logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Piotr Nowak/ PAP

Chaos programowy Platformy

Niedziela, 8 września 2019 (23:42)

Z politologiem dr. Krzysztofem Kawęckim, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Był „sześciopak” Schetyny, którego treści nie zna nawet sam autor programu, tymczasem są już nowe hasła, nowej kandydatki Koalicji Obywatelskiej na premiera – Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. W co gra Platforma?

– Przede wszystkim mamy tu do czynienia z daleko idącym chaosem dotyczącym już nie tylko układania czy konstrukcji list wyborczych, ale również z chaosem programowym. Jeśli Grzegorz Schetyna – lider Koalicji Obywatelskiej nie zna swoich pomysłów – wspomnianego przez pana redaktora „sześciopaku”, jeśli inni działacze Platformy, co ujawniło się w różnych programach telewizyjnych, nie znają programu, hasła przewodniego kampanii wyborczej, to trudno oczekiwać, żeby w tym programie rozeznali się wyborcy. Myślę, że są oni bardzo pogubieni. Sądzę, że bardzo ciekawe byłyby wyniki sondażu na temat podstawowych punktów programowych ugrupowań, na które dany wyborca chce oddać głos. Prawo i Sprawiedliwość jest oczywiście w zdecydowanie lepszej sytuacji, bo sądzę, że podstawowe elementy programowe wyborcy tego ugrupowania są w stanie wymienić. Natomiast jeśli chodzi o Platformę, to podejrzewam, że trudno byłoby sympatykom czy wyborcom tej formacji nie tylko wymienić, ale nawet dostrzec podstawowe hasła, z jakimi ich ugrupowanie idzie do wyborów. Natomiast dostrzegalne są hasła związane z kwestiami tzw. światopoglądowymi. To wszystko pokazuje, że po stronie Koalicji Obywatelskiej mamy do czynienia z totalnym chaosem.

Ze strony Grzegorza Schetyny, ale też z ust nowej kandydatki Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzaty Kidawy-Błońskiej pojawiły się pewne odniesienia do byłej premier Beaty Szydło. Jak wypada to porównanie i skąd taki manewr Schetyny?

– Na ten manewr Grzegorza Schetyny mogły się złożyć różne czynniki. Po pierwsze firma PR z Izraela, która zasugerowała mu, aby usunął się w cień, i chyba to miało duże znaczenie. Wygląda na to, że Schetyna zrozumiał, że jego osoba na pewno nie jest czynnikiem sprzyjającym już nie tyle zwycięstwu, ale w ogóle dobremu wynikowi Koalicji Obywatelskiej, i to mogło sprawić, że lider Platformy zszedł z pierwszego frontu pola walki. Usunął się w cień także dlatego, żeby nie być odpowiedzialnym za porażkę wyborczą, która się kroi. W tej chwili twarzą wyborów ma być Małgorzata Kidawa-Błońska, ale jednocześnie ma to być twarz kojarzona z przegraną, bo Platforma czy też Koalicja Obywatelska tych wyborów nie wygra. Po drugie istnieje również obawa przed słabym wynikiem Schetyny w Warszawie i mimo wszystko obawa przed konfrontacją z Jarosławem Kaczyńskim. Dlatego w stolicy lider Platformy wystawił Kidawę-Błońską, a sam będzie się ubiegał o mandat posła z Wrocławia. Widoczny brak wiary w sukces wyborczy, to kolejny czynnik, który ma duże znaczenie.

Może Grzegorzowi Schetynie zależy bardziej na utrzymaniu przywództwa w Platformie, a niekoniecznie na wygraniu wyborów?

– Z pewnością tak, zresztą Grzegorz Schetyna jest zręcznym graczem wewnątrzpartyjnym, ale niewzmacniającym struktur partyjnych czy w ogóle wizerunku i znaczenia partii. Natomiast jest politykiem przede wszystkim wzmacniającym swoją pozycję bądź też swojej grupy w Platformie. Można zatem powiedzieć, że Grzegorz Schetyna jest najsilniejszą frakcją czy koterią w ramach Platformy, bo Małgorzata Kidawa-Błońska, ciesząca się dużo większą popularnością od niego, czy inni politycy tej formacji takich wpływów nie mają. Natomiast scenariusz, o który pan redaktor pyta, jest być może taki, że Grzegorz Schetyna chce powtórzyć manewr, który dokonał – zresztą skutecznie – Jarosław Kaczyński, kiedy desygnował na premiera Beatę Szydło. Zapatrzony w ten manewr Schetyna chce siebie kreować na osobę, która będzie rozdawała karty w Platformie, która będzie nawet czymś w rodzaju superkanclerza, niekoniecznie sprawując urząd premiera. Tyle że są to absolutnie złudne oczekiwania, bo wtedy była zupełnie inna sytuacja, to właśnie PiS wygrało wybory parlamentarne, a Beata Szydło była jedną z twarzy sukcesu wyborczego PiS, ale też osobą, która w sposób konkretny, rzeczywisty miała udział w tym zwycięstwie. Tutaj natomiast mamy sytuację zupełnie odwrotną. Platforma jest w defensywie, sondaże pokazują, że traci część wyborców nawet na rzecz lewicy. Można więc traktować działania Schetyny w kategoriach zabiegu taktycznego, który przyniesie jakąś radykalną zmianę, poprawę notowań Platformy, natomiast może doprowadzić do przetrwania, umocnienia pozycji i zaplecza tego polityka w ramach struktur partyjnych. Jednocześnie Schetyna robi też wszystko, żeby odrzucić możliwość utożsamiania porażki wyborczej z własną osobą.

Kto jest w stanie kupić stale zmieniającą się narrację opozycji, która poza zapowiedzią legalizacji tzw. związków partnerskich, refundacji procedury in vitro, zatrzymania wycinki lasów czy chociażby walki ze smogiem nic nie proponuje?

– Przede wszystkim w programie Platformy podczas wystąpienia Małgorzaty Kidawy-Błońskiej pojawiły się znów nowe obietnice, ale nie są to kwestie programowe, które mogłyby spowodować, że elektorat Platformy się poszerzy, że ludzie, którzy być może wahają się, na kogo głosować jednak przerzucą swoje wyborcze preferencje na PO. Można zatem mówić raczej o pewnej stagnacji Platformy w kontekście notowań wyborczych i desygnowanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydatkę na urząd premiera jest przedwczesne. Wygląda na to, że Platforma ma złych doradców marketingowych albo Grzegorz Schetyna czuje się tak pewnie, że nie chce nikogo słuchać, bo trudno traktować poważnie desygnowanie kogoś, jako kandydata na premiera w sytuacji, kiedy notowania są niekorzystne dla partii. Ponadto pokazuje to budowę nie od fundamentów, ale od dachu, a zatem jest to działanie nieskuteczne, bo przecież – wcześniej – są pewne procedury. Trzeba przygotować program i zaprezentować go w sposób wyrazisty, trzeba też przedstawić tzw. gabinet cieni, co jest przyjęte w ugrupowaniach demokratycznych. Ukoronowaniem tego całego procesu powinno być przedstawienie czy wskazanie kandydata na premiera. W tej sytuacji, kiedy notowania Platformy są takie a nie inne, to cały ten spektakl wygląda niepoważnie. A nie ma nic gorszego dla polityka, jeśli nie jest traktowany poważnie.

Również program Platformy nie ma szans się obronić. Nikt zresztą nie wyliczył, ile obietnice te będą kosztowały…           

– Osoby, które w sposób bardziej wnikliwy, odpowiedzialny chciałyby ocenić program Koalicji Obywatelskiej, od razu zwrócą uwagę, że w tym programie pojawiają się różne obietnice wymagające – i to znacząco – zwiększenia wydatków, zabrakło natomiast wskazania źródeł finansowania tych propozycji, które sformułowała Małgorzata Kidawa-Błońska. Według szacunków analityków, ekonomistów, pomysły Platformy miałyby kosztować niemal 60 mld zł. Są to oczywiście ogromne pieniądze, które przewyższają nawet wydatki na program „500 plus”, który uwzględnia również świadczenie na pierwsze dziecko. Są to zatem gigantyczne pieniądze na wyborcze obiecanki Platformy bez wskazania źródeł. Zresztą wyreżyserowane wystąpienie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej było zupełnie bez charyzmy. Jeśli bowiem mówi ona, że przed nami wielkie wyzwanie, bo my te wybory wygramy, to same nasuwają się skojarzenia z Grzegorzem Schetyną. Można zatem powiedzieć, że jest to lżejsza wersja Grzegorza Schetyny, ponieważ w słowach Małgorzaty Kidawy-Błońskiej ciągle przewija się przekaz lidera Platformy. Wygramy, wygramy – chyba sam Schetyna, podobnie jak Kidawa-Błońska, w to nie wierzą.

W jakim zatem kierunku zmierza Platforma?

– Platforma Obywatelska to formacja, która wyraźnie się pogubiła pod względem programowym, ale również w sensie przekazu. W szeregach Platformy brakuje pokory, pewnej powagi, stonowania – nawet powiedziałbym – przyznania przed wyborcami, co w mojej ocenie byłoby bardziej skuteczne, że są w trudnej sytuacji, że poparcie – z ich punktu widzenia – jest niewystarczające, że muszą z trudem walczyć o głosy i odzyskiwać to, co utracili, a nie – jak to robią – zaklinać rzeczywistość, że są mocni i wygrają.  Tego typu przekaz zaprezentowany podczas konwencji PO o ile nie będzie wpływał demobilizująco na elektorat Platformy, to z całą pewnością nie będzie mobilizował wyborców.

  Dziękuję za rozmowę.          

      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl