Jest Pan naukowcem i wysokim urzędnikiem – wojewodą, teraz kandyduje Pan do Sejmu, to nowe wyzwania.
– Tak, dlatego że w tych wyborach decyduje się przyszłość Polski na kolejne dziesięciolecia. Nie tylko na cztery lata. W związku z powyższym obowiązuje zasada: wszystkie ręce na pokład. Jestem zaszczycony, że kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości postanowiło, bym kandydował z listy nr 2, w dodatku z bardzo wysokiego, drugiego miejsca. To jest ten moment, kiedy wszyscy muszą pracować na rzecz kolejnych dziesięcioleci, nie tylko kolejnych czterech lat.
Deklaruje Pan chęć kontynuowania „dobrej zmiany”. Jakimi konkretnie kwestiami chciałby Pan się zająć w Sejmie?
– Dokładnie tymi samymi, którymi zajmuję się, będąc wojewodą. To znaczy rozwojem Polski Wschodniej, w szczególności woj. lubelskiego, odblokowaniem komunikacyjnym regionu, kontynuowaniem tych reform infrastrukturalnych, które są na Lubelszczyźnie robione. Jednocześnie chcę się zająć rozwojem gospodarczym Lubelszczyzny, na który składać się mogą przeróżne rzeczy, m.in. usytuowanie znaczącej części krajowej grupy spożywczej na Elizówce w Lublinie. Moje strategiczne cele to też udrożnienie przejść granicznych i wybudowanie nowego terminalu towarowego w Dorohusku. Jednocześnie, mając pełną wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, jak bardzo duży ma potencjał, jak niezwykle ważne jest dla mieszkańców regionu, będę starał się pomagać ze wszech miar COZL w jego dalszym rozwoju.
Opozycja cały czas podnosi hasło „Konstytucja”, również na forum unijnym, i popiera uzależnienie wypłaty środków od tzw. praworządności. Jak Pan ocenia taką argumentację jako specjalista od prawa konstytucyjnego?
– Jest ona kompletnie nielogiczna i postawiona na głowie. Polska jest państwem praworządnym. Jest państwem prawa. Jest państwem sprawiedliwości społecznej. W końcu teraz, bo nie była ani państwem praworządnym, ani państwem sprawiedliwości społecznej. W związku z powyższym te utyskiwania opozycji nijak się mają do rzeczywistości. Z praworządnością problem mają niektóre kraje Europy Zachodniej, a nie Polska. Radziłbym Komisji Europejskiej i Unii Europejskiej skupić się na kwestii praworządności w innych krajach, bo w Polsce wszystko jest w porządku.
Zdecydowanie przeciwstawia się Pan inwazji ideologii LGBT. Jak chciałby Pan z nią walczyć, będąc w Sejmie?
– Niewykluczone, że również poprzez kolejne korekty prawa o zgromadzeniach czy wręcz kodeksu wykroczeń po to, aby jednoznacznie postawić tamę gorszącym scenom na ulicach polskich miast, bo to nie ma nic wspólnego z prawem do zgromadzeń. To nie ma nic wspólnego z wolnością. To pseudowolność, gorszenie mieszkańców polskich miast, w szczególności dzieci i młodzieży, co w żaden sposób nie przyczynia się do rozwoju naszego kraju.
Przygotowywany jest obywatelski projekt ograniczenia prawa do manifestacji dla środowisk obrażających moralność publiczną, np. LGBT. Poprze Pan taki projekt w Sejmie?
– Oczywiście, przy czym twierdzę, że już dzisiaj mamy przepisy prawa, które jednoznacznie zabraniają tego typu zgromadzeń. Tylko że prezydenci miast z tego nie korzystają. A jeśli już skorzystają, to sądy stoją na przeszkodzie i to sądy trzeba przede wszystkim przekonać, zmusić do tego, ażeby przestrzegały prawa. „Marsze równości” sieją zgorszenie na ulicach polskich miast, obrażają uczucia religijne. I dowodów na to w ostatnim czasie mamy mnóstwo: z Jasnej Góry, z Warszawy, z Gdańska. Wystarczy tylko po nie sięgnąć, żeby zakazywać tego typu marszów. Ale skoro sądy nie są w stanie tego akceptować, również po decyzjach prezydentów, to trzeba będzie dokonać również pewnej korekty w przepisach prawa.
Tak zwana ściana wschodnia, do której należy województwo lubelskie, była do niedawna po macoszemu traktowana przez rządzących, teraz to się zmieniło. Chce Pan utrzymać ten trend?
– Ta polityka zrównoważonego rozwoju, w szczególności dla woj. lubelskiego, była potrzebna jak powietrze, bo woj. lubelskie było całkowicie zamknięte komunikacyjnie, nierozwinięte infrastrukturalnie, a w związku z powyższym przez to właśnie znajduje się na ostatnim miejscu spośród polskich województw, jeśli chodzi o wskaźniki rozwoju gospodarczego i ekonomicznego. To, co się dzieje w ostatnich czterech latach, to jest boom inwestycyjny: ponad 300 km dróg ekspresowych w budowie, niewiele mniej torów kolejowych w budowie. 760 mln zł na drogi gminne i powiatowe, co daje tysiące kilometrów tych dróg. To jest wielka rzecz, którą widać, i mieszkańcy to niezwykle doceniają. Obok oczywiście wielkiego programu prorodzinnego, jakim jest „Rodzina 500+”.
W mediach podczas kampanii pojawiły się m.in. takie stwierdzenia, że idzie Pan po więcej władzy. Sam o sobie mówi Pan, że jest spokojnym człowiekiem, zapalonym ogrodnikiem.
– Jestem zapalonym ogrodnikiem, spokojnym człowiekiem, dopóki ktoś mnie nie zdenerwuje [śmiech]. Nie idę po więcej władzy, tylko startuję w wyborach po to, żeby Prawo i Sprawiedliwość mogło kontynuować swoje reformy, niezwykle cenne i zbawienne dla województwa lubelskiego. A to, kto później na jakich stanowiskach i funkcjach będzie, to już zdecyduje kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości. Najpierw jednak musimy wygrać wybory. Głęboko wierzę, że 13 października Polacy powierzą nam mandat do rządzenia na kolejne cztery lata.

