa już od wieków. Już u zarania państwowości polskiej przyjęcie chrztu przez Mieszka I zdefiniowało dzieje Polski – związek naszego Narodu, naszego państwa z Kościołem rzymskokatolickim, ukształtowało naszą tożsamość narodową, religijną. I to właściwie zawsze spotykało się z reakcją wrogów Kościoła i wrogów Polski. To Polska zawsze walczyła w obronie chrześcijaństwa, była przedmurzem chrześcijaństwa, stawiając tamę islamowi.
Później krzyż był zwalczany przez obce mocarstwa, jak protestanckie Prusy czy schizmatycką Rosję, które dokonały podziału państwa polskiego, czy dalej, w okresie oświecenia, kiedy Polska – podobnie jak inne kraje cywilizacji chrześcijańskiej – była poddana atakom ze strony kręgów wolnomularskich, masońskich. Nieprzypadkowo też Polska w okresie międzywojennym stała się przedmiotem agresji ze strony państw totalitarnych, jak nazistowskie, narodowo-socjalistyczne Niemcy czy bolszewicka Rosja. Przykładem był pakt Ribbentrop-Mołotow, który też należy traktować w kategoriach nie tylko walki z państwem polskim, ale w kategoriach walki z cywilizacją chrześcijańską.
Bez tego historycznego kontekstu chyba trudno rozpatrywać to, z czym dzisiaj mamy do czynienia?
– Owszem, przypadki świętokradztwa, akty profanacji, jakie mają dziś miejsce w Polsce, trudno rozpatrywać bez uwzględnienia kontekstu historycznego. I jak mówi nasz wieszcz Adam Mickiewicz – „tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”, stąd te wszystkie akcje wymierzone w obecność krzyża są niczym innym, jak walką z polskością, co miało też miejsce w okresie PRL-u.
Komuniści – jak pamiętamy – robili wszystko, żeby usunąć z przestrzeni publicznej krzyż. Miało to miejsce chociażby w Nowej Hucie, kiedy wybudowano miasto, w którym nie miało być kościoła. Doszło też do walki o świątynię w Kraśniku, gdzie w okresie powojennym władze komunistyczne również nie przewidziały miejsca kultu dla wiernych, czy później – w latach 80. – gdzie były próby usuwania krzyża np. ze szkół, zwłaszcza pamiętny strajk okupacyjny w obronie krzyża w Zespole Szkół Rolniczych w Miętnem k. Garwolina w 1984 roku.
Komu teraz przeszkadza krzyż na Giewoncie?
– Jeśli chodzi o krzyż na Giewoncie, to oczywiście pamiętamy piękne słowa Ojca Świętego Jana Pawła II o obecności krzyża w przestrzeni geograficznej państwa polskiego. Krzyż na Giewoncie jest symbolem polskości. Znak krzyża w tym właśnie miejscu jest czymś więcej niż tylko znakiem religijnym, ale jest też znakiem, który pokazuje nierozerwalny związek religii z polskością.
Stąd też tego typu działania wymierzone w krzyż. Jeśli zaś chodzi o prof. Jana Hartmana, jest to osoba, z którą trudno polemizować, trudno się odnosić do jego przeróżnych skandalicznych wypowiedzi. To człowiek, który zionie nienawiścią do polskości i Kościoła. I tacy ludzie czy środowiska antypolskie, antykatolickie tworzą podglebie pod kolejne ataki na symbole naszej wiary.
Czy można zatem powiedzieć, że ktoś próbuje wykorzystać tragedię pod Giewontem do walki nie tylko z krzyżem, ale szerzej, z chrześcijaństwem?
– Oczywiście, że tak. Są ludzie, środowiska, które kierując się wskazaniami takich „autorytetów”, jak chociażby prof. Hartman przyjmują narrację, że to krzyż jest odpowiedzialny za niebywałą tragedię, kiedy w trakcie burzy po obu stronach Tatr zginęło pięć osób, a wiele zostało rannych, co jest oczywiście nonsensem. Taki tok myślenia świadczy tylko o zagubieniu ludzi, którzy przyjmują taki tok myślenia. Nie miejmy złudzeń, że ci, którzy kreują całą tę atmosferę, którzy nakręcają spiralę emocji antychrześcijańskich, to są ludzie, którzy działają w sposób planowy, i doskonale zdają sobie sprawę z tego, co czynią i co chcą osiągnąć.
Jakie w tej sytuacji jest zadanie przed nami – ludźmi wierzącymi – mając na uwadze to, co Pan powiedział wcześniej – mianowicie testament św. Jana Pawła II, który w 1997 roku w Zakopanem wołał do nas „brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane”.
– Brońcie krzyża, to jest testament św. Jana Pawła II – największego z rodu Polaków, testament, który jako Naród, jako ludzie wierzący musimy wypełnić. Myślę też, że ten testament – w obliczu wydarzeń, jakie się ostatnio dokonują w Polsce – musimy skonkretyzować. Obrona krzyża nie może być tylko działaniem rozumianym w kategoriach wewnętrznych, osobistych, indywidualnych, ale w kategoriach szerszych. Krzyż w naszym życiu państwowym powinien mieć swoje miejsce, co więcej, powinien się znaleźć w centrum naszego życia państwowego, społecznego, rodzinnego. I takie podejście wymaga obrony tego krzyża w życiu publicznym. Krzyż na Giewoncie widać przeszkadza środowiskom antychrześcijańskim, antypolskim, bo to jest widomy znak związku chrześcijaństwa z naszym Narodem, z polskością. Dlatego wszyscy musimy podjąć skuteczne działania w obronie krzyża.
Wszyscy, a więc politycy również?
– Tak. Jest to też zadanie dla polityków, którzy podkreślają swój związek z chrześcijaństwem, z tradycją, z polskością. Muszą wreszcie zostać opracowane jednoznaczne rozwiązania prawne w tym zakresie. Po prostu krzyż i symbole chrześcijańskie muszą być prawnie chronione w Polsce.
Tego dotychczas niestety nie ma i dlatego też mamy do czynienia z różnymi aktami profanacji i próbami niszczenia symboli naszej wiary. Być może te ostatnie wydarzenia, jakie miały miejsce, zostaną odczytane właściwie – jako znak Bożej Opatrzności, żebyśmy w końcu podjęli tego typu działania. Nie możemy trwać dłużej w stanie zaniechania, bo póki co tak to wygląda. Same deklaracje są niewystarczające, potrzeba konkretnych rozwiązań prawnych i to jest – jak sądzę – odpowiedni czas. Nie możemy przespać tego czasu, obrońmy krzyż.

