logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

„Zielone” lobby w natarciu

Czwartek, 7 listopada 2019 (21:38)

Z Markiem Miśko z Fundacji Polska Ziemia rozmawia Mariusz Kamieniecki

W ostatnim czasie ożywiły się ataki aktywistów na rolników i hodowców zwierząt. Czym są spowodowane i czego tak naprawdę dotyczą?

– Przed wyborami parlamentarnymi żaden polityk nie chce iść na wojnę z rolnikami, dlatego tematy zakazów, ograniczeń i likwidacji nie były w kampanii poruszane. Tak się jednak składa, że mamy prawie miesiąc od czasu, gdy wybraliśmy nowy parlament, i temat ten znów powraca. Aktywiści ekologiczni mają wręcz fanatyczne podejście do tematu rolnictwa, a przy tym mają potężne pieniądze, które ochoczo wydają na walkę z wieloma sektorami gospodarki rolnej. W Warszawie rozpoczęli dużą kampanię propagandową, pojawiły się billboardy, płachty reklamowe na ścianach budynków. Co więcej, te środowiska mają wsparcie lewicowych celebrytów i wąskiej grupy dziennikarzy. I taka zorganizowana armia lobbystów zaczyna właśnie docierać do polityków. Z moich informacji jednak wynika, że niewielu z nich chce być twarzą organizacji pseudoekologicznych. Ci, którzy stali się nimi w poprzedniej kadencji, nie dostali się do parlamentu. Ten zielony front – po raz kolejny – nie tylko próbuje zniszczyć przemysł futrzarski i hodowców z nim związanych, ale także inne obszary polskiego rolnictwa, jak hodowlę drobiu, produkcji jaj czy mleka. Im wcale nie chodzi o futra, tylko o ograniczenie hodowli zwierząt w ogóle, bo to ich zdaniem jest „nieludzkie”. Byłoby dobrze, żeby przy ustawie antyaborcyjnej było tak duże zaangażowanie prawicowych polityków... Cóż, najwyraźniej wygląda na to, że aborcja jest ludzka. 

De facto chodzi o doprowadzenie do likwidacji polskiego i nie tylko polskiego rolnictwa?

– Chodzi o narzucenie normalnym ludziom stylu życia propagowanego przez ideologię tych środowisk. Jak się ma wystarczające pieniądze, media na skinienie palca, to można sprzedać społeczeństwu każde kłamstwo. Opowiadają więc nieustannie o tym, że zwierzęta w polskich gospodarstwach cierpią. Co ciekawe, w Polsce mamy jedne z najwyższych standardów na świecie, ale według tych środowisk zwierzęta u nas cierpią. Zastanawiające jest, jak długo jeszcze Polska pozwoli się rozgrywać przez obce siły? Przecież ludzie i tak będą jeść mięso, będą chodzić w naturalnych skórach i futrach, bez względu na to, czy zwierzęta będą hodowane w Polsce, czy nie. Jak zaprzestaniemy produkować sami, to i tak będziemy sprowadzać i jeść mięso, tyle że dajmy na to z Rosji i Chin, a zboże z Brazylii. Producenci spoza Unii Europejskiej już próbują to wykorzystać. Ponadto swoje chcą dodatkowo ugrać zieloni, którzy uznali, że uda im się wprowadzić „nowy zielony ład” bez mięsa i naturalnych produktów odzwierzęcych.

Kto wiedzie prym w atakowaniu rolników i hodowców?

– Przede wszystkim zagraniczne fundacje i stowarzyszenia. Jedno ze stowarzyszeń otrzymało pół miliona dolarów na walkę z polskim sektorem drobiarskim. Powiem tak – dziwię się, że w siedzibie tej organizacji nie było jeszcze służb. Oznacza to, że można wziąć pół miliona dolarów od zagranicznej fundacji – powiązanej z lewicowymi mediami takimi jak Facebook – i wykorzystać te pieniądze na propagandę przeciwko ważnym sektorom polskiej gospodarki rolnej i nikt się tym nie zajmuje. Pomagają im dziennikarze znani m.in. z ataków na Radio Maryja, do tego śmietanka celebrytów z telewizji głównego nurtu i voilà. Posługują się danymi, których – jak sądzę – nie sprawdzają. Balansują na granicy rzetelności dziennikarskiej – sugerują coś, ale bez podawania dowodów. Na przykład bardzo często powołują się na to, że ileś tam krajów w Europie zakazało hodowli zwierząt na futra. Wśród tych krajów są na przykład Chorwacja, Albania, Czechy i Słowacja. Nie wspominają jednak o tym, że w takich Czechach czy na Słowacji cała produkcja krajowa wynosiła tyle, ile hoduje jedno średniej wielkości gospodarstwo w Polsce. A zatem łatwo jest zamknąć coś, czego tak naprawdę nie ma. Nie prawda…? Natomiast w Polsce zakaz wiąże się ze znacznie większymi konsekwencjami. Tylko same aktywa hodowców warte są siedem miliardów złotych, w najlepszym okresie eksport wyniósł dwa miliardy złotych. I niby to ekolodzy, a chcą zabić kurę i to jeszcze znoszącą złote jaja.

Zakończyło się zbieranie podpisów pod europejską inicjatywą obywatelską „Koniec Epoki Klatkowej”. Co zakłada ta inicjatywa?

– Najprościej rzecz ujmując, chodzi o to, żeby hodowla przemysłowa takich zwierząt jak świnie, cielęta, króliki, kury, kaczki czy gęsi nie odbywała się w klatkach. Jednak ten przykład pokazuje, że ci ludzie nie mają pojęcia, na czym polega żywienie zbiorowe miliardów ludzi na świecie. Mówimy im, że ludzi na świecie przybywa i trzeba ich wyżywić – w odpowiedzi słyszymy, „najwyraźniej na świecie jest za dużo ludzi”. Dlatego każdy z tych ekologów jest jednocześnie lewicowym aktywistą popierającym aborcję i inne moralnie niedopuszczalne działania godzące w człowieka, w rodzaj ludzki. Człowiek dla nich jest nikim, natomiast zwierzę jest stawiane na piedestał. Żywienie zbiorowe musi być najbezpieczniejsze z wszystkich form, tutaj nie można pozwolić sobie na żaden błąd, bo chodzi o zdrowie ludzi. 

Jak groźna może być realizacja takich postulatów organizacji prozwierzęcych?      

– Oni nie wiedzą, co robią. Podam przykład z Polski, mianowicie ponad 70 procent upraw zbożowych w naszym kraju to uprawy, które są przeznaczone na paszę dla zwierząt. Żywność dla ludzi produkujemy tylko z 30 procent zbóż. Jeżeli pseudoekolodzy doprowadzą do ograniczenia hodowli zwierząt – a to dzieje się teraz w Holandii, gdzie hodowla wszystkich zwierząt ma zostać ograniczona o 50 procent – to rolnicy nie będą mieli komu sprzedawać swojego zboża. Łańcuchów wzajemnych powiązań jest jednak znacznie więcej. Popieranie postulatów – zakazywania produkcji rolnej, ograniczania jej – jest bardzo nierozsądne. Rolnictwo to naczynia połączone – warto o tym pamiętać. 

Jakie szanse powodzenia mają tego typu inicjatywy, zważywszy że w organach brukselskich i w Parlamencie Europejskim zasiada wielu polityków o skrajnie lewicowych poglądach?

– Bardzo duże, ale proszę się nie martwić. Poważne państwa zadbają o swój interes. Niemcom, Francuzom czy Duńczykom włos z głowy nie spadnie.

Jaką rolę w walce z lewackimi eksperymentami odgrywa Fundacja Polska Ziemia?

– Fundacja Polska Ziemia powstała po to, aby komunikować wieś z miastem, a miasto z wsią. To chyba jedyna tego typu organizacja, w której zespół jest tworzony przez rolników praktyków i ich miejskich kolegów, którzy nie zgadzają się na antagonizowanie tych, którzy wstają rano po to, aby oporządzić zwierzęta, a więc rolnikami i hodowcami, z tymi, którzy jadą metrem do korporacji w dużym mieście. Staramy się w sposób nowoczesny docierać do opinii publicznej z prawdą na temat rolnictwa, z argumentami i kampaniami społecznymi. Poza tym jesteśmy patriotami, a cały nasz zespół zbudowany jest z konserwatystów, mamy te same lub bardzo podobne wartości, dlatego wydajemy też konserwatywne media, produkujemy filmy i spoty telewizyjne. Chcemy przyłożyć się do walki z tym lewackim, eksperymentującym na ludziach wariactwem, które ogarnia świat i niestety wkracza już do Polski.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 10 listopada 2019 (10:33)

NaszDziennik.pl