Najbardziej poszukiwany terrorysta świata Abu Bakr al-Bagdadi nie żyje. Prezydent Trump ogłasza sukces…
– Operacja amerykańskich sił specjalnych i zgładzenie Abu Bakr al-Bagdadiego wpisuje się w cały kontekst wydarzeń dotyczących Syrii: inwazji wojsk tureckich na terytorium północnej Syrii, także ataków na Stany Zjednoczone za wycofanie się z Syrii i bierność, pojawiły się też głosy, że Waszyngton zdradził Kurdów, itd., itd. W związku z tym te wszystkie wizerunkowe straty Ameryki miałyby być przykryte tą brawurową akcją w północno-zachodniej Syrii, którą prezydent Donald Trump w bardzo długiej konferencji opisywał ze szczegółami, chwaląc profesjonalizm żołnierzy, a przy tym używając niezwykle ostrych epitetów wobec zgładzonego terrorysty. I w takim sensie należy to nade wszystko czytać.
Tak zwane Państwo Islamskie już dawno przestałoby istnieć, gdyby wszyscy, a zwłaszcza główni gracze tego chcieli i przyłożyli się do tego. Natomiast na tym obszarze toczyły się i toczą różne zakulisowe – często sprzeczne – interesy. Myślę też, że Donald Trump w okresie pewnego osłabienia wizerunkowego potrzebował takiego sukcesu i go osiągnął.
Co dla wspomnianych przez Pana Profesora Kurdów, którym obok Rosji, Syrii, Turcji i Iraku dziękował Donald Trump, może oznaczać śmierć Bagdadiego?
– Dla Kurdów śmierć najgroźniejszego i najbardziej poszukiwanego terrorysty świata Abu Bakr al-Bagdadiego realnie oznacza niewiele. Kurdowie – po interwencji tureckiej – walcząc o niepodległość, niespecjalnie tę niepodległość odzyskują. Sytuacja dla nich nie jest za ciekawa i po śmierci przywódcy terrorystów, ale przecież nie jedynego „żołnierza” tzw. Państwa Islamskiego, niewiele się zmieni poza emocjonalnym wydźwiękiem, że odpowiedzialny za zbrodnie na ich narodzie doczekał się kary.
Natomiast jeśli mówimy o położeniu Kurdów, to jest to kwestia polityczna: czy mają szanse na autonomię, czy w perspektywie szanse na utworzenie jakiegoś państwa itd. Fakt faktem, po interwencji tureckiej ta wizja się coraz bardziej oddala i szanse maleją, a nie rosną. Oczywiście w obozie tzw. Państwa Islamskiego możemy mieć teraz do czynienia z okresem pewnego zamętu, chaosu, co z pewnością osłabi jego struktury, ale tylko tyle.
No właśnie, jakie mogą być konsekwencje amerykańskiej operacji i czy utrata lidera może wpłynąć na tę zbrodniczą organizację, czy można się spodziewać np. odwetu z ich strony?
– Jest pytanie, czy tzw. Państwo Islamskie w obecnym stanie w ogóle stać na odwet. Natomiast proszę sobie przypomnieć, że kiedy w maju 2011 roku został zastrzelony przywódca al-Kaidy Osama Bin Laden, wówczas mówiono, że terroryzm islamski się skończył, ale tak się nie stało. Do życia zostało powołane tzw. Państwo Islamskie jako spadkobierca tej zbrodniczej idei, dlatego jeśli ktoś uważa, że zabijając przywódcę czy przywódców, zlikwiduje się problem terroryzmu, to jest w błędzie.
Zawsze jako następca pojawi się nowy przywódca czy też grupa przywódców. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z działaniami terrorystycznymi, a więc niekoniecznie musi być tylko jeden przywódca i jeden ośrodek władzy, bo to wszystko może być rozproszone. Oczywiście zgładzenie Abu Bakr al-Bagdadiego jest to cios dla struktur grup, które mają na sumieniu wiele zbrodni, również zbrodni na chrześcijanach, natomiast nie sądzę, żeby to był ich koniec. Owszem, uśpione komórki ISIS na pewno działają m.in. w Europie, dlatego aktywność tych jednostek po śmierci ich przywódcy nie jest wykluczona i zagrożenie może wzrosnąć.
Chyba dobrze określił to też prezydent Francji Emmanuel Macron, mówiąc, że zgładzenie Bagdadiego to jedynie etap, a celem jest zniszczenie ISIS.
– No tak, tylko co znaczy zniszczenie ISIS? Przecież tzw. Państwo Islamskie funkcjonowało w Syrii i panowało na całkiem sporym terytorium. Owszem, teraz ten zasięg się znacznie zredukował, ale te grupy funkcjonują nadal jako swoiste organizacje terrorystyczne, które dokonują zamachów, często daleko od swoich siedzib. Co więcej, generują pewną ideologię, która ma posłuch wśród młodych Arabów czy wśród młodych muzułmanów.
I Emmanuel Macron ma oczywiście rację, że struktury tzw. Państwa Islamskiego należałoby zgnieść do samego końca, ale nie jest to takie łatwe, bo sił, które prowadzą grę w obszarze Bliskiego Wschodu, jest tak dużo i są to tak rozbieżne interesy, że im się to po prostu nie opłaca. Dlatego funkcjonowanie takiego obozu terrorystycznego w tej całej geopolitycznej układance jest na korzyść różnych sił, więc należy się spodziewać, że – w mniejszym, bądź w większym zakresie – dalej będzie to funkcjonowało. To wszystko sprawia, że ideologia ISIS wcale nie jest zawężana, a śmierć Abu Bakr al-Bagdadiego będzie dla wyznawców tej zbrodniczej idei narodzinami nowego męczennika – zresztą już kolejnego – i w odniesieniu do tych swoich męczenników, symboli, będą formułować nowe radykalne postawy.
Skoro trudno oczekiwać, że śmierć lidera oznacza koniec idei, to jakie cele stawia sobie dzisiaj tzw. Państwo Islamskie?
– Zasadniczym celem jest narzucenie światu zachodniemu i w efekcie zwycięstwo rewolucji islamskiej, ideologii islamskiej. Najpierw kalifat ma powstać w obrębie Bliskiego Wschodu, a bardziej radykalni wyznawcy chcieliby podbijać kolejne regiony świata, tak jak to było po śmierci Mahometa. I w tym sensie dla nich wrogiem jest świat zachodni, kultura Zachodu.
Przypomnę, że terroryści tzw. Państwa Islamskiego raz za razem przyznawali się do zamachów terrorystycznych w Europie, więc można się spodziewać, że wiele z tych aktów terroru było inicjowanych i przeprowadzanych przez tę organizację. Myślę więc, że jeśli tylko będą mieli takie możliwości, to te zbrodnicze akty będą kontynuować.
Prezydent Trump mówi, że Stany Zjednoczone nie spoczną, dopóki nie pokonają terroryzmu. Jak ta walka wygląda i na jakim etapie tej wojny jesteśmy dzisiaj?
– Myślę, że mimo różnych zapowiedzi, mniejszych bądź większych sukcesów na tym froncie, ciągle jednak drepczemy w tym samym miejscu. Zwrócę uwagę, że terroryzm jako taki nie redukuje się jedynie do tzw. Państwa Islamskiego. Raz za razem słyszymy, że w zachodniej Europie ktoś okupuje szkołę, że rozpędzona ciężarówka wpadła w tłum ludzi, że został postrzelony policjant czy jakiś napastnik ugodził kogoś nożem.
Zatem liczba aktów terroru wcale się nie zmniejsza, a do przeprowadzenia ataków nie używa się tak często bomb, lecz prostych narzędzi, co sprawia, że coraz trudniej udaremnić takie zamachy. Problem jest o wiele poważniejszy, bo jest to problem wojny cywilizacyjnej, która ma coraz bardziej radykalne oblicza i używa różnych narzędzi.
Zachód – niestety – gnije w swojej destrukcyjnej rewolucji kulturowej, zwija się również demograficznie, promuje całkowicie wywrotowe idee i zasadniczo jako wspólnota się kończy, bo zaburzone są relacje na poziomie rodziny, religii, Kościoła czy narodu. W związku z tym na tym tle radykalne ruchy islamistyczne, dostrzegając kryzys zachodniej cywilizacji, starają się ją dobić. Myślę więc, że jeśli chodzi o zagrożenia ze strony radykalizmu islamskiego, jesteśmy dopiero na początku drogi i tego konfliktu cywilizacyjnego.
Wracając do akcji amerykańskich sił specjalnych w północnej Syrii, Donald Trump powiedział, że pojmanie Abu Bakr al-Bagdadiego było jednym z priorytetów jego administracji. Czy wyeliminowanie lidera ISIS może pomóc Trumpowi w staraniu się o reelekcję?
– Z pewnością tak, zresztą Donald Trump bardzo na to liczy. Proszę pamiętać, że przeciętny amerykański wyborca jest – rzec można – człowiekiem bardzo prostym w pojmowaniu nie tylko spraw wewnętrznych, ale także polityki zagranicznej. Oczekuje więc od głowy państwa silnej postawy, manifestacji siły i potwierdzenia, że Ameryka jest wielka, że jest mocarstwem i panuje oraz jest w stanie skutecznie eliminować swoich wrogów. I prezydent Trump to pokazał podczas konferencji prasowej, mówiąc, że, my, Amerykanie, to zrobiliśmy, a on był niejako dowódcą tych działań.
Donald Trump zdaje sobie sprawę, że musi mieć sukcesy na tym froncie, zresztą podczas kampanii wyborczej, która wyniosła go na najwyższy urząd w Stanach Zjednoczonych, zapowiadał, że zwiększy bezpieczeństwo Amerykanów – mówił to wprawdzie w odniesieniu do innego kraju i wzniesienia muru na granicy z Meksykiem, ale terroryzm i walka z jego przejawami jest także niezwykle ważna i istotna. Trump zatem tym, co głosi i robi, wpisuje się w oczekiwania Amerykanów. Dlatego zgładzenie Abu Bakr al-Bagdadiego jest z całą pewnością spektakularną sprawą i ma się to ułożyć w scenariusz czy strategię wyborczą w ubieganiu się Donalda Trump o reelekcję w Białym Domu.
Dziękuję za rozmowę.

