logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Raport patologii

Środa, 28 sierpnia 2019 (22:46)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki obraz państwa wyłania się z projektu raportu końcowego z prac komisji śledczej ds. wyłudzeń podatku VAT w latach 2007-2015, przedstawionego przez przewodniczącego Marcina Horałę?

– Wyłania się taki obraz, jaki znamy już od dawna, obraz państwa – jak to niektórzy mówią – z dykty i paździerzu czy też państwa, jakie wyłania się z taśm i wypowiedzi ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza. W tym sensie jak mocno byliśmy okradani, to da się policzyć – robią to fachowcy, a sumy idące nie w dziesiątki, a w setki miliardów złotych, jakie się wyłaniają, są porażające. Taki był efekt różnych patologicznych luk VAT-owskich. Za rządów koalicji PO – PSL państwo polskie na poziomie PR-owym funkcjonowało jako państwo sukcesu, natomiast w rzeczywistości mieliśmy do czynienia wręcz z niewyobrażalną patologią.       

Skala wyłudzeń szacowana jest na około 250 miliardów złotych. Obecny rząd pokazuje, że można było uszczelnić lukę VAT-owską. Dlaczego tego nie zrobiono za rządów koalicji PO – PSL?

– Sądzę, że koalicja Platformy z PSL czy też wielu polityków tych formacji było uwarunkowanych układami, którym – w jakimś sensie – zawdzięczali władzę. Te układy po prostu blokowały wszelkie zmiany mające ograniczyć proceder wyłudzania VAT. Sieci powiązań, interesów były tak szczelne, co pozwala sądzić, że wszystko to miało kryminalny charakter. Jeśli do tego dodamy brak kontroli, brak uszczelnienia, a więc brak przeciwdziałania temu zjawisku, to może wskazywać, że tego typu działania miały kontekst kryminalny.           

Posłowie Platformy uważają, że przewodniczący Marcin Horała używa raportu jako narzędzia do walki wyborczej z opozycją.

– Jak słyszymy, wnioskiem z prac komisji śledczej ds. wyłudzeń podatku VAT jest sugestia, żeby przed Trybunałem Stanu zostali postawieni byli premierzy Donald Tusk i Ewa Kopacz oraz byli ministrowie finansów Jacek Rostowski i Mateusz Szczurek, tylko czy to jest jednak wpisane w kontekst kampanii wyborczej – zobaczymy. Jak pamiętamy, podobnych pomysłów postawienia polityków – i to po różnych stronach sceny politycznej – przed Trybunałem Stanu było sporo, tyle że żaden do tej pory się nie ziścił. Wszyscy politycy zdają sobie sprawę, jakie za tym idzie ryzyko. To ryzyko związane jest z tym, że następna rządząca ekipa może postawić przed Trybunałem Stanu swoich poprzedników i tak ten serial może się ciągnąć. W tym wypadku oskarżenia są oczywiście bardzo mocne, wiemy też, że Donald Tusk jest obecnie na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej i za chwilę – po zakończeniu kadencji – pewnie wyląduje na jakiejś ciepłej posadce w instytucjach unijnych, więc pewnie jest kalkulowane, czy taki ruch, związany z postawieniem przed Trybunałem Stanu wobec tego polityka, wykonać. Natomiast z całą pewnością ten projekt raportu końcowego z prac komisji śledczej ds. wyłudzeń podatku VAT i cała sprawa z tym związana będzie elementem trwającej kampanii parlamentarnej.

Czego zatem możemy się spodziewać?

– Dyskusji wokół tego raportu. Wiemy, że Platforma przyjęła strategię polegającą na tym, że cokolwiek się zarzuca tej formacji bądź jej działaczom – nawet kryminalne historie niektórych posłów, którzy trafiali do więzień czy aresztów – to odpowiedź jest zawsze taka sama, że jest to efekt działań PiS-owskiego państwa totalitarnego. Innego tłumaczenia nie ma. Jest za to przekonanie, że wszyscy politycy Platformy byli bez skazy. I podobnie traktują ten raport. Natomiast PiS, wskazując na tego typu patologie, chce pokazać, z czym może się wiązać powrót do władzy Platformy i to – jak można sądzić – będzie w tej kampanii bardzo mocno akcentowane.

Wiele było afer komisji, ale tak naprawdę nikt z winnych nie trafił do więzienia. Dlaczego sprawy nie są prowadzone do końca?

– Jeśli chodzi o kwestię Trybunału Stanu to wiadomo, że postawienie czy oskarżenie kogoś może mieć ogromny ciężar polityczny. Dotyczy to przecież najważniejszych osób w państwie, co się łączy z potężnymi skandalami, z czymś, co ma jakiś kontekst międzynarodowy itd. Natomiast jeśli mówimy o rozliczeniu wszystkich innych afer, to po pierwsze, nie są to łatwe sprawy, bo starano się wszelkie ślady przestępczej działalności zacierać, a po drugie, celów państwa nie redukuje się do tzw. reformy strukturalnej, tylko – w ogromnej mierze – do reformy personalnej. I wszystkie tego typu sprawy trzeba prowadzić z zespołem prokuratorów – w większości tych, którzy są na tych stanowiskach już od dawna i mają takie, a nie inne nawyki czy przyzwyczajenia. Jednak przede wszystkim jeśli mówimy o kwestiach procesowych, to tego typu sprawy trzeba rozstrzygać na kanwie sądowej, a tutaj jak dotąd jesteśmy na bardzo wstępnym etapie realnej, personalnej reformy sądownictwa, widzimy też, jak cały ten układ sądowy wygląda, widzimy, jakie decyzje, jakie werdykty są czasem podejmowane przez sędziów. Nic zatem dziwnego, że zwykłemu obywatelowi włos się jeży na głowie. Ostatecznie jednak żyjemy w państwie prawa, więc nie da się afer rozliczyć inaczej jak na gruncie sądowym.

To pokazuje, że cała ta machina jest mocno ze sobą spleciona.    

– Dokładnie. Nic zatem dziwnego, że wielu myśli, wielu się wydaje, że kluczem są reformy strukturalne, że jeśli poprzestawiamy te struktury, to wszystko zacznie normalnie funkcjonować. Tymczasem ostatecznie wszystko opiera się na ludziach. Tak samo jak – w moim przekonaniu – nieudana reforma szkolnictwa wyższego jest pochodną tego, że nic nie zrobiono w sprawach personalnych. To przykład, że miesza się w sprawach strukturalnych, a nietknięte pozostawia się kwestie personalne – i tu tkwi problem. Jeśli chodzi o reformę wymiaru sprawiedliwości, to oczywiście coś się zmienia we władzach sądowniczych, ale wiemy, na jakie opory środowiska sędziowskiego napotyka każda reforma, wiemy też, jakie były reakcje Komisji Europejskiej i podejmowane działania m.in. Fransa Timmermansa. Tyle że nie chodzi tu – jak przekonują przeciwnicy reform – o zamach na niezależność sędziów, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby w tej przestrzeni pewne układy były nadal chronione, dlatego władza sądownicza jest kluczową w każdym państwie. I tu jest problem, bo pomijając aspekt polityczny, pomijając sprawność czy brak sprawności politycznej, warto pamiętać, że śledztwa prowadzą prokuratorzy, a nie politycy, że wyroki zapadają przed sądem, a nie w Parlamencie. To wszystko pokazuje, że są to rzeczy mocno ze sobą splecione i jeśli się mówi, iż reforma wymiaru sprawiedliwości jest kluczowa dla zmiany państwa, to jesteśmy na jej początku.

 Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl