logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Od prawicy wymaga się określonych postaw

Wtorek, 17 września 2019 (21:04)

Z politologiem dr. Krzysztofem Kawęckim rozmawia Mariusz Kamieniecki

W sobotę ulicami Torunia ma przejść tzw. marsz równości. Jak odebrać hasło „Marsz dla Życia i Rodziny”, które ma towarzyszyć marszowi środowisk LGBT?

– To skrajna perfidia, to nic innego, jak podczepianie się pod szczytne hasła czy inicjatywy, które mają już swoją tradycję. Weźmy chociażby marsze w obronie życia i rodziny, które w Polsce mają już swoją ugruntowaną tradycję, odbywają się w różnych miastach, gromadzą setki tysięcy ludzi. W porównaniu skala rzeczywistych marszów dla życia i rodziny z inicjatywami, które podszywają się pod to hasło, a de facto propagują zupełnie odwrotne zachowania czy hasła, wypada zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. Hasło, które proponują organizatorzy marszu w Toruniu, być może jest próbą zwiększenia frekwencji i wprowadzenia pewnej dezorientacji. Jednak ludzie, którzy ewentualnie wezmą udział w tego typu marszu, będą doskonale zdawali sobie sprawę, w czym uczestniczą i jaki jest rzeczywisty charakter tego przedsięwzięcia. Poza tym organizatorzy toruńskiego marszu w sposób cyniczny, świadomy używają nazwy „Marsz dla Życia i Rodziny”, aby jeszcze bardziej podkreślić, jaki jest ich rzeczywisty stosunek do wartości życia i rodziny, można zatem powiedzieć, że przemawia przez nich cynizm.

Jest to zatem próba dezinformacji?

– W marszach dla życia i rodziny uczestniczą w dużym stopniu również ludzie młodzi, natomiast tzw. marsze równości, podszywające się pod inicjatywy środowisk katolickich, mają de facto dezorientować opinię publiczną i wpływać na postawy właśnie ludzi młodych. Wydaje się, że przekaz ten jest fałszywy od początku i jest skazany na porażkę, ale z drugiej strony – biorąc pod uwagę propagandę, która ma miejsce ze strony środowisk liberalno-lewicowych – szybki, obrazkowy, bezrefleksyjny przekaz powoduje wśród części ludzi mniej świadomych pewną dezorientację – nawet wśród tych, którzy nie wezmą udziału w takim marszu jak ten najbliższy w Toruniu. Chodzi zatem o to, żeby taki przekaz – nawet ogólnopolski – był niejasny, nieczytelny, zamazany. Tych przekazów zresztą jest kilka, ale główny to właśnie podkreślenie cynizmu organizatorów i powiedzenie, że wartości życia i rodziny, tradycyjnego modelu rodziny nie mają dla tych środowisk żadnego znaczenia, żadnej wartości. Aczkolwiek – jak wiele tego typu działań – odbywa się w sposób nie bezpośredni, a pośredni, w czymś, co możemy nazwać podtekstami.     

Przedstawiciele środowisk LGBT używają frazesów o wolności, a tak naprawdę sami tę wolność ograniczają innym…

– Doskonale ujął to prof. Aleksander Nalaskowski zawieszony przez władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika za krytyczny felieton o środowisku LGBT, w którym mówi wprost, że mamy do czynienia z wojną ze strony tych środowisk, że nie są to działania przypadkowe, ale przygotowane i skoordynowane, które mają na celu wprowadzenie, narzucenie swoich postaw innym pod płaszczykiem tolerancji. Mamy zatem do czynienia raczej ze zjawiskiem tolerancjonizmu, który polega na tym, że wszelkie postawy normalności, obrony wartości rodziny, wartości religijnych mają być rugowane z przestrzeni publicznej. Tu chodzi o to, żeby nie było tolerancji dla osób wyznających tradycyjne wartości. I to w jakiś sposób ma już miejsce, stygmatyzuje się bowiem, co więcej – poddaje się pewnym formom represji wypowiedzi krytykujące działania podejmowane przez środowiska LGBT. Przykładem jest właśnie postawa rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu na felieton – zresztą znakomitego publicysty, wybitnego pedagoga, naukowca prof. Aleksandra Nalaskowskiego. Z drugiej strony – poza tą represyjnością – ma to na celu eliminowanie z przestrzeni życia publicznego, także w wymiarze indywidualnym, wartości chrześcijańskich, prorodzinnych.

Tyle że z tego typu zjawiskami mamy do czynienia i to od wielu, wielu lat w krajach Europy Zachodniej…

– Dokładnie, ale to pokazuje, jakie są rzeczywiste postawy i intencje środowisk liberalno-lewicowych, dla których w imię rzekomej tolerancji walczy się z katolicyzmem i wartościami rodziny, które są fundamentem społeczno-moralnego państwa. Oczywiście mamy też do czynienia z reinterpretacją pojęcia „tolerancja”, czyli z afirmacją ideologii tolerancjonizmu, co w połączeniu z wszechobecną ideą poprawności politycznej powoduje, że jest to próba narzucenia dyktatury relatywizmu. Doskonale opisuje to włoski wybitny filozof, prof. Roberto de Mattei, który tak nazwał to zjawisko, zresztą tak zatytułował swoją książkę „Dyktatura relatywizmu”. Jego zdaniem, dyktatura relatywizmu będzie najgorszą tyranią w historii. Jego zdaniem, marsz w kierunku totalitaryzmu ma trzy etapy. Pierwszym jest negacja istnienia prawa i prawdy obiektywnej, czego konsekwencję stanowi zrównanie dobra ze złem, grzechu i cnoty. Drugim – instytucjonalizacja dewiacji moralnych, objawiająca się w przemianie prywatnej niegodziwości w publiczną cnotę, a trzecim – wprowadzenie ostracyzmu społecznego i prawnej karalności dobra. Tak czy inaczej ideolodzy tolerancjonizmu sformułowali – w imię tolerancji – pojęcie tzw. tolerancji represywnej, która oznacza eliminację z przestrzeni publicznej poglądów i zachowań uznanych przez liberalne kręgi za nietolerancyjne. I takie postawy w ich języku poprawności politycznej, jak chociażby ksenofobia, fundamentalizm religijny, homofobia, islamofobia i właśnie ideologia LGBT, która obecnie jest awangardą tego typu działań.  

Dlaczego dochodzi do tego typu prowokacyjnych tzw. marszów równości, dlaczego władze na to pozwalają?

– Oczywiście były próby blokowania przez prezydentów poszczególnych miast takich marszów, ale niestety były uchylane przez sądy. To oczywiście pokazuje, że mamy do czynienia ze słabością państwa, które nie potrafi bronić fundamentów, na których zostało zbudowane. Nie są też egzekwowane kompetencje państwa i konstytucyjne zapisy, które mają chronić – w tym wypadku – rodzinę. Myślę, że tutaj brakuje woli politycznej, żeby tego typu działania ograniczyć czy ukrócić. Zadajemy sobie pytania: dlaczego tak się dzieje? Tym bardziej że taki stan rozchwiania trwa zbyt długo, a mimo to nie ma zdecydowanej reakcji ze strony rządu. Od prawicy wymaga się określonych postaw, bo inaczej również będziemy mieli do czynienia z zafałszowaniem czy nadużyciem pojęcia prawica przez obóz rządzący i większość parlamentarną. Nie ma tutaj – w moim przekonaniu – żadnych przeszkód, żeby podjąć tego typu działania legislacyjne, prawne, ale też edukacyjne oddziałujące na opinię publiczną. Tymczasem w tym zakresie – w ogóle w sferze kulturowej – mamy zupełną bierność obozu władzy. I ten stan rzeczy trwa nazbyt długo, a to z kolei sprzyja rodzeniu się różnych interpretacji – często nieuprawnionych, tego typu, że polaryzacja światopoglądowa w dużym stopniu jest na rękę obozowi rządowemu i większości parlamentarnej.

Odważne stwierdzenie…

– Ale tak jest. Polaryzacja pewnych postaw jest na rękę obecnej władzy. Ponieważ zdecydowana większość Polaków jest przeciwko wprowadzaniu dewiacji w obszar życia publicznego, to przynosi to punkty sondażowe Zjednoczonej Prawicy, bo przedstawiciele tego obozu dość mocno w sposób przynajmniej werbalny, hasłowy – podczas konwencji wyborczych – przeciwstawiają się tego typu zachowaniom. Niestety w ślad za tym nie idą konkretne działania, a zatem liderzy Zjednoczonej Prawicy powinni mieć też świadomość, że taka taktyka na dłuższą metę jest absolutnie nieskuteczna. Można wręcz powiedzieć, że jest taktyką szkodliwą, bo rozzuchwala środowiska lewicowo-liberalne, pozwala tym samym na przekraczanie kolejnych granic i przedstawiania coraz to nowych postulatów. Oddziałuje i wpływa to zwłaszcza na niszczenie rodziny i postaw młodego pokolenia Polaków, które jest chyba najbardziej narażone na tego typu propagandę. I to jest najbardziej szkodliwe, ale również – w dalszej perspektywie – jest to również zagrożenie dla obozu Zjednoczonej Prawicy, dlatego że znaczna część wyborców – świadomych wyborców – w końcu zauważy, że same piękne wzniosłe hasła nie wystarczają i że trzeba podjąć konkretne, zdecydowane działania. Innymi słowy, że potrzeba czynów, a nie tylko słów, oby tylko nie było za późno, bo wydaje się, że już w tej chwili doszliśmy do dna, od którego trzeba się odbić i podjąć konkretne rozwiązania w tym zakresie. Natomiast konwencje programowe Zjednoczonej Prawicy, które się odbywają, owszem pięknie brzmią hasłowo, jeśli chodzi o kwestie ochrony życia, rodziny, ale w wymiarze legislacyjnym konkretnych pakietów rozwiązań prawnych niestety wciąż nie ma. Mamy zatem do czynienia z patologicznymi sytuacjami, gdzie w aktach agresji są deptane symbole religijne, gdzie godzi się w uczucia ludzi wierzących, ale nikt temu nie przeciwdziała. Natomiast kiedy ktoś próbuje skrytykować działania środowisk LGBT, to odsądzany jest od czci i wiary. Tak dłużej być nie może.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl