Tylko w ubiegłym roku prezydent Bronisław Komorowski, korzystając z przysługującego mu prawa, ułaskawił 80 skazanych. W większości przypadków prawo łaski prezydent zastosował wobec skazanych za kierowanie pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości, ale także sprawców rozbojów czy fałszerzy dokumentów.
Zgodnie z Konstytucją RP, urzędujący prezydent RP ma możliwość stosowania prawa łaski. Ułaskawienie nie może objąć osób skazanych przez Trybunał Stanu. Akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego. Postępowanie dotyczące ułaskawienia ma na celu ustalenie, czy po wydaniu prawomocnego wyroku w życiu skazanego zaistniały okoliczności, które powodują nadmierną dolegliwość wymierzonej kary. Przed podjęciem decyzji prezydent powinien wziąć pod uwagę stanowiska sądu, opinie zakładu karnego, gdzie skazany odbywa karę, oraz wnioski prokuratora generalnego.
Wśród najczęstszych przestępstw, których dotyczyły ułaskawienia przez Bronisława Komorowskiego, były przypadki dotyczące m.in.: kierowania pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości, ale także rozbojów, kradzieży, paserstwa, udziału w bójce, znęcania się, groźby i naruszenia miru domowego, posiadania środków odurzających, fałszowania dokumentów, poświadczenia nieprawdy, oszustwa bądź pomocy w oszustwie. W uzasadnieniu każdej decyzji o ułaskawieniu można przeczytać, że prezydent miał na uwadze względy społeczne i humanitarne, m.in. odbycie części zarządzonej kary więzienia, znaczny upływ czasu od popełnienia czynów, bardzo trudną sytuację materialno-zdrowotną skazanego, surowe konsekwencje wyroku dla życia osobistego czy chociażby nienaganne opinie środowiskowe sprawców. Dotychczas od początku kadencji Komorowski ułaskawił 154 osoby.
Ułaskawianie przestępców bulwersuje opinię publiczną, bo o ile można zrozumieć darowanie kary np. rowerzyście, który jechał po pijanemu,o tyle w przypadku rozbojów decyzje o ułaskawieniu budzą już niesmak. Podobnie zresztą jak ułaskawienia wobec osób, które znęcały się nad rodziną czy uchylały się od płacenia alimentów.
Poseł Stanisław Piotrowicz (PiS), zastępca przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, podkreśla, że mechanizm ułaskawień prezydenckich powinien być stosowany wówczas, kiedy państwo prawa spisuje się kiepsko i kiedy trzeba chronić obywatela przed jego biurokratyczną machiną. Jednocześnie zauważa, że prezydent Lech Kaczyński oszczędnie korzystał z przysługujących mu uprawnień w zakresie prawa łaski, co wcale nie przeszkadzało przeciwnikom politycznym w formułowaniu wobec niego niesprawiedliwych zarzutów i rozpętywaniu burz o nadużyciach.
– Prezydent Lech Kaczyński z instytucji łaski korzystał w sposób bardzo rozważny, powściągliwy, a mimo to zarzucano mu, że w ogóle stosuje prawo łaski. Tymczasem w przypadku obecnego prezydenta jest cisza, nikt nie dostrzega problemu, nikt też nie śledzi, kiedy ułaskawienia są rozdawane dość hojną ręką – ocenia poseł Piotrowicz.
Przypomina też nagminną praktykę i dokonania w zakresie innych prezydentów RP. – Bardzo hojny w ułaskawienia był prezydent Kwaśniewski – zauważa poseł Piotrowicz. Przypomnijmy, że Aleksander Kwaśniewski w obu kadencjach z prawa łaski skorzystał 4245 razy, a jego poprzednik Lech Wałęsa – 3454 razy. Natomiast Lech Kaczyński ułaskawiał zaledwie 201 razy.
– Był bezwzględny wobec sprawców umyślnych przestępstw, które powodowały ciężkie skutki. Zresztą Lech Kaczyński jako prezydent, a wcześniej minister sprawiedliwości i prokurator generalny był zwolennikiem surowego karania sprawców przestępstw umyślnych przeciwko życiu i zdrowiu i egzekwował wytyczne w tym zakresie w praktyce. Jako prokurator w tamtym czasie miałem okazję osobiście zapoznać się z tymi wytycznymi, wiem, jak funkcjonowały i w jak pozytywny sposób przyczyniły się do zwalczania groźnych przestępstw – uważa poseł Piotrowicz. – Z całą pewnością mogę powiedzieć, że ułaskawienia prezydenta Kaczyńskiego nie dotyczyły spraw przeciwko życiu i zdrowiu ludzkiemu – dodaje parlamentarzysta PiS.
Nie ulega wątpliwości, że w sytuacji źle funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości instytucja prawa łaski jest jedyną deską ratunku, zwłaszcza kiedy na przestrzeni ostatnich lat bardzo ograniczono możliwości kasacyjne. Dlatego PiS zaproponowało projekt zmian ustawowych. Miałyby one polegać m.in. na wyposażeniu ministra sprawiedliwości w uprawnienia, które dawałyby mu możliwość składania wniosków kasacyjnych, których jak na ironię wciąż nie posiada.
– O ile uprawnienia dotyczące składania wniosków kasacyjnych ma rzecznik praw dziecka, rzecznik praw obywatelskich czy prokurator generalny, o tyle minister sprawiedliwości takich uprawnień nie ma. Jeżeli przyjrzymy się, jak funkcjonuje wymiar sprawiedliwości, jak często mamy do czynienia z wątpliwymi wyrokami, to dojdziemy do wniosku, że zasadnym jest nie tylko wyposażenie ministra sprawiedliwości w możliwość zgłaszania kasacji, ale także rozszerzenia podstaw prawnych występowania z takimi wnioskami. Chodzi o to, żeby nie ograniczać ich jedynie do błędów proceduralnych, ale by mogły mieć również zastosowanie do błędnej oceny dowodów zgromadzonych w sprawie i mogły być stosowane jak w przypadku zwykłej apelacji – tłumaczy poseł Stanisław Piotrowicz.

