logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Wygrana niesatysfakcjonująca

Poniedziałek, 14 października 2019 (13:34)

Aktualizacja: Poniedziałek, 14 października 2019 (14:58)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Sejmu kończącej się kadencji, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Do ogłoszenia oficjalnych wyników przez PKW jeszcze parę godzin, ale jeżeli już znane wyniki z 92 proc. komisji wyborczych się potwierdzą, to PiS nadal będzie rządzić samodzielnie. To chyba dobra wiadomość dla tej formacji?

– Póki co są to wciąż wyniki cząstkowe, choć nie sądzę żeby ostateczne znacząco się różniły od oficjalnych. Natomiast jeśli chodzi o wynik PiS, to odnoszę wrażenie, że jest to radość przez łzy – niezależnie od wygranej, która jest faktem bezdyskusyjnym. Proszę pamiętać, że większość sejmową ma ten, kto zdobędzie 230 mandatów plus jeden, ale to nie wszystko, bo żeby mieć stabilną większość i komfort rządzenia, to trochę za mało. Taka jest praktyka sejmowa. Trudno się rządzi, jeśli ma się tylko nieznaczną przewagę, kiedy w przypadku głosowań liczy się posłów, czy wszyscy są na sali, czy ktoś przypadkiem nie jest chory, czy też jest nieobecny z jakiegoś innego powodu. A zatem dla opcji rządzącej nie jest to komfortowa sytuacja. Oznacza to, że partia rządząca tak naprawdę balansuje na granicy być albo nie być i z pewnością dla Jarosława Kaczyńskiego nie jest to dobra wiadomość. Zresztą mina prezesa PiS podczas wieczoru wyborczego zdawała się mówić: tyle dla was zrobiliśmy, a wy nas ukaraliście. Oczywiście jest wygrana, która – jeśli wynik PiS się znacząco nie poprawi, a raczej trudno, żeby tak się stało – oznacza, że partia rządząca nie będzie miała komfortu rządzenia i znając życie, podczas głosowań różnie się to może potoczyć.

W Sejmie będzie kilka partii opozycyjnych, a trzecie miejsce według zestawienia zajmuje Lewica, która wraca do Sejmu…

– Lewica odrobiła lekcję – tak można skomentować wynik oscylujący w granicach 12 proc. Politycy Lewicy nauczyli się, że chcąc osiągnąć korzystny wynik, należy się zjednoczyć. Ale jak znam życie, to po wejściu do Sejmu mogą się zacząć rozłamy, może się zacząć zakładanie kół poselskich i klub pod nazwą Lewica może się rozjechać. W życiu politycznym słabość każdej partii polega na tym, że się dzieli, zanim jeszcze wejdzie na scenę. Nie wykluczałbym, że podobnie będzie z Lewicą.  

W Senacie blisko 46 proc. ma PiS, niecałe 35 proc. Koalicja Obywatelska, a ponad 5 proc. PSL.

– Sprawa jest wciąż nierozstrzygnięta. Póki co wszystko wskazuje, że PiS będzie miało większość, ale czy stabilną, oto jest pytanie.  

Pozytywnym akcentem tych wyborów jest wysoka frekwencja oscylująca w granicach 55 proc. Co zdecydowało o tym, że ludzie tak licznie poszli do urn?

– Jest to sukces demokracji, która w niedzielę miała swoje święto. Polacy uwierzyli w siłę swego głosu, uznając, że mają możliwość decydowania o swojej przyszłości. Jednak rekordowa frekwencja paradoksalnie odebrała głosy PiS czy też wpłynęła na niższy niż oczekiwany przez jej liderów wynik. Gdyby frekwencja była niższa, to można przypuszczać, że PiS mogłoby osiągnąć lepszy wynik, a być może nawet większość konstytucyjną. Tymczasem wyższa frekwencja wpłynęła na gorszy niż spodziewany wynik PiS. Tak to działa w przypadku każdej partii władzy. Do urn wyborczych poszli albo niezdecydowani, albo zwolennicy opozycji, którzy się zmobilizowali, żeby odsunąć PiS od władzy. To się nie udało, ale ten wynik wskazuje, że mobilizacja przeciwko PiS jest ciągle niemała.

Jak ocenić wynik PiS na polskiej wsi?

– Cząstkowe wyniki pokazują, że wynik PiS na wsi oscyluje w granicach 68 proc., druga jest Koalicja Obywatelska, a dopiero trzecią siłą jest PSL. Fakt faktem PSL – podsumowując wynik w skali kraju w granicach 8-9 proc. – gdzieś te głosy zdobyło.

Czy nie jest tak, że to Paweł Kukiz pomógł ludowcom przeczołgać się przez próg wyborczy, i to dość znacznie?

– Na pewno Paweł Kukiz swoją twarzą i nazwiskiem uwiarygodnił PSL, pokazując, że jest to partia wiarygodna i że nie jest tęczowo-lewicowa. Na tym polega patent Pawła Kukiza, który pokazał, że PSL to w gruncie rzeczy jest swój chłop – prawicowy, chadecki, narodowy. Tak to zostało sprzedane. Po jednej z debat telewizyjnych widać było u Władysława Kosiniaka-Kamysza, że chce się zaprezentować jako człowiek środka, że kiedy inne obozy się kłócą, on jest człowiekiem zgody i pojednania. Taki dobry gospodarz. I taka narracja – zwłaszcza w sytuacji, kiedy ludzie mają dość wojny między głównymi siłami politycznymi w Polsce – w jakimś zakresie została przyjęta. I na tym wygrało PSL.

Jak w tej sytuacji Paweł Kukiz zachowa się w Sejmie? Czy będzie mu dalej po drodze z PSL?

– Trudno powiedzieć. Nie wierzę, żeby coś było na dłuższą metę z tego mariażu z PSL. Powiedzmy sobie jasno, że pewne możliwości się ma albo się ich nie ma. Jeśli chodzi o Pawła Kukiza, to on ich nie ma. Paweł Kukiz na początku dobiegającej końca kadencji był trzecią siłą w parlamencie i miał 42 posłów, niestety roztrwonił ten potencjał i jeśli dzisiaj mówi, że będzie jeździł po Polsce i uświadamiał, edukował ludzi, to ja w to nie wierzę, to jest niemożliwe. Za dobrze – przez cztery lata – poznałem Pawła, który nie jest osobą konsekwentną.

Dziękuję za rozmowę.   

 

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl