logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Tusk przestraszył się porażki

Środa, 6 listopada 2019 (21:20)

Ze Stanisławem Ożogiem, byłym europosłem, obecnie senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy Donald Tusk – jak sam stwierdził – podjął decyzję, że nie wystartuje w przyszłorocznych wyborach prezydenckich żeby nie obciążać opozycji, czy zwyczajnie miał świadomość, że nie ma szans na wygraną?

– Nie tak dawno przez media przewinęła się informacja, że Donald Tusk zlecił jednej z firm badawczych sondaż – jakie szanse miałby w wyborach prezydenckich w 2020 roku. I wydaje się, że uczestniczący w tym badaniu Polacy odnośnie do popularności Tuska  podjęli decyzję i wskazali miejsce w szeregu temu politykowi. Natomiast on sam zrozumiał, że nie ma szans, przestraszył się porażki – kolejnej zresztą – i ogłosił to publicznie. Do Tuska chyba dotarło, że po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej odchodzi w niebyt, jeśli chodzi o scenę polityczną w Polsce.

Z czym dzisiaj Polakom kojarzy się Donald Tusk, jaki bagaż negatywny, o którym sam mówi, niesie za sobą?

– Można by długo wymieniać afery czy nieszczęścia, jakie dotknęły Polaków za przyczyną ekipy Donalda Tuska, której przewodził jako szef rządu, czy też później, kiedy odszedł do Brukseli, a z jego namaszczenia funkcję premiera sprawowali inni z tego samego obozu, jak np. Ewa Kopacz. Jako poseł na Sejm RP dwukrotnie słuchałem eksposé Donalda Tuska wygłaszanego z mównicy sejmowej i można powiedzieć, że byłem świadkiem oszustw, jakie tam padały wobec polskiego Narodu. Przypomnę tylko, że w kampaniach wyborczych były składane obietnice, że podatki pozostaną na niezmienionym poziomie, a niestety, te podatki bardzo szybko wzrosły. Podobnie było jeśli chodzi o wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, gdzie mimo wcześniejszych zapowiedzi Bronisława Komorowskiego czy Donalda Tuska, że nie ma takiego pomysłu, wiek emerytalny Polek i Polaków został podniesiony. Słowa Tuska, że jeśli ktoś z jego gabinetu powie o podwyżce podatków, to w tym samym momencie straci posadę w rządzie, są sztandarowym przykładem oszustwa serwowanego wobec Polaków. Nie można jednak powiedzieć, że wszystko nie wychodziło Donaldowi Tuskowi, bo byłoby to nieprawdą, a więc coś mu jednak wyszło – mianowicie Zjednoczone Królestwo z Unii Europejskiej, w czym jako przewodniczący Rady Europejskiej też ma znaczny udział.

Donald Tusk ogłaszając swoją decyzję, stwierdził, że w wyborach prezydenckich powinien wystartować kandydat, który jest mniej obciążony od niego. Czy w Platformie jest ktoś taki?

– Takiego kandydata trzeba by szukać nawet nie w drugim, ale w trzecim czy czwartym szeregu polityków Platformy. Z całą pewnością nie postawią przecież na „niezależnego” Stanisława Gawłowskiego, a Małgorzata Kidawa-Błońska jako rzecznik rządu w 2014 roku na pytanie, gdzie się podziało 19 mld zł z Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) odpowiedziała, że nie wie, ale – jak zaznaczyła – na pewno nie zniknęły, trafiły w dobre ręce i są bezpieczne. To pokazuje, jakich polityków w swoich szeregach ma Platforma. A zatem osób kryształowo czystych, nieskompromitowanych, czy to w otoczeniu Donalda Tuska, czy nawet w obozie Grzegorza Schetyny, mam na myśli pierwszy rząd Platformy czy jak kto woli Koalicji tak zwanej Obywatelskiej, po prostu nie ma. Osobiście ubolewam, że Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich, bo wtedy mielibyśmy pewną wygraną prezydenta Andrzeja Dudy w pierwszej turze.

Nie ma białego konia, nie ma Tuska – kandydata na prezydenta, nie ma zbawcy opozycji, jest za to Władysław Kosiniak-Kamysz. Czy po rezygnacji Tuska szanse lidera ludowców rosną?

– Władysław Kosiniak-Kamysz też „błysnął” jako minister pracy i polityki społecznej w rządzie Donalda Tuska. To kierowany przez niego resort zafundował Polakom podwyższenie wieku emerytalnego. Sam Kosiniak-Kamysz tę decyzję podnoszącą wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn do 67 lat, a kobiet pracujących na roli aż o 12 lat i mężczyzn aż o 7 lat uzasadniał jako trudną, ale konieczną. Jego czteroletnie sprawowanie funkcji ministra pracy kładzie się zatem cieniem na jego dotychczasowej karierze politycznej. Tak czy inaczej opozycja ma problem, ale to jest ich problem i będę się bacznie przyglądał, jak oni sobie z tym poradzą. Nie wierzę też, że opozycja wystawi jednego, wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich.

Można się zatem spodziewać bratobójczej walki po stronie opozycji?

– Tak. Myślę, że będziemy świadkami bratobójczej walki i ktoś z nich, kto osiągnie najlepszy wynik, wystartuje w drugiej turze. Przez to druga tura będzie łatwiejsza dla prezydenta Andrzeja Dudy, bo kandydaci opozycji w tej bratobójczej walce powiedzą o sobie jeszcze więcej, niż wiemy dotychczas, czym jeszcze bardziej zniechęcą do siebie Polaków. Jeśli ten scenariusz – bardzo prawdopodobny – się ziści, to nie wykluczałbym, że przyszłoroczne wybory prezydenckie zakończą się być może nawet w pierwszej turze.

Jednocześnie Donald Tusk akcentuje, że będzie bardzo mocno wspierał opozycję w wyborach. Czego możemy się zatem spodziewać?

– Donald Tusk zawsze był dobry w gierkach i trzeba przyznać, że skuteczny. Wystarczy tylko wspomnieć współzałożycieli Platformy tak zwanej Obywatelskiej czy też później Grzegorza Schetynę, z którymi rozprawił się bardzo skutecznie, sam pozostając w grze. Natomiast mnie zaskakuje jedno, że jako szef Rady Europejskiej nigdy nie pozostawał bezstronny, do czego zobowiązywało go prawo, i właściwie przyznawał się oficjalnie do tego.

Czy Pana zdaniem Donald Tusk decyzją o rezygnacji ze startu w wyborach prezydenckich definitywnie zakończył swoją karierę na polskiej scenie politycznej, czy może na ciepłej, dobrze płatnej posadzie w Brukseli będzie czekał na dogodny moment do powrotu?

– Sądzę, że jest to już definitywne jego pożegnanie z polityką krajową. Natomiast jeśli chodzi o uprawianie przez niego polityki w przyszłości, bo taka z pewnością będzie wobec Polski, to moim zdaniem będzie to tylko psucie, a więc to, co zawsze najlepiej mu wychodziło. Obserwując tego polityka przez pięć lat w Brukseli podczas różnego rodzaju oficjalnych spotkań czy wystąpień, zawsze zastanawiałem się, skąd u tego człowieka bierze się tyle niechęci, żeby nie powiedzieć nienawiści, do własnej Ojczyzny i do polskiego Narodu. Nie potrafiłem i wciąż nie potrafię tego zrozumieć…

Swoją drogą, patrząc na „dokonania” koalicji Platformy i PSL, kiedy rządzili Polską – wymieniał Pan wcześniej te „zasługi” – skąd bierze się relatywnie i tak wysokie poparcie dla tych formacji?

– Rzekome sukcesy, którymi się chwalą czy to Platforma, czy PSL, to nie jest prawda. Weźmy chociażby PSL – gdyby nie wsparcie przez niedobitki od Kukiza, to ani Kukiz’15, ani PSL nie przekroczyłyby progu wyborczego i nie znalazłyby się teraz w Sejmie. Stąd mimo że próbują ogłaszać sukces, to de facto ponieśli porażkę. Podobna jest sytuacja jeśli chodzi o Platformę, która w wyborach parlamentarnych nie startowała pod własnym szyldem, ale jako Koalicja Obywatelska będąca zlepkiem różnych formacji, które przysporzyły głosów całemu temu komitetowi. Warto też zauważyć, że najsilniejsza w życiu człowieka jest więź: matka – dziecko, dziecko – matka, a drugą, co do siły i przywiązania jest więź ludzi, którzy mają dużo do stracenia. W każdym demokratycznym społeczeństwie, gdzie jest wolność słowa – nawet wolność źle pojęta jako pyskówka, która nie ma nic wspólnego z racjonalnymi poglądami, co mamy okazję obserwować także u nas, w Polsce, to pokazuje, że żyjemy w kraju demokratycznym, bo nikt nikomu nie zabrania głoszenia takich czy innych tez. Natomiast jest u nas duża część lewicującego społeczeństwa, ok. 20-25 proc., i ludzi różnych innych poglądów. Jednak nie jest to aż tak duża grupa, która miałaby prawo narzucać innym swój światopogląd czy zasady wzajemnego współżycia w oparciu o ich wzorce.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl