logo
logo

Gospodarka

Zdjęcie: Mateusz Matuszak/ Nasz Dziennik

Rolnicy pod presją

Czwartek, 24 października 2019 (14:22)

Rolnicy w Polsce i Europie walczą z dyktatem ekoterrorystów.

Już od miesiąca trwają protesty holenderskich i niemieckich rolników. Sprzeciwiają się oni obecnej polityce w ich krajach, która pod presją ekoaktywistów zmierza do tego, by znacznie zredukować wielkość hodowli zwierząt. Wszystko po to, aby sprostać narzuconym przez Unię Europejską drastycznym ograniczeniom emisji CO2. Ekologiczni aktywiści obarczają rolników za zmiany klimatyczne.

Holenderscy i niemieccy rolnicy postanowili wyrazić swój sprzeciw wobec wdrażania w życie drastycznych przepisów, które doprowadziłyby do masowych bankructw. Taki kierunek zmian w holenderskiej polityce rolnej to nie nowość, był już zauważalny kilka lat temu. – W czerwcu 2016 roku doszło do rzeczy kuriozalnej, która stała się zarzewiem konfliktu, trwającego do dziś. Właśnie wtedy sąd w Hadze wydał wyrok w sprawie: organizacje ekologiczne kontra holenderski rząd. Aktywiści uznali, że politycy w Holandii robią stanowczo za mało, aby chronić planetę, i nie walczą wystarczająco z ociepleniem klimatu. Sąd zadecydował więc, że Holandia do 2020 roku musi zredukować emisję gazów cieplarnianych o 25 proc. – informuje Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Kampania medialna wespół z atakami ekologicznych aktywistów miała przygotować społeczeństwo do zmian. Sprzeciw i manifestacje rolników wywołały jednak największe utrudnienia drogowe w historii Niderlandów. Korki utworzone przez ciągniki rolnicze miały łączną długość ponad 1100 kilometrów. Nic dziwnego, jeśli na ulice stolicy wyruszyło wyrazić swoje zdanie kilka tysięcy rolników. – Październikowe protesty rolników są największymi w historii królestwa Niderlandów. Rząd poprosił o pomoc wojsko – potwierdza Wójcik, który także jest rolnikiem.

Jak wynika z sondażu jednej ze stacji telewizyjnych, pomimo niewyobrażalnych utrudnień komunikacyjnych w godzinach porannego szczytu ponad 90 proc. Holendrów popiera protest rolników. Protesty w Holandii zaczynają przynosić realne skutki. Część władz lokalnych zawiesza przepisy dotyczące zmniejszenia emisji azotu, które ograniczały działalność rolniczą.

Podobny rozwój wypadków obserwujemy również w Niem-czech. Centrum Berlina zablokowało ponad dwieście traktorów prowadzonych przez rolników z Brandenburgii. W całej Bawarii przyłączyło się do manifestacji kilkanaście tysięcy osób.

Obecnie problemy rolników z krajów Europy Zachodniej nie są tematem, którym będzie się zajmować Komisja Europejska. – Regulacje ograniczające produkcję rolną, które rozważają wprowadzić Holandia i Niemcy, mają na razie rangę lokalną, wewnątrzpaństwową. Dlatego nie są one przedmiotem pracy Komisji Europejskiej – tłumaczy w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS.

Europejski zielony ład

W Polsce ekoaktywiści również próbują ograniczać działalność rolniczą. – Od co najmniej 2017 r. pojawiały się pierwsze ataki wymierzone w przemysł futrzarski. Równolegle zwalczany był polski sektor hodowli drobiu, produkcji jaj, mleka, trzody chlewnej oraz wołowiny – wylicza Wójcik. Obecnie ekoterroryści nie znajdują poparcia wśród Polaków, czego odzwierciedleniem są wyniki ostatnich wyborów do parlamentu. W jego ocenie, posłowie Krzysztof Czabański, Paweł Suski, Ewa Lieder – znani z popierania postulatów, które na swoich sztandarach mają organizacje zrzeszające pseudoekologów – nie dostali się do nowego parlamentu, a głoszone przez nich hasła nie są już traktowane poważnie. – Każdy z tych polityków postawił sobie za punkt honoru walkę z hodowlą zwierząt w Polsce. Mimo tego, że w większości polskich gospodarstw standardy są znacznie wyższe, niż nakazują normy unijnego prawa, nie przeszkadzało im to mówić o barbarzyństwie hodowców zwierząt, opowiadać – również na arenie międzynarodowej, że polscy rolnicy nie dotrzymują tempa swoim unijnym kolegom. Musimy jednak pamiętać o tym, że organizacje ekologiczne, zarówno te działające w Polsce, jak i w całej Europie, są nie tylko bardzo wpływowe, ale dysponują też ogromnymi pieniędzmi. Nowo wybrany komisarz ds. środowiska Frans Timmermans jest zagorzałym zwolennikiem wprowadzenia nowego „europejskiego zielonego ładu” w naszym kraju – przestrzega Szczepan Wójcik.

Jeśli w Polsce doszłoby do ograniczenia liczby zwierząt hodowlanych w gospodarstwach rolnych, czyli wprowadzenia podobnych zapisów jak w Holandii, miałoby to poważne konsekwencje nie tylko dla rolników. – Takie zapisy zniszczyłyby całe nasze rolnictwo. Jest to przecież system naczyń połączonych. Zapotrzebowanie na produkcję zbóż jest uzależnione od hodowli zwierząt. Hodowla zwierząt nie może istnieć bez produkcji roślinnej – tłumaczy nasz rozmówca.

Urszula Wróbel

Nasz Dziennik