Polscy prokuratorzy zakończyli kolejny etap oględzin wraku Tu-154M. Nieoficjalnie zakres badań był konsultowany z amerykańskimi ekspertami, którzy współpracują z polskimi śledczymi w celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy.
– Trudno oceniać, skoro nie znamy wyników tych prac. Z całą pewnością polscy prokuratorzy i specjaliści z zakresu kryminalistyki prowadzili czynności procesowe i wykonali to, co do nich należało. Nie jest też żadną tajemnicą, że współpracujemy z amerykańskimi ekspertami. Śledztwo cały czas trwa i postępuje, choć szczegółów – z wiadomych względów – nie znamy. Polscy śledczy pojechali do Rosji z pytaniami w związku ze śledztwem dotyczącym ustalenia przyczyn tragedii z 10 kwietnia 2010 roku, ale czy i w jakim zakresie otrzymali odpowiedzi i na ile Rosjanie pozwolili im wykonać zakres zaplanowanych prac przy wraku tupolewa, tego nie wiemy, bo nie znamy faktów. Zresztą Rosjanie – jak dotychczas – nie zrobili żadnego gestu, który pozwalałby przypuszczać, że mają dobrą wolę.
Czynnościom procesowym polskich specjalistów i prokuratorów towarzyszyli Rosjanie. Trudno pracować, gdy ktoś patrzy na ręce?
– Tak było od początku – tuż po katastrofie smoleńskiej. Jest to efekt m.in. uległości rządu Donalda Tuska, który oddał śledztwo w rosyjskie ręce i de facto zachęcił do przejęcia inicjatywy w tym zakresie. To Rosjanie przeprowadzali badania u siebie i zatrzymywali ich wyniki, przesyłając to, co chcieli i kiedy chcieli, i to już po dokonanej przez siebie weryfikacji. Przypomnę też – w wielu wypadkach – brak bądź zwlekanie z odpowiedziami na pytania o pomoc prawną, z jaką strona polska zwracała się do Moskwy. Polscy chociażby patomorfolodzy czy archeolodzy, czy specjaliści innych dziedzin, udając się do Moskwy w celu przeprowadzania badań nigdy nie byli samodzielni, nigdy też nie mieli swobody działania. Znamy też przypadki blokowania możliwości ponownego przesłuchania świadków katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku, w tym również kontrolerów lotu z lotniska Siewiernyj w Smoleńsku.
Jaki zatem sens mają badania pod rosyjskim nadzorem?
– To jest pytanie do polskiej Prokuratury Krajowej, która nadzoruje prowadzone śledztwo. Uważam, że skoro takie działania są podejmowane, to widocznie mają swoje uzasadnienie i sens.
Jak przyjmuje Pan fakt, że Rosjanie utrudniali pracę polskim dziennikarzom towarzyszącym delegacji naszych śledczych?
– To nic nowego. Rosjanie od zawsze działali w podobny sposób, dlatego nie jest to dla mnie żadne zaskoczenie. Ta cyniczna gra wobec Polski trwa od dawna i jak widać się nie zmienia. To działania państwa imperialnego, którego celem jest podporządkowanie sobie innych krajów. Polska tego wielokrotnie doświadczyła i doświadcza także na przestrzeni zwłaszcza ostatnich lat.
Wciąż ma Pan nadzieję, że wrak Tu-154M wróci do Polski?
– Tak, mam taką nadzieję – wprawdzie coraz mniejszą, ale mam. Podobnie jak członkowie innych rodzin, które straciły swoich bliskich w Smoleńsku. Niestety Moskwa nie odpowiada pozytywnie na nasze żądania, podobnie jak pozostaje głucha na rezolucję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, którą poparło 46 państw, dotyczącą katastrofy samolotu Tu-154M i zobowiązującą Rosję do zwrotu Polsce wraku tupolewa – naszej własności. Tłumaczenie, że do chwili zakończenia śledztwa prowadzonego przez Federację Rosyjską wrak Tu-154M musi pozostać na terenie Rosji, jest śmieszne. Zresztą nie jest to jedyny dowód rzeczowy, który nie wrócił do Polski, bo podobnie rzecz ma się z rejestratorami lotu, a więc tak zwanymi czarnymi skrzynkami. To tylko pokazuje, że Rosjanie się wypinają na nasze żądania, ale także na monity organizacji międzynarodowych. Dla Rosjan wszystkie umowy czy pakty, jakie zawierają, mają o tyle znaczenie, o ile są im potrzebne i przynoszą im korzyści. Kiedy przestają przynosić korzyści, są nieprzestrzegane, ignorowane lub po prostu zrywane. Tak wygląda sytuacja z Rosjanami. Moskwa liczy się tylko z siłą, dlatego za deklaracjami, rezolucjami muszą pójść czyny. Nie od dziś wiemy, że jedynie twarda, zdecydowana i konsekwentna polityka – nie tylko niektórych państw, ale całej Unii Europejskiej – może skłonić Putina do ustępstw.
Jak dzisiaj wygląda kontakt rodzin smoleńskich z prokuraturą? Otrzymujecie Państwo informacje dotyczące postępów w śledztwie?
– Owszem, otrzymujemy informacje o podejmowanych działaniach w ramach prowadzonego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej i w zasadzie to wszystko.
Za rządów koalicji Platformy i PSL podobne informacje o postępach prowadzonego śledztwa rodziny smoleńskie też otrzymywały?
– Owszem, też otrzymywaliśmy informacje, ale prace prokuratury dzisiaj i przed pięcioma laty trudno jest porównywać. Proszę mi wybaczyć, ale są to dla mnie bardzo bolesne, złe wspomnienia i prawdę mówiąc nie chciałbym do tego wracać.
Na jakim etapie śledztwa, docierania do prawdy o tym, co się wydarzyło w Smoleńsku, są Państwo dzisiaj?
– To są pytania bardziej do prokuratury. Z informacjami czy wiadomościami w zakresie śledztwa jestem dzisiaj – mniej więcej – na tym samym poziomie, na jakim byłem sześć, pięć, trzy czy dwa lata temu. Wiemy, że przeprowadzono cały szereg badań, że są przesłane próbki do czterech międzynarodowych instytutów czy laboratoriów badawczych i czekamy na wyniki. Teraz nie ma presji czasu, a więc się nie spieszę, nie niecierpliwię się i czekam na rezultaty rzetelnych badań.
À propos działań Rosji, dzisiaj dowiedzieliśmy się, że Polska jakiś czas temu wydaliła rosyjskiego wicekonsula Rosji. ABW wykryła siatkę szpiegowską w Polsce. Moskwa cały czas prowadzi działania wymierzone w Polskę.
– Nie byłem i nie jestem naiwny, stąd wiem, że Rosjanie zawsze podejmowali tego typu działania i będą kolejne próby. Natomiast od polskich służb zależy, na ile im pozwolimy. Wydalenie z Polski rosyjskiego konsula i ujawnienie przez kontrwywiad ABW szpiegów pokazuje, że polskie służby działają, są skuteczne i tylko kwestią czasu jest, kiedy takie wrogie działania przeciwko państwu polskiemu zostaną wykryte.
Dziękuję za rozmowę.

