logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Dojść do prawdy o Smoleńsku

Sobota, 21 września 2019 (21:46)

Z Andrzejem Melakiem, posłem PiS, prezesem Komitetu Katyńskiego i bratem tragicznie zmarłego 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Stefana Melaka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Minął rok od momentu, kiedy Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło rezolucję dotyczącą katastrofy samolotu Tu-154M, zobowiązując Rosję do zwrotu Polsce wraku tupolewa. I cisza…

Polska, zwracając się i w konsekwencji uruchamiając rezolucję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy dotyczącą katastrofy samolotu Tu-154M, wykonała bardzo dobrze swoją część pracy. Lekceważące stanowisko wobec apelu o zwrot wraku tupolewa – polskiej własności, ukazuje oblicze całkowicie obce naszej europejskiej cywilizacji. Rosja była uważana za kraj cywilizowany, za kraj z pokojowym usposobieniem wobec innych państw. Uważana była za tych, którzy wyzwalali Europę spod jarzma niemieckiego, tymczasem okazuje się, że jest to kraj, który był napastnikiem, agresorem i kraj, który podpisując wszelkie porozumienia, w zdecydowanej większości zrywał je, nie dotrzymując danego słowa wtedy, kiedy te porozumienia nie są dla Federacji Rosyjskiej wygodne, albo w ogóle kiedy jest okazja, żeby je łamać. Pomimo takiej postawy Rosji jestem przekonany, że presja państw europejskich, solidarność państw, której póki co niestety nie ma, a która powinna być regułą i – mam nadzieję kiedyś się pojawi, zmusi Moskwę do respektowania międzynarodowych orzeczeń i wykonywania tego, do czego się zobowiązała.

Póki co tak jednak nie jest…    

To jest przykre, to jest bardzo bolesne, bo to dotyczy polskiej własności zagrabionej w sposób haniebny, urągający wszelkim zasadom wzajemnego współistnienia, własności przetrzymywanej na terytorium obcego państwa bez zgody, czy wręcz wbrew stanowisku właściciela. I to Polaków boli, zwłaszcza gdy przypomną sobie, jak Holandia potrafiła wyegzekwować i sprowadzić szczątki swojego samolotu Boeing MH17 należącego do malezyjskich linii lotniczych – lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur – zestrzelonego przez Rosję nad terytorium Ukrainy w lipcu 2014 roku. Tak wygląda sytuacja, na którą my powinniśmy być absolutnie przygotowani, i – znając postawę Rosji – nie ustępować w dążeniu do odzyskania swojej własności i uruchamiać wszelkie możliwe międzynarodowe gremia, by wyegzekwować to, co jest dla nas potrzebne i niezbędne.

Polskie władze, MSZ przygotowało specjalny raport do Rady Europy w tej sprawie, wskazując, że dalsze przetrzymywanie wraku Tu-154M na terenie Rosji jest pozbawione podstaw prawnych i nie ma racjonalnego uzasadnienia. Tylko kto tego słucha…?

Nawet jeśli nieraz nie ma posłuchu i jeśli apel nie trafia w sposób przekonujący do adresata, to nie oznacza, że trzeba zaprzestać apelowania i dążenia do celu. Być może ktoś inny, kto w sposób bezrefleksyjny wspiera Rosję czy z nią współpracuje, usłyszy te monity i zmieni swoje nastawienie oraz perspektywę spojrzenia na Rosję, która – jak wiemy – przez wiele lat nie zmieniła swojej polityki. Rosja zawsze co innego mówiła, a co innego czyniła i to – jak widać – się nie zmienia. Dlatego my powinniśmy robić swoje i nie ustawać w staraniach o odzyskanie głównego dowodu w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej. To nas, Polaków, obowiązek, by cały czas walczyć i starać się dojść do prawdy.

A jak ocenia Pan rolę mediatora, który miał pomóc? Mam na myśli Heinza Fishera – byłego prezydenta Austrii powołanego w ubiegłym roku do tej roli przez sekretarza generalnego Rady Europy?

– Z tego, co pamiętam, to ów mediator doprowadził bodajże do spotkania szefów dyplomacji Rosji i Polski w Helsinkach, również w Moskwie odbyły się rozmowy urzędników polskiego i rosyjskiego MSZ, ale nic z tego nie wynika. To tylko pokazuje, że działania gremiów europejskich – przynajmniej do tej pory – niewiele dają. Te działania powinny być bardziej zdecydowane, a nie tylko opierające się na retoryce, z której nic nie wynika. Tu trzeba mieć przekonanie, że donośny głos opinii publicznej krajów Unii Europejskiej i całej Europy da pozytywne wyniki. Nie wolno tylko markować czy udawać, że się coś robi. Postawa wspomnianego mediatora, Heinza Fishera, jest dla polskiego Narodu nie do przyjęcia. Tak to widzę.

A co, Pana zdaniem, mogłoby skłonić Rosję do zmiany decyzji i zwrócenia nam naszej własności?  

Do Rosji przemawia jedynie język siły. Potrzebna byłaby zdecydowana postawa wobec polityki uprawianej przez Kreml. Dlatego z całą pewnością musi być twarda postawa społeczności międzynarodowej w postaci zaostrzenia sankcji wobec Rosji, musi paść mocna, zdecydowana groźba zerwania stosunków gospodarczych z Federacją Rosyjską. I to wszystko jest w zasięgu możliwości, tym arsenałem gróźb dysponuje Europa, tylko potrzeba zwolenników takiego rozwiązania i zdecydowanych sojuszników.

Moskwa odmawia wydania Polsce wraku Tu-154M, tłumacząc, że komitet śledczy Federacji Rosyjskiej prowadzi nadal śledztwo w sprawie katastrofy. A jakie są, Pana zdaniem, faktyczne powody tej zwłoki?

Mówienie o prowadzeniu śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej jest zwyczajnym mydleniem oczu opinii międzynarodowej. Idąc tokiem takiego, rozumowania łatwo sobie wyobrazić, że śledztwo będzie prowadzone do tej pory, aż Rosja osiągnie zamierzony skutek.

Czyli…?

Moskwa liczy, że w Polsce z czasem nastąpi zapomnienie o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, liczy, że zmienią się władze w naszym kraju i nikt nie będzie już miał interesu, żeby konsekwentnie upominać się o zwrot wraku tupolewa. Oczywiście, Rosja ma w tym swój cel. Przypuszczam, że szczątki samolotu – tak zniszczone, zdewastowane i porozbijane przez Rosjan jeszcze na miejscu katastrofy – wciąż jednak posiadają wartość, która byłaby przekonującym dowodem na to, że to, co się wydarzyło ponad dziewięć lat temu pod Smoleńskiem, to nie był wypadek. 

Dojdziemy kiedyś do ujawnienia całej prawdy o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku?

Trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, czy dojdziemy do całej prawdy co do przyczyn i okoliczności tej narodowej tragedii; do tego trzeba wielu chętnych, zdecydowanych postaw ludzi i wielu międzynarodowych wspólników, rzeczników, którzy pomogą nam w odkryciu kart. Na pewno staramy się, aby dojść do prawdy o Smoleńsku, a jak będzie, jaki będzie efekt tych naszych zabiegów – trudno mi dzisiaj powiedzieć. My – rodziny smoleńskie – na pewno nie ustaniemy w dążeniach o wyjaśnienie tego, dlaczego 96 najważniejszych osób w państwie z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim na czele zginęło, udając się na uroczystości poświęcone 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl