Jak odebrała Pani symulowanie odruchów osób chorych psychicznie, niepełnosprawnych intelektualnie, co pojawiło się w niektórych spotach akcji części środowiska artystów „Nie świruj, idź na wybory”?
– Jako poseł na Sejm w reakcji na te skandaliczne zachowania pozwoliłam sobie – na Twitterze – zamieścić wpis, w którym potępiam zachowania ludzi kultury, artystów w stosunku do osób chorych, niepełnosprawnych. Mojej zgody i zgody naszego środowiska na tego typu zachowania nie ma i nie będzie. Uważam, że naśmiewanie się z osób niepełnosprawnych, z niepełnosprawnością intelektualną, osób chorych uderza w godność każdego człowieka. Biorąc pod uwagę nawet kampanię wyborczą, która może przybierać różne oblicza, w tym wypadku poszło to za daleko. Zachowania niektórych polskich artystów, bo oczywiście mamy grono wspaniałych dojrzałych ludzi w tym środowisku, którzy szanują ludzi, natomiast zachowania tych, którzy szydzą z drugiego człowieka, są nie na miejscu. Sądzę, że ze zwykłej przyzwoitości powinni przeprosić.
Środowisko Koalicji Obywatelskiej nie widzi w tym nic zdrożnego, co więcej traktuje te spoty jako zachętę, mobilizację do udziału w wyborach…
– Wychodzę z założenia, że zachęcanie do udziału w wyborach to przede wszystkim rozmowy z Polakami czy to na ulicy, czy rynkach, rozmowy podczas spotkań, podczas różnego rodzaju konferencji. Jeżeli chcemy zachęcać Polaków, to służą temu także odpowiednie spoty, pod warunkiem, że są przyzwoite i normalne. Tak więc każda zachęta, o ile prezentuje pewien poziom, jest bardzo dobra, bo jako nauczyciel – uczyłam historii i wiedzy o społeczeństwie – mam świadomość, że jako społeczeństwo do wyborów nie chodzimy tak licznie, jak to ma miejsce w innych krajach, np. w Stanach Zjednoczonych, czy w niektórych państwach Unii Europejskiej. W Polsce część ludzi zostaje w domach. Dlatego rząd, a także media, które w założeniu powinny służyć dobru wspólnemu, powinny w sposób elegancki zachęcać Polaków do udziału w wyborach i nie ma tu znaczenia, na jaką partię zagłosują, bo każdy ma prawo wypowiedzieć się wedle swoich poglądów, ważne jednak, żeby ta forma zachęty była podana w elegancki, cywilizowany, kulturalny sposób, bez obrażania czy wręcz stygmatyzowania kogokolwiek. Spierajmy się o programy, przedstawiajmy je także w mediach i tym zachęcajmy do tego, aby w święto demokracji, jakim są wybory, nie pozostawali bierni w swoich domach. Jeśli ktoś zostaje w domu, to znaczy, że jest obojętny na to, co się dzieje w kraju, a w konsekwencji nie powinien mieć później pretensji, które najczęściej mają ci ludzie, którzy nie biorą udziału w wyborach.
Jak ludzie odbierają zachętę polityków do udziału w wyborach?
– Pierwszą rzeczą, jaką robię, spotykając się z ludźmi, to proszę ich, żeby nie pozostawali bierni, żeby korzystali ze swojego demokratycznego mandatu i poszli do urn 13 października. Bardzo nam jako Prawu i Sprawiedliwości zależy na tym, bo to jest zwykły obywatelski obowiązek. Kiedy spotykam młodzież, mówię im, aby zagłosowali w wyborach, żeby wstali z wygodnej kanapy i poszli do urn. Mówię im o swojej zawodowej drodze nauczyciela, pedagoga, kiedy starałam się wspierać ich swoją wiedzą, doświadczeniem i teraz proszę was, zastanówcie się: może warto iść do wyborów, i argumentuję, dlaczego warto.
Jaki jest odzew?
– Takie podejście otwiera ludzi na siebie. Młodzież zaczyna rozmawiać, zaczyna się dopytywać o sprawy, które są dla nich ważne. A zatem rozmowa z Polakami młodymi, starszymi jest zachętą do wyborów. Zresztą na swoich ulotkach, w spotach wyborczych zachęcam do udziału w głosowaniu. I uważam, że jednym z elementów każdego kandydata powinna być zachęta do stawienia się 13 października w lokalach wyborczych, bo to jest nasze prawo, ale też obowiązek. Im więcej nas pójdzie, tym mandat społeczny partii, która wygra, będzie silniejszy.
Wracając jeszcze do fali hejtu, który stał się elementem kampanii, jak w ogóle odnieść się do tej wrogości, która rozlewa się po Polsce i dzisiaj dotyczy już nie tylko polityków?
– Hejt stał się niestety częścią naszego życia. Coraz częściej obserwujemy tego typu zjawiska wokół siebie, ale też sami doświadczamy tego na sobie. Ja również staję się przedmiotem ataków, kiedy w liście do różnych środowisk, m.in. parafii znajdujących się w moim okręgu, zdałam relację ze swojej czteroletniej pracy jako posła na Sejm RP. Uznałam bowiem, że warto, że mam obowiązek zdać sprawę ze swojej działalności tym wszystkim, którzy obdarzyli mnie zaufaniem i powierzyli mi mandat poselski. To spotkało się z falą hejtu ze strony lewicowych gazet czy portali internetowych, którym nie podoba się też to, że w moim liście napisałam jasno, że jestem przeciwna adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Ta nagonka spotyka nie tylko mnie, ale wielu ludzi, którzy mają swoje prawicowe, katolickie poglądy, którzy wbrew narzucanym trendom nie chcą płynąć w głównym nurcie i sprzeciwiają się próbom narzucania Polsce i Polakom zła.
Dlaczego część społeczeństwa mimo wszystko akceptuje trendy, jakie płyną z Zachodu i rozlewają się po Polsce? Skąd przyzwolenie na hejt?
– Oczywiście, że są takie osoby, które akceptują takie zachowania, ale większość polskiego społeczeństwa się temu sprzeciwia i jasno artykułuje brak zgody na zło wyrażane chociażby w tzw. marszach równości, gdzie obrażane są nasze tradycyjne wartości, symbole religijne. Kiedy zamieściłam wspomniany na wstępie naszej rozmowy wpis na Twitterze potępiający niestosowne zachowania ludzi kultury wobec osób chorych, spotkało się to z przyjaznym odbiorem i dużą ilością polubień. To świadczy, że z nami, Polakami, nie jest tak źle, że jest wielu ludzi, którzy się z tym nie zgadzają, i uważają, że nie można ludzi niepełnosprawnych traktować w ten sposób. To także dowód, że przewaga dobra nad złem jest ciągle duża i fala hejtu – mam nadzieję – będzie jednak słabła i dobro w nas zwycięży. 13 października to ważny dzień, w którym polskie społeczeństwo – jak wierzę – stanie na wysokości zadania i podziękuje partiom lewicowym.
Komu zależy na rozsiewaniu fali wrogości wobec innych ludzi i do czego może nas doprowadzić ta fala nienawiści, jeśli jej nie zablokujemy?
– Jeżeli partie opozycyjne nie mają programu dla Polski i Polaków, lub mają program niespójny, byle jaki, pisany na kolanie pod potrzeby kampanii, niepoparty żadnymi wyliczeniami, to pozostaje im tylko siać ferment, występować z wrogością, siać nienawiść i podburzać ludzi przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. A zatem nie o Polskę im chodzi, a tylko o władzę dla samej władzy. Martwi mnie też to, że są prywatne media sprzyjające totalnej opozycji, które robią wodę z mózgu – szczególnie ludziom młodym, bo osoby o ukształtowanych poglądach na te sztuczki tak łatwo się już nie nabierają. Natomiast ludzie młodzi, często zbyt łatwowierni, zmieniają swoje poglądy, zanim je w sobie ugruntują. Robimy więc wszystko, żeby dotrzeć do naszej młodzieży, zresztą młodzi ludzie też są na naszych listach i pokazują nam, że politykę można robić inaczej, w cywilizowany sposób.
Dziękuję za rozmowę.

