logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Można wygrać z bankami

Piątek, 20 września 2019 (22:52)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem na Sejm, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sąd Najwyższy Chorwacji oddalił wniosek banków o rewizję wyroku wydanego przez sąd niższej instancji dotyczącego nieudzielenia właściwych informacji na temat kredytów we frankach szwajcarskich…

– Należy powiedzieć wyraźnie, że mówimy tutaj o stanowisku Sądu Najwyższego Chorwacji. Warto też przypomnieć, że bodajże w 2013 roku sąd niższej instancji w tym kraju uznał, że banki naruszyły prawa klientów, bo nie udzieliły klientom informacji o ryzykach związanych z kredytami hipotecznymi we frankach szwajcarskich. Jednocześnie sąd nakazał bankom przewalutowanie kredytów na chorwackie kuny po kursie, który obowiązywał w momencie zaciągania kredytów, ponadto nakazał zastosowanie stałej stopy procentowej. 

Co ten wyrok oznacza?

– Ten wyrok pokazuje, że jeśli jest determinacja i sądy działają jak należy, to z bankami można wygrać w słusznej sprawie, tym bardziej że w tym wypadku mówimy o Chorwacji, a więc kraju znacznie mniejszym niż Polska, i grupie ponad stu tysięcy osób poszkodowanych. Tak jak w Polsce poszkodowani frankowicze są skupieni w Stowarzyszeniu Stop Bankowemu Bezprawiu, podobnie jest w Chorwacji, gdzie kredytobiorcy poszkodowani przez banki są zrzeszeni w Stowarzyszeniu Franak skupiającym ok. 125 tysięcy osób. To ludzie zdeterminowani walczyć o swoje słuszne racje i Sąd Najwyższy Chorwacji wydanym wyrokiem potwierdził, że banki złamały prawo i otworzył poszkodowanym drogę do ubiegania się o odszkodowania.

Jak ten wyrok chorwackiego Sądu Najwyższego ma się do sprawy polskich kredytobiorców wmanewrowanych w kredyty frankowe?

– Ten wyrok pokazuje, że mówimy o procederze na bardzo szeroką skalę, m.in. w Chorwacji, na Węgrzech, w Hiszpanii i w wielu innych państwach europejskich, a więc nie jest to wytwór polski, ale mechanizm powszechnie stosowany – w pewnym czasie – na terenie całej Europy. Nie jest to zatem sprawa wydumana przez polskich kredytobiorców, ale mówimy tu o procederze nagminnie stosowanym przez banki w skali całej Europy. Przykład Chorwacji pokazuje, że nie da się zamieść tego problemu pod dywan, że sprawa jest do wygrania przez poszkodowanych, tylko potrzeba odwagi sędziów i sądów, które będą pilnować i stać na stanowisku prawa – tym bardziej prawa unijnego. Mam tu na myśli słynną dyrektywę 9313, która odnosi się do praw konsumenckich i mówi, że nie może być tak, że strona, czyli bank, który z założenia ma przewagę, wykorzystuje swoją pozycję w stosunku do słabszych, czyli konsumentów.

Jaka jest skala poszkodowanych kredytobiorców w Polsce?

– W Polsce mówimy o grupie około pół miliona osób, rodzin, które mają tego typu umowy. Jeśli statystycznie przemnożyć to przez cztery, tyle bowiem średnio liczy polska rodzina, to daje to liczbę przynajmniej dwóch milionów osób bezpośrednio poszkodowanych w wyniku zaciągnięcia tzw. kredytów we frankach szwajcarskich.

W ostatnim czasie można zaobserwować znaczny wzrost zainteresowania frankowiczów dochodzeniem swoich roszczeń na drodze sądowej…

– Zgadza się. Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, tylko w drugim kwartale tego roku do sądów wpłynęło ponad 2,2 pozwów przeciwko bankom. To oznacza, że świadomość konsumentów, którzy chcą dochodzić swoich praw, stale rośnie, to jest suma pewnych działań. Pamiętam początek tej batalii, atmosferę na forum mediów ogólnopolskich, która była bardzo nieprzychylna wobec tzw. frankowiczów. Był duży hejt, było widać działania lobbystów, ale też brak wiedzy i przygotowania sędziów. Oczywiście mówimy tu o bardzo niełatwej materii, bo trudno oczekiwać od sędziów, którzy zazwyczaj zajmują się alimentami, rozwodami czy też zwykłymi umowami cywilnoprawnymi, że z dnia na dzień zostaną specjalistami z zakresu prawa bankowego, spraw konsumenckich i prawa unijnego. To wszystko wymagało czasu, wymagało determinacji, działań organizacji pozarządowych, jak chociażby Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu skupiającego tzw. frankowiczów, którzy w skali kraju działali bardzo konsekwentnie, składając m.in. skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ze swojej strony na przestrzeni ostatnich czterech lat – sprawując mandat posła na Sejm RP – też miałem w tym swój mały udział, bo na gruncie parlamentu byłem tym posłem, który miał wolę i determinację mówić, przypominać. Tyle mogłem zrobić, złożyłem wniosek, byłem też inicjatorem powołania komisji śledczej do sprawy wyjaśnienia afery frankowej, spotykałem się również z prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a także z Rzecznikiem Finansowym. Co więcej, złożyłem doniesienie do prokuratury po raporcie Najwyższej Izby Kontroli dotyczącym właśnie tzw. afery frankowej. Cieszę się, że po czterech latach starań to, co się dzieje na gruncie europejskim, np. zapowiedzi TSUE, pokazuje, że moje wołanie, moje apele były słuszne, co więcej, że w świetle tego, co się dzieje – banki, gdyby dzisiaj miały możliwość, to mój projekt ustawy 729 brałyby w ciemno.

Proszę przypomnieć, czego ten projekt dotyczył?

– Poselski projekt ustawy o restrukturyzacji kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska oraz o wprowadzeniu zakazu udzielania takich kredytów dotyczy określenia zasad restrukturyzacji kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska, udzielonych po 1 stycznia 2000 roku na okres dłuższy niż 60 miesięcy; ponadto wprowadzenia zakazu udzielania takich kredytów oraz zasad rozliczania nadpłaty za kredyt częściowo lub całkowicie spłacony. W tym projekcie od początku mówiliśmy to samo, co dzieje się dzisiaj chociażby w Chorwacji, a więc że nie były to żadne kredyty walutowe, że kredytobiorcy na oczy nie widzieli żadnego franka, tylko złotówki, co więcej, że ludzie chcieli i chcą te kredyty spłacać. Tymczasem banki w ogóle nie chciały o tym rozmawiać. Mam jednak wrażenie, że teraz, po latach, co niektórzy zaczęli to rozumieć i banki powoli zaczynają się odzywać do klientów, składają propozycje, a więc wykazują dobrą wolę dialogu. I to jest ważne, to jest zmiana – myślę, że oczekiwana zmiana – która pokazuje, że determinacja poszkodowanych zaczyna przynosić efekty.

Wspomniał Pan o powołaniu komisji śledczej do sprawy wyjaśnienia afery frankowej, dlaczego taka komisja nie powstała?

– Zostały spełnione wymagania, zostały zebrane podpisy, był wniosek, ale ta komisja śledcza nie powstała z prostego powodu, mianowicie z braku woli politycznej. Na gruncie polskiego parlamentu niestety takiej woli nie było wśród większości parlamentarnej.         

A co z prezydenckim projektem? Andrzej Duda jako kandydat na najwyższy urząd w państwie deklarował wsparcie dla frankowiczów?

– Niestety nie ma żadnego projektu, nie ma żadnej ustawy. Śmiem twierdzić, że może się okazać, że po wyborach w nowym parlamencie taka ustawa powstanie. Myślę, że banki dzisiaj żałują, że takiej ustawy nie ma, bo gdyby taka ustawa była, to ten temat mógłby już dawno zostać rozwiązany. Teraz musimy zaczekać, w jakim terminie będzie ogłoszony wyrok TSUE, bo póki co tego wyroku nie ma i chyba nie przypadkowo jego ogłoszenie jest przeciągane w czasie, na czas powyborczy.

Dlaczego na drodze legislacyjnej spraw tzw. frankowiczów nie udało się załatwić i czy jest duży zawód zainteresowanych?

– Powiem tak, że zarówno prezydent, jak i rząd ulegli pewnym naciskom, groźbom czy też presji banków, które straszyły, że może to być koniec systemu bankowego, że może dojść do naruszenia bezpieczeństwa finansowego państwa itd. Taka była retoryka środowiska bankowego, a dzisiaj, im bliżej ogłoszenia wyroku TSUE, prezes Narodowego Banku Polskiego mówi wyraźnie, że nic się nie stanie, że, owszem, mogą być jakieś małe tąpnięcia, ale nie tak straszne jak to głoszą banki. Można zatem powiedzieć, że zadziałała psychologia i pewna presja środowiska bankowego.

Przykład Chorwacji powinien sprzyjać rozpoczęciu konkretnych działań w Polsce na rzecz poszkodowanych frankowiczów?

– Na tym etapie – przypomnę, że mamy kampanię wyborczą – jest już za późno, natomiast z chwilą ogłoszenia wyroku TSUE odnośnie do zapytania Sądu Okręgowego w Warszawie dotyczącego kwestii interpretacji przepisów w konkretnej rozpatrywanej przez siebie sprawie kredytobiorców sądy, myślę, że nie będą miały cienia wątpliwości. W Chorwacji jest wyrok prawomocny, który kompletnie unieważnia umowy bankowe, myślę zatem, że sądy również w Polsce dojrzały do takich werdyktów – są póki co jednostkowe przypadki, które pokazują, że można wygrać z bankami – warto o tym pamiętać.

Zjednoczona Prawica powinna przynać się do porażki, że jak dotąd nie udało się spraw frankowiczów załatwić pozytywnie dla kredytobiorców?

– Myślę, że Prawo i Sprawiedliwość może żałować, że nie pochyliło się nad tą sprawą i de facto poszło na ustawkę z lobby finansowym – na zasadzie: nie widzimy problemu, a jeśli chcą dochodzić swoich praw, to niech idą do sądów. I ludzie poszli i wygrywają.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl