logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polityczna symbioza trwa

Piątek, 8 listopada 2019 (18:38)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Niebawem poznamy strukturę i nowy skład rządu, ale zanim o tym porozmawiamy chciałbym się skupić na minionych czterech latach. Jaki był rząd Zjednoczonej Prawicy w mijającej kadencji?

– Przede wszystkim powiedziałbym, że to był rząd inny od tych, które znaliśmy wcześniej. Niektórzy mówią nawet, że to był rząd szczęściarzy, że Prawo i Sprawiedliwość ma szczęście do koniunktury gospodarczej, bowiem sytuacja gospodarcza Polski była w tym okresie bardzo dobra, co zresztą jest faktem. Jeżeli sytuacja gospodarcza jest korzystna, to również rząd sprawujący w takim czy innym okresie władzę ma czym operować, bo ma dochody na określonym poziomie, a zatem może spokojnie realizować swój wyborczy program.  

W pierwszej kadencji pracy rządu Zjednoczonej Prawicy jak nigdy wcześniej mieliśmy też cały szereg prób marginalizacji Polski na arenie międzynarodowej, o co tak zabiegała opozycja. Jednak to się nie udało…

– Owszem, takie działania były podejmowane, ale przede wszystkim mieliśmy do czynienia z walką polityczną, która bardzo często ma brutalne oblicze. I niestety mieliśmy okazję zobaczyć to brutalne oblicze polityki, które nie zawsze jest miłe czy sympatyczne, a co za tym idzie – niezrozumiałe dla wszystkich stojących z boku. Ale to już było, to jest już za nami, dlatego do tej kwestii podchodziłbym bez zbędnych emocji, bo jak wspomniałem była to walka polityczna, a jak wiadomo w takim boju wytaczane są potężne działa, używane są wszystkie możliwe narzędzia, w tym także sięganie po wsparcie zagraniczne, co czyniła totalna opozycja. Te działania ocenili wyborcy w październiku i jak wiemy ta ocena dla totalnej opozycji nie była dobra.

Co było największym plusem czterech lat działań rządów premierów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego?

– Obiektywnie rzecz biorąc, największym plusem działań, dokonań rządu Zjednoczonej Prawicy była polityka społeczna. To były rządy, które postawiły mocny akcent na politykę społeczną w różnych wymiarach, co więcej, nie tylko mówiły, ale działały. Mieliśmy zatem przykład, że polityk nie tylko potrafi mówić, składać deklaracje, ale także się z nich wywiązywać.   

Dziś zebrał się Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości, gdzie był dyskutowany nowy gabinet premiera Morawieckiego. Powinniśmy się spodziewać dużych zmian?

– Myślę, że nawet jeśli nie będzie dużych zmian osobowych, to jednak będzie to nowy rząd. Druga kadencja rządzenia jest tą, od której wymaga się więcej, jeszcze więcej i to zarówno jeśli chodzi o oczekiwania społeczne, ale także ze strony samych rządzących. Wiadomo, że apetyty rosną w miarę jedzenia i atmosfera jest taka, że ludzie oczekują kolejnych, innych działań. Dlatego należy się spodziewać postawienia większego akcentu na gospodarkę, także na energetykę oraz na innowacje. A zatem przed nami cztery lata ożywionej dyskusji o gospodarce, ale również o systemie emerytalnym oraz ochronie zdrowia.

W tych obszarach powinna nastąpić korekta, także personalna?

– Podam taki przykład, mianowicie nieprzypadkowo w kuluarach sejmowych ministra zdrowia nazywa się saperem, bo wszyscy wiedzą, że kwestia polityki zdrowotnej to jest najbardziej drażliwy temat i wrażliwy teren, gdzie każdy nierozważny krok kończy się totalną klęską. Tak naprawdę w obecnej sytuacji polskiej służby zdrowia każdy minister jest z góry na straconej pozycji. Chodzi o to, że dotykamy kwestii, w której sytuacja nie ulegnie zmianie ani po roku, ani po dwóch, ani po trzech latach, ale doprowadzenie do normalizacji tego jakże ważnego obszaru wymaga systemowej pracy na przestrzeni co najmniej dekady.

Po co zatem zmieniać tak często ministrów,  uniemożliwiając ciągłość jakichkolwiek działań?     

– Wszyscy to wiedzą, ale jednocześnie nie wszyscy, którzy sprawują funkcję szefa resortu zdrowia, wytrzymują presję ze strony na przykład pracowników służby zdrowia – lekarzy, pielęgniarek itd. Proszę pamiętać, że jako politycy jesteśmy tylko ludźmi i pytanie, czy i jak jesteśmy w stanie wytrzymać nie zawsze miłe słowa, krytykę, jaka do nas dociera, i jak sobie z tym ciężarem potrafimy radzić. Tak to jest, dlatego decydując się na udział w polityce, trzeba mieć także tego świadomość.  

Powinniśmy się spodziewać dużych zmian personalnych w nowym-starym rządzie?

– Myślę, że takie zmiany bez wątpienia nastąpią, że pojawią się nowe twarze, że nastąpi pewne odmłodzenie w ławach rządowych. Nie wykluczałbym, że zostaną też uruchomieni sprawdzeni posłowie, którzy pracowali w VIII kadencji Sejmu i sprawdzili się w praktyce jako – dajmy na to – szefowie komisji, jako parlamentarzyści. Czy to będzie pierwszy szereg? Trudno powiedzieć, ale z całą pewnością takie osoby znajdą się w poszczególnych resortach, chociażby jako sekretarze stanu. Uważam, że dzisiaj Zjednoczona Prawica ma już ten potencjał ludzi sprawdzonych, którzy mogą objąć takie czy inne funkcje także w rządzie. Proszę pamiętać, że polityk najlepiej sprawdza się w parlamencie, na gruncie tworzenia prawa i dzisiaj tacy posłowie, którzy przeszli ten – nazwijmy to – chrzest bojowy, to są już praktycy. Byłoby dobrze, gdyby ich praktykę i doświadczenie wykorzystano mądrze dla dobra publicznego w organie wykonawczym, jakim jest rząd.    

W ostatnim czasie pojawiały się głosy o walkach frakcyjnych, ale jak widać koalicja Zjednoczonej Prawicy trwa.

– Frakcje są w każdej partii, w każdym ugrupowaniu i tarcia są wszędzie. Wszystkie frakcje prowadzą swoiste mniej lub bardziej głośniejsze „wojny”, są spory, kłótnie i to, że takie spory czy negocjacje mają miejsce w ugrupowaniach, które wchodzą w skład Zjednoczonej Prawicy, to jest normalna kolej rzeczy. Tak to już jest, że każdy z koalicjantów próbuje sobie wypracować pozycję wyjściową na najbliższe cztery lata.

Także zwiększyć stan posiadania?

– Dokładnie tak. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że Prawo i Sprawiedliwość jako główny trzon Zjednoczonej Prawicy wcale nie musi na wszystko się godzić. Z całym szacunkiem, ale Porozumienie Jarosława Gowina, gdyby w październikowych wyborach startowało samodzielnie, to bardzo wątpliwe czy przekroczyłoby próg wyborczy, a tym samym czy dostałoby się do Sejmu. I oni doskonale zdają sobie z tego sprawę, zresztą podobnie jak partia Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Zawsze powtarzam, że spory i kłótnie wewnątrzkoalicyjne kończą się wtedy, kiedy pojawia się alert wyborczy i wtedy wszystko wraca na swoje miejsce. Inaczej mówiąc, symbioza, a więc współpraca wielu organizmów – w tym wypadku politycznych – trwa.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 8 listopada 2019 (22:16)

NaszDziennik.pl