Ten problem dotyczy również specjalizacji medycznych. Z drugiej strony Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że liczba lekarzy w ciągu ostatnich 5 lat wzrosła o blisko 11 tys., a poza tym zwiększono limity przyjęć na studia medyczne.
Problem bariery dostępu do lekarzy specjalistów nie jest wydumany. Pacjenci odczuwają go na co dzień.– Brakuje wielu specjalistów, jak np. endokrynologów czy urologów. Chciałem zapisać się na wizytę do urologa w jednym z podwarszawskich szpitali, terminy najwcześniejsze za ponad rok. Mimo że rok wcześniej czekałem na termin wizyty u tego lekarza około trzech miesięcy. Ale ten sam urolog może przyjąć prywatnie za tydzień, koszt to ok. 200 zł – mówi nam pan Łukasz spod Warszawy.
Naczelna Izba Lekarska na początku października opublikowała statystyki dotyczące braków kadrowych. – Oficjalnie podawane dane mówią o braku 50 tys. lekarzy. Jeśli chodzi o liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców, jesteśmy na szarym końcu w Europie. W Polsce jest to 2,4; średnia europejska to 3,6 (dane: OECD i KE). Obliczyliśmy, że na podstawie danych z Centralnego Rejestru Lekarzy (dane nadsyłane z Okręgowych Izb Lekarskich) brakuje ok. 68 tys. lekarzy – informuje „Nasz Dziennik” dr Krzysztof Madej, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Brakujące specjalizacje
Podkreśla również, że każda specjalizacja medyczna jest deficytowa, szczególnie dziecięce. – Między innymi: psychiatria, onkologia i hematologia dziecięca, choroby płuc u dzieci. Poza tym brakuje np. anestezjologów i chirurgów onkologicznych – zaznacza Madej.
W przekonaniu wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, powodem braków jest wprowadzony wcześniej limit przyjęć na studia. – Wówczas świadomie ograniczało się przyjęcia na studia medyczne, wychodząc z błędnego założenia, że jest za dużo lekarzy w Polsce. Obecnie mamy lukę pokoleniową, a coraz większy odsetek lekarzy zbliża się do wieku emerytalnego – tłumaczy. To zjawisko prognozowano już 20 lat temu, gdy przeprowadzano badania demograficzne.
Co prawda w ostatnich latach limity na studia zostały zwiększone, jednak na efekty trzeba będzie poczekać. – Można powiedzieć, że na tyle poprawiła się sytuacja i zarobki są tak wysokie, że coraz częściej mamy do czynienia z powrotem lekarzy z zagranicy. Jestem przekonany, że tak będzie również w najbliższych miesiącach i latach – mówi „Naszemu Dziennikowi” poseł Tomasz Latos, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia minionej kadencji.
Więcej studentów
Ministerstwo Zdrowia informuje „Nasz Dziennik”, że liczba lekarzy w naszym kraju systematycznie zaczęła wzrastać. „Na koniec 2014 r. liczba lekarzy i lekarzy dentystów wynosiła ok. 164,4 tys. Obecna zaś liczba lekarzy i lekarzy dentystów posiadających prawo wykonywania zawodu i wykonujących zawód wynosi ok. 175 tys. (w tym 137,5 tys. lekarzy, 37 tys. lekarzy dentystów i 0,5 tys. lekarzy posiadających prawo wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty)” – wyjaśnia.
Z informacji przekazanej nam przez ministerstwo wynika również, że zwiększono limity przyjęć na kierunek lekarski. „Obecnie w porównaniu z 2015 rokiem o ponad 2 tys. miejsc zwiększono limity przyjęć na kierunku lekarskim i lekarsko-dentystycznym. Ponadto w trakcie specjalizacji jest obecnie 25 729 lekarzy (stan na 30 czerwca br.)” – podaje MZ.
Z nowszych danych (stan na 31 sierpnia br.), które otrzymaliśmy z Naczelnej Izby Lekarskiej, dowiedzieliśmy się, że lekarzy i lekarzy dentystów wykonujących zawód jest ogółem 178 713.
Doktor Krzysztof Madej zwraca też uwagę na fakt, że jednocześnie wzrasta liczba studiujących w języku angielskim. – Prawdą jest, że zwiększa się liczba studentów medycyny, ale zwłaszcza tych, którzy kształcą się w języku angielskim. W tym roku jest to prawie 1800 młodych ludzi, którzy za sześć lat skończą studia i zasilą rynki świata. Bo jeśli ktoś kończy studia w języku angielskim, to nie po to, żeby leczyć naszych polskich pacjentów. Trzeba dofinansować uczelnie medyczne i zwiększać limity na kierunku w języku polskim, ponieważ kształcimy lekarzy na bardzo wysokim poziomie – apeluje.
Resort zdrowia rozważa też możliwość zezwolenia na wykonywanie zawodu lekarza bez nostryfikacji dyplomu, co ma zachęcić do pracy w naszym kraju medyków spoza UE. 8 listopada br. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej planuje odnieść się do tego problemu. Samorząd lekarski ma wątpliwości, czy takie rozwiązanie pozwoli na zachowanie i utrzymanie wysokich standardów leczenia w Polsce.
Dlaczego emigrują
Według danych NIR, od 2004 roku, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, za granicę wyjechało około 15 tysięcy młodych lekarzy. – Możemy powiedzieć, że lepsze wynagrodzenie nie jest jedynym powodem migracji. Jest nim lepsza organizacja i stabilność systemu, możliwość rozwoju zawodowego i szybsze uzyskanie specjalizacji, poczucie bezpieczeństwa wykonywanego zawodu i relacje międzyludzkie w środowisku pracy – wyjaśnia wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Zwraca uwagę, że w polskiej służbie zdrowia potrzeba zmian organizacyjnych. – Trzeba odbiurokratyzować medycynę i obudować ją zawodami wspomagającymi. To byłby, moim zdaniem, ratunek, i to łatwiej zrobić. Tym bardziej że brakuje nie tylko lekarzy, ale także pracowników pozostałych zawodów medycznych – informuje dr Madej.

