Realizując wieloletni projekt „Śladami Zbrodni”, Instytut Pamięci Narodowej odnotował w całym kraju ok. 550 miejsc, gdzie byli więzieni, katowani i zabijani żołnierze formacji niepodległościowych w okresie powojennym. Mapę miejsc zbrodni komunistycznego aparatu terroru, ich historię, gehennę ofiar i bestialstwo oprawców będziemy przypominali w „Naszym Dzienniku”. Dziś rusza nowy cotygodniowy cykl „Katownie bezpieki. Tu ginęli Niezłomni”.
– Z całą pewnością tych miejsc było więcej, ze względu choćby na kompletnie niedookreśloną liczbę placówek sowieckich organizowanych zarówno jesienią 1944 r. na terenie tzw. Polski Lubelskiej, jak i później w 1945 r. – mówi „Naszemu Dziennikowi” dr Tomasz Łabuszewski, naczelnik Biura Badań Historycznych, warszawskiego oddziału IPN, koordynator projektu. – Te pięćset kilkadziesiąt obiektów to jest minimum. Jakie jest maksimum, nie jestem w stanie powiedzieć. W Warszawie, też w sposób niepełny, zlokalizowaliśmy takich miejsc ponad 50. I z całą pewnością ta liczba nie jest ostateczna – zaznacza.
Większość tych obiektów to byłe siedziby Urzędu Bezpieczeństwa (ok. 330), ok. 100 to areszty śledcze, obozy i więzienia, a ok. 60 gmachy związane z NKWD, Smierszem i innymi służbami.
Mimo tak dużej liczby katowni upamiętnionych zostało niewiele z nich. Na czele wybijają się dwa muzea zlokalizowane w miejscach uwięzienia i mordowania Żołnierzy Wyklętych. W dawnych aresztach – na ul. Rakowieckiej w Warszawie powstało Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL oraz Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.
Jacek Karczewski, dyrektor placówki w Ostrołęce, przyznaje, że takie ośrodki w Polsce wciąż należą do rzadkości. – W zdecydowanej większości takich miejsc brakuje większych upamiętnień. Muzeum Żołnierzy Wyklętych znajduje się w byłym więzieniu, gdzie wykonywano wyroki śmierci – mówi „Naszemu Dziennikowi” Jacek Karczewski.
Także z punktu widzenia dr. Tomasza Łabuszewskiego ta kwestia nie wygląda najlepiej. – Z mojej wiedzy wynika, że taka izba pamięci została zaprojektowana w byłym więzieniu w Kielcach. W byłej siedzibie PUBP w Siedlcach została zachowana jedna ściana z inskrypcjami. Istniał projekt stworzenia izby w byłej siedzibie PUBP w Sokółce. Podobny projekt był w Augustowie, który nie został jednak zrealizowany. Szereg obiektów, które zostały udokumentowane w albumie „Śladami zbrodni” z 2012 r., już nie istnieje – wskazuje historyk IPN. Do takich niechlubnych przykładów należy m.in. siedziba bezpieki w Mińsku Mazowieckim. – Ten obiekt został rozebrany, a na tym miejscu powstają nowe bloki, a to w tym budynku, w piwnicach znajdowały się inskrypcje więzienne, które z całą pewnością stanowiły wartość historyczną, narodową, która powinna być chroniona prawem – ubolewa dr Łabuszewski.
Planowane jest natomiast otwarcie izby pamięci na ul. Strzeleckiej w Warszawie. – Na pewno zostanie otwarta w przyszłym roku, z gotową ekspozycją, ale obawiam się, że nie będzie miała ona konkurencji – dodaje.
Katownia w sądzie
Izba pamięci funkcjonuje na terenie rzeszowskiego Zamku. – Można ją zwiedzać po wcześniejszym umówieniu się z pracownikiem sądu, który nadal tam funkcjonuje – mówi nam Grzegorz Leszczyński z rzeszowskiego IPN.
Ślady po dawnym miejscu straceń Żołnierzy Niezłomnych ocalono w Białymstoku. – Odsłoniliśmy w zeszłym roku upamiętnienie obejmujące miejsce, gdzie dokonywano egzekucji. Znajduje się ono na terenie dawnego białostockiego więzienia, obecnie aresztu, w dwóch pomieszczeniach – mówi nam dr Jarosław Schabieński, naczelnik pionu upamiętnień białostockiego oddziału IPN. Dodaje, że na razie nie jest realizowany projekt upamiętnienia siedziby UB w Augustowie.
Z kolei za zgodą władz lokalnej straży miejskiej można zwiedzać kazamaty dawnego więzienia na ul. Kurkowej w Gdańsku. – Byli tu przetrzymywani Żołnierze Niezłomni, jak „Inka”, „Zagończyk”. Jest karcer, cele. Odbywają się tam, oczywiście w ograniczonym zakresie, wycieczki – mówi Jan Hlebowicz, rzecznik prasowy oddziału gdańskiego IPN.
Kiedy ustawa
Niestety wiele dawnych katowni znajduje się w prywatnych rękach, niszczeje, budynki są rozbierane, a pracownicy IPN mają do nich utrudniony dostęp. Dlatego IPN postuluje opracowanie ustawy o miejscach pamięci. Nadal nie wiadomo, ilu polskich patriotów przewinęło się przez te katownie, ilu zostało tam zamordowanych lub zmarło np. w wyniku nieludzkich tortur.
– Jedyne ustalenia, jakie zostały dokonane po 1989 roku, co do liczby ofiar komunistycznych z pierwszej powojennej dekady to jest 21 tys. zmarłych w więzieniach komunistycznych. Lista taka przygotowana została jeszcze w latach 90. przez dyrekcję zakładów karnych. Mamy też liczbę ok. 5 tys. skazanych na karę śmierci, z których wykonano ok. 3,5 tys. wyroków. Natomiast co do pozostałych ustaleń, to niestety do dzisiaj przez wielu historyków wykorzystywane są dane opracowane przez stronę komunistyczną w latach 70. – ocenia dr Łabuszewski. Podaje się 8,6 tys. zabitych po stronie podziemia niepodległościowego i 10-12 tys. po stronie komunistycznej. – Uważam, że te dane są niedoszacowane, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Jak wynika z badań cząstkowych przeprowadzonych w pięciu powiatach województwa mazowieckiego, tylko w nich zabitych zostało minimum 1,5 tys. po stronie niepodległościowej i ludności cywilnej, co pokazuje, że ta liczba 8 tys. w skali ogólnopolskiej raczej się nie broni, biorąc choćby pod uwagę, że sama obława augustowska to minimum 600 ofiar, a mogło ich być i tysiąc – podkreśla historyk. – Pokazuje to, że liczba ofiar pacyfikacji w terenie jest wielokrotnością tych 8 tys. Być może jest to w granicach 25-30 tys. Wydaje mi się, że jest to liczba bardzo prawdopodobna – mówi nam dr Łabuszewski. Szacuje się jednak, że po stronie niepodległościowej mogło zginąć nawet 50 tys. osób.
Zapomniany projekt
Projektowi „Śladami zbrodni” towarzyszył również program edukacyjny. Materiały dla nauczycieli nadal są dostępne na specjalnej stronie IPN, podobnie jak informacje o katowniach, ale brakuje zainteresowania poszerzeniem wiedzy młodzieży w tym względzie. – Program edukacyjny nie jest kontynuowany. Do mnie nie dochodzą żadne sygnały świadczące o zainteresowaniu tym tematem. Mam nieodparte wrażenie, że tymi miejscami wielu decydentów interesuje się od rocznicy do rocznicy, a pomiędzy nimi życie pisze zupełnie inne scenariusze, to znaczy miejsca te odchodzą sukcesywnie i nieodwracalnie w niebyt – podsumowuje dr Tomasz Łabuszewski.

